Można powiedzieć, że przyroda nie dała w tym roku plamy.
Zima zaczęła się przed terminem, śniegu nasypało co niemiara. Średnie temperatury były niższe od ubiegłorocznych. Pytanie, czy należy się
z tego cieszyć, czy raczej złorzeczyć zaistniałej sytuacji atmosferycznej. Niegdyś, w czasach, kiedy aurą sterował „Wicherek” czyli Czesław Nowicki wspomagany przez „Chmurkę”, sprawa była jasna. W razie nietrafnej pogody winni byli prezenterzy „Dziennika Telewizyjnego”. W razie trafnej – były to jedyne prawdziwe informacje podawane w „DT”.
Zima zaczęła się przed terminem, śniegu nasypało co niemiara. Średnie temperatury były niższe od ubiegłorocznych. Pytanie, czy należy się
z tego cieszyć, czy raczej złorzeczyć zaistniałej sytuacji atmosferycznej. Niegdyś, w czasach, kiedy aurą sterował „Wicherek” czyli Czesław Nowicki wspomagany przez „Chmurkę”, sprawa była jasna. W razie nietrafnej pogody winni byli prezenterzy „Dziennika Telewizyjnego”. W razie trafnej – były to jedyne prawdziwe informacje podawane w „DT”.
Obecnie, gdy prognozę pogody możemy oglądać mniej więcej co godzinę, odpowiedzialność za trafne ( lub trefne) przepowiednie rozmyła się znacznie. W dodatku wspomagają nas metereologiczne strony internetowe. Zawierają szczegółowe wykresy elementów składowych aury. Znowu nie wiadomo – cieszyć się czy martwić. Z jednej strony, z dokładnością do jednej godziny przewidujemy zapotrzebowanie na parasole, rękawice i inne odzieżowe utensylia. Znowu z drugiej, znika wszelki romantyzm wypraw i wycieczek, gdy okazywało się, że ponad miarę jesteśmy zaopatrzeni w ciepłe rzeczy. Lub – co gorsza, cierpimy na ich deficyt.
Jedna rzecz pozostaje niezmienna. Jeśli na skutek mrozów, jak grzyby po deszczu „wylęgną się” dziury w asfalcie, kolejność ich łatania pozostanie nieprzeniknioną tajemnicą służb specjalnych. Mamy okazję przetestować to na „żywym ciele” styku ulic Ćwikłowej i Wzgórze. Ten „dwustyk” ozdabia sporej wielkości odkrywkowa brukowa łata,która funkcję spowalniacza. Rozciąga się miedzy dwoma szacownymi budynkami szkoły i kościoła i kpi sobie z połączonych sił nadprzyrodzonych i edukacyjnych. Nadaje ważnej, bądź co bądź arterii Pychowic, charakter zgoła prowincjonalny. Po świeżo wyremontowanym odcinku Tynieckiej, ( Europa, Panowie, Europa), nasza „uliczna odkrywka” daje nam poczucie swojskiej niezależności, narodowej odrębności i lokalnej tożsamości. Myślę, że tę naszą dziurę powinniśmy otoczyć szczególną opieką, oznakować i wpisać do rejestru produktów regionalnych, podobnie jak stało się to z osławionym oscypkiem…
Oscypek, wyrób regionalny?
Ale a propos oscypek – pamiętam, jak onegdaj pod Gubałówką zarzuciłem gaździnie nienaganną góralszczyzną krowie pochodzenie jej regionalnego specjału. O mój Ty Boże – nie godzi się przytaczać na publicznym forum , jakimiż to tłustymi epitetami obrzuciła mnie handlarka. Gdyby choć w połowie jej produkt był tak tłusty, jak wymowa. Potężnie skarcony, poprzysiągłem sobie, że nigdy, ale to przenigdy nie wezmę na ząb politycznej poprawności podhalańskich wyrobów. I to niezależnie, czy będzie to oscypek, bunc, czy sweter z owczej wełny. A z obawy przed zemstą klanu Bachledów, Gąsieniców oraz Rojów za mój niecny czyn, nie zapuszczam się dalej niż do Rabki. Choć moje korzenie ze strony Mamy wyrastają właśnie w Zakopanem, przy Nowotarskiej 5, jak na złość naprzeciw pechowej Gubałówki…
Tym bardziej, że właśnie teraz pod Giewontem odpoczywali warszawiacy, o niebo zasobniejsi w „dutki”, tak bliskie sercom Górali. Kudy nam Krakusom-Centusiom do stołecznego szyku, elegancji i blichtru. My już raczej sobie pozostańmy skromniej przy Wzgórzu – dziurzu. A jaka będzie zabawa, gdy wkrótce spadnie wiosenny deszczyk i wypełni dziurę wodą. Oj, starczy jej, mam nadzieję do Dyngusa!!!
A do leczenia niestrawności po lekturze felietonu polecam dziurawiec.
Wasz intelektualnie podziurawiony
Przemysław Józefczyk