Wiem, wiem. Macie już dość mojego wizerunku i tych ciągłych powtórek. Tylko, że ja wspiąć się chcę na wyżyny medialności. Przecież w TVP ciągle powtórki i te same wizerunki. No to jeżeli telewizja może być publiczna, to dlaczego blogger ma być gorszy? Tym bardziej początkujący. Ja już mam dość prywatności, RODO, pytania każdego modela o zgodę na rozpowszechnianie wizerunku, zasłaniania tablic rejestracyjnych, odsłaniania pomników różnych nowych bohaterów, którzy niekoniecznie na to miano zasłużyli. Odkłamywanie historii zatoczyło pełne koło i wróciło do punktu wyjścia. Już nie wiadomo kto swój, kto wróg.
Dobra wiadomość jest taka, że wczoraj około 23 doliczyłem się początku czwartego tysiąca odsłon bloga – i, na Boga, nie jest to ruch sztucznie generowany. Znaczy – czytacie. I klikacie. Więcej niż się spodziewałem. I co jeszcze fajne – komentujecie. Jak na razie na plus. Przytaczał nie będę, każdy może sobie poczytać. Ale miło mi bardzo. Trochę się ostatnio monotematyczny zrobiłem, ale media wszelakie też skupiają się na jednym temacie. Przypomnę, że mój blog jest jeszcze noworodkiem, osiągnie w połowie maja drugi miesiąc życia.
Z tego tytułu została opracowana krótka ankieta, która jutro rano znajdzie się na mojej stronie. Już teraz proszę o jej uważne i szczere wypełnienie, bo między innymi na podstawie jej wyników będę chciał dokonać w blogu zmian. A jak nie wypełnicie, to przez resztę życia będę publikował nieskończoną ilość starzejących się selfie.
Kilka obserwacji z dzisiaj.
Z powodu ciepła, słońca i długiego zamknięcia, w moje rekreacyjne rejony wylała się prawdziwa rzeka spragnionych spacerowiczów. Ruszył kto żyw – rowerki, rowery, hulajnogi, rolki, samochodziki – zabawki, biegacze, chodzacze. Nie dziwota, że naród ruszył jak włościanie z Kościuszką pod Racławice, żeby pokazać choróbsku, kto tu rządzi! Ja jednak zachowuję wstrzemięźliwość i nie nadużywam wolnego wybiegu. Cholera wie, gdzie ta cholera się kryje!
Dziś na Wawelu święcenia diakonatu krakowskich kleryków. Owszem, limit 5 osób na rodzinę, w katedrze pustawo, ale celebra pełną gębą. Marek Jędraszewski bez maseczki, koncelebransi jak wyżej, cała asysta takoż. Tylko szary lud karnie zamaskowany…

Tak się zastanawiam, czy jeśli odłożono ad acta wybory, to i ta uroczystość nie mogłaby poczekać. Może Ordynariusz obawiał się, że któryś z diakonów da dyla, uszczuplając i tak już niewielki zastęp kandydatów. Wiem o owym wydarzeniu stąd, że również nasz sąsiad jest w gronie straceńców. Odbyło się za dwiema miedzami przyjęcie tego tytułu, co znamionowały ustawione wzdłuż ogrodzenia zacne bryki. Odnotowuję to z kronikarskiego obowiązku. I z sentymentu, bo i mój kuzyn pod koniec lat siedemdziesiątych krzyżem leżał na posadzce wawelskiej Katedry. Inne czasy, inna waga uroczystości. Prawdziwym wydarzeniem były zakopiańskie prymicje Jerzyka- tak tak, góral żem w połowie, a w połowie krakus, – jeno nie wiem która połowa mnie skąd pochodzi :). Zaprosił mnie więc kuzyn na kościelną balangę.W domu parafialnym na Krupówkach hoże góralki „wyzdajane” jak na weselicho, orkiestra nie gorsza od Golców i żarcie, jak na tamte czasy królewskie. Oj, pedom Wam, wytońcyłek się setnie. Jak się tym dziewczynom pięknie korale na biustach układały. Bez kwilę pomyślołek se, że i ja w przyszłości prymicjantem łostanę, ale inny los był mi pisany. Zostałem zrzędą i marudą, któremu czasem jakaś facecja do głowy przyjdzie. Ale jak obserwuje naszego proboszcza, to i tak mam nieźle :).

Mam nadzieję, że mimo braku selfie z kwarantanny, ten felieton pozwolił mi wyjść z twarzą. Ale nie myślcie – nie odpuszczę. Część trzecia na pewno się ukaże. Ale najpierw – ankieta. Pamiętajcie – jutro przy śniadaniu wypełniacie kwestionariusz. Potraktujcie to jako zamiennik trudnych wyborów.