Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

WALENTYNKOWE REMANENTY

Można powiedzieć, że gdy cały świat Zachodni obchodził  Walentynki, kraje bloku wschodniego przeżywały
( dosłownie) wzlot Walentyny Tiereszkowej. Ta kosmiczna historia początku lat 60-tych miała dalszy ciąg w szeregu piosenek, opiewających pierwszą kobietę w przestrzeni okołoziemskiej. To były, można powiedzieć zaczątki Walentynek w głębokim komunizmie.
Obecnie, w powszechnym mniemaniu,  Walentynki to chwyt marketingowy dla zapełnienia luki handlowej między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Coś w tym jest, skoro w prasie pojawiają się anonse o wyjazdach dla par,  urozmaiconych przeróżnymi atrakcjami (także dozwolonymi od lat 18). Ponadto cała seria gadżetów dla zakochanych – serca-poduszki, serca – koszulki, serca-kalendarze.  Poza tym miłosne sms-y, kartki mailowe.
Kiedyś Gałczyński pisał: „Liryka, liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal”, co miało się odnosić do miłości równie tkliwej, co niespokojnej, nasyconej anielską cierpliwością. Współcześnie to raczej: „Elektronika, elektronika, komórkologia i szał”.
Ale jednak chyba Walentynki lepsze, niż zdrewniały Dzień Kobiet z badylem tulipana i kwaśno-słodkim uśmiechem. Są  młodsze, wdzięczniejsze i ponętniejsze.
A ja postanowiłem ponadczasowo połączyć te dwie epoki, i przyznać kilka Walentynek wszystkim, którzy na dozgonną miłość i sympatię z mojej strony zasługują.
Myślę, że każdy z nas znajdzie wiele osób, z którymi już się nie spotyka, lub czyni to rzadziej, a o których myśli bardzo ciepło.
Zaliczam do nich przede wszystkim  moich Rodziców, którzy robili wszystko, żebym wyszedł „na ludzi”. No, nie całkiem się udało, bo zostałem „d(p)orywczym” felietonistą, a nie biznesmenem z dużą furą, laptokiem i złotym łańcuchem na szyji… Ja to już przebolałem, myślę, że urząd skarbowy również.
Dla nich właśnie Duuuuuża Walentyna,( ale już nie Tiereszkowa).
Koniecznie musze obdzielić Walentynkami moje polonistki, ze szczególnym uwzględnieniem Pani Kręgiel z V LO w Krakowie. Wszystkie one próbowały przekonać mnie, że warto pisać i mówić poprawnie po polsku, a żeby to osiągnąć, warto dużo w ojczystym języku czytać. O Pani Kręgiel mogę śmiało napisać, że była Tiereszkową języka polskiego, z uporem godnym lepszej sprawy wtłaczając w próżnię naszych umysłów lektury i ortograficzne reguły. A my, często w stanie nieważkości, broniliśmy się co sił przed tą inwazją z kosmosu. I to jeszcze na długo przed „Gwiezdnymi wojnami”….
Pani Joanno – dla Pani Mega Walentynka.
Pomniejsze, ale równie ważne Walentynki przyznaję wszystkim, których spotykałem w czasie swoich wędrówek autostopem po Europie. Za wkład w rozwój mojej osobowości nagradzam Wietnamczyków, z którymi jechałem do Oslo, a którzy nie dość, że prowadzili samochód boso, to jeszcze mówili po angielsku w bliżej mi nieznanym narzeczu. Wspominam młodych Francuzów, którzy podrzucili mnie na winobranie, śpiewając fantastyczne piosenki, z których jedną, o rycerzach okrągłego stołu, nucę w chwilach depresji do dzisiaj. Dziękuję Marokańczykowi, który na południu Francji wybawił mnie z opresji wielogodzinnego oczekiwania na poboczu drogi, gdy rdzenni Francuzi odwracali wzrok, mijając obojętnie podejrzanego typka z plecakiem. 
Zapewniam wszystkich, że te wyjazdy miały o wiele większą wartość, niż dwutygodniowy pobyt w luksusowym hotelu egipskiej Riwiery, gdzie Walentynkę można przyznać co najwyżej barmanowi za fantazyjnie udekorowanego  drinka. Tylko, że to jego praca, więc również Walentynka ma charakter czysto komercyjny.
Na końcu, ale nie najmniej ważne: Serduszko dla wszystkich Czytelników, którym w ten sposób wynagrodzić chcę ich cierpienie za trud zmagania się z moją pokrętną stylistyką, niesłusznymi poglądami i zamierzonymi, bądź przypadkowymi szyderstwami… Odwzajemniam Wam w ten sposób Waszą sympatię, którą wyrażacie wobec moich  felietonowych „wypocin”.
Wasz Rytmicznie Tętniący
Przemysław Józefczyk

0 komentarzy do “WALENTYNKOWE REMANENTY

  1. Zazdroszczę podróży po europie. tzw. potocznie \”okazją\”. Ja mimo, że tylko po Polsce i tylko po części południowej, to miałam znacznie mniej przypadków ciekawych i wartych odnotowania. A szkoda, bo cóż ja będę wspominać za parę lat? heh, pozdrawiam 🙂

  2. Podróże rzeczywiście były ciekawe, choćby z tego tytułu, ze poprzedzał je ponad półroczny okres przygotowań. Paszporty, wizy, dewizy etc… np.: wizę francuską na 10 dni załatwiałem w Oslo, zeby ja potem przedłużać w Prefekturze w Rennes w Bretanii.Ale teraz też można ciekawie podróżować, tylko trzeba wiedzieć czego się chce 🙂

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę