W Borjomi ze względu na niedyspozycje żołądkową niektórych uczestników, Vazha – nasz przewodnik skraca trasę wycieczki. W planie pozostał zamek Rabati w Akhaltsikhe, Kamienne Miasto w pobliżu Gori, no i samo Gori, które słynie z….
Więcej o Gori w dalszej części. Póki co ekipa wpakowała się do marszrutki, kierowca odpalił silnik, a my zaopatrzeni w życzenia przemiłych gospodarzy i niezwykły aromat wczorajszego przyjęcia, czekamy na kolejny pęk gruzińskich wrażeń.
Jeździłem trochę po Europie i muszę stwierdzić, że gruzińskie klimaty są kompletnie odmienne. Co prawda, jak powiedział Vazha, Gruzini bardzo by do Unii Europejskiej chcieli dołączyć, ale jego zdaniem ich mentalność nie jest jeszcze gotowa na spełnienie unijnych standardów. Mieszanka krwi azjatyckiej, wpływów rosyjskich i peryferyjnego położenia sprawia, że charakter tubylców, o wiele bardziej żywiołowy niż europejska przeciętna z trudem zaakceptuje narzuconą przez Brukselę dyscyplinę… Socjolog ze mnie marny, kto wie, może te przepowiednie się nie sprawdzą i wkrótce strefa Schengen powiększy się o ten piękny kraj. Faktem natomiast jest, że Gruzini należą do najstarszych rodów tej części kuli ziemskiej, co jest na pewno mocnym argumentem historycznym za akcesją.
Nie ma zbyt dużo czasu na refleksje, pierwszy cel naszej podróży został osiągnięty. Szukamy dogodnego miejsca na parking pod samymi murami zamku Rabati. Już po wyjściu z marszrutki czujemy, że czeka nas moc wrażeń. Tablica przed wejściem jest po gruzińsku i niewiele wyjaśnia. Trochę światła rzuca Vazha – nazwa miejscowości: Akhaltsikhe, położonej mniej więcej na wysokości Zakopanego, znaczy dosłownie Nowa Forteca. W XVI wieku była regionalnym centrum Ottomańskiej Turcji, w XIX w wróciła we władanie Gruzji, jako części Rosji. 3 czerwca 1918 roku, pod naciskiem Niemców został podpisany pokój między Imperium Ottomańskim a Gruzją. Turcy mieli sporą przewagę, krajowi groziło zdobycie stolicy przez najeźdźców. Zaprzestanie walk stanowiło być albo nie być młodej republiki gruzińskiej. Traktat stanowił między innymi, że Akhaltsikhe wraz z regionem Alkhalkalaki pozostanie przy Turkach, za wyjątkiem dwóch miast: Atskuri, przez które niedawno przejeżdżaliśmy i Abastumani, które to miasta zatrzyma Gruzja. Zamek, pod którego murami zatrzymaliśmy się musiały opuścić oddziały gruzińskie. Traktat pokojowy, został złożony w niemieckiej ambasadzie w Tbilisi 4 czerwca. Należy pamiętać, że kilka dni wcześniej – 26 maja 1918 roku Gruzja ogłosiła niepodległość i proklamowała Republikę. Przetrwała ona trzy lata i w 1921 roku została wchłonięta przez inne Imperium – sowieckie. Kraj który zwiedzamy, podobnie jak Polska, zawsze miał nieżyczliwych sąsiadów i z trudem wybijał się na niepodległość. No, może jednak szczegóły przy innej okazji, nad lampką wybornego wina gruzińskiego, które i tu, jak zauważyliśmy uprawia się z powodzeniem…
Spacerujemy po odnowionym kilka lat temu obiekcie, podziwiamy odrestaurowane wnętrza, mieniącą się złotem kopułę meczetu. Średniowieczny obiekt rozciąga się na przestrzeni 7 hektarów i zawiera cytadelę, zamek, cerkiew i wspomniany już meczet Akhmediye. Jest oczywiście hotel, rstauracja, sklep z pamiątkami. Mamy piękną, słoneczną pogodę, robimy zdjęcia. Odnoszę wrażenie, że jest pustawo, zastanawiam się, czy rzeczywiście obiekt odwiedza rocznie 100 tys turystów, jak zapowiadał to prezydent Saakaszwili otwierając bodaj w 2012 roku po gruntownej renowacji ten wielokulturowy przybytek.
Urzeczeni scenerią moglibyśmy przesiedzieć tu cały dzień. Ale twarde życie podróżnika wzywa nas do marszrutki. która zawiezie nas do Gori, rodzinnego miasta… O tym dowiecie się już na pewno następnego odcinka.










