Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Replay Sołtysa

Kolejny wypad w kierunku południowym.  Spotkałem się
z Tankianem obok pawilonu przy ścieżce rowerowej w Pychowicach 11 maja o 8.30. Plan ogólny – rejony Kalwarii. Jak zwykle rozgrzewka do Skawiny, potem powtarzamy trasę sprzed kilkunastu dni – Leńcze, Zarzyce Małe, Sułkowice, Sołtysi Dział. 
Tym razem na szczycie pamiątkowe zdjęcia i rzucamy się w dół, równą, ale wąską wstążka drogi. 

W Bieńkówce w prawo do głównej. Potem, nie dojeżdżając do Palczy, skręcamy do Zachełmnej. Tu czeka nas podjazd krótszy niż na Dział, ale moim zdaniem bardziej wymagający – tym bardziej, że w nogach mamy już około 60 km. Niestety, po drugiej stronie koszmarne dziury, cały czas trzymam dłonie na klamkach. Kilka minut przerwy na popas koło sklepu. Kupuję Snickersa, Tankian wzmacnia się bananem. Mam jeszcze ochotę na podjazd do Lanckorony, ale czas goni. Powrót z Kalwarii wymagający, pod wiatr, dobijająca górka w Przytkowicach.  Z uznaniem patrzę na średnią prędkość, systematycznie wzrasta. Oznacza to niezłą wytrzymałość, a to cecha niezbędna w maratonowych startach.

Od Skawiny nieco lżej, dojeżdżam z Tankianem pod most Zwierzyniecki i zawracam. W sumie uzbierało się 105 km i około 1400 m w pionie.
Jestem mocno zmęczony, siadam w domu na kanapie i łapie mnie niewielki skurcz lewej stopy. Zapadam w kilkuminutową bezwiedną drzemkę. To zapewne skutek faktu braku odpowiedniej suplementacji na trasie. Przed wycieczką śniadanie plus talerz makaronu z serem, w trakcie jazdy dwa bidony z izotonikiem. No i batonik… A żel obwiozłem w torebce.
Jednak jestem zadowolony. Dobre tempo całą trasę, i w sumie, jak mówią kolarze – noga nieźle podawała.
A to trasa:

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę