Mam nadzieję, że Jeremi Przybora nie obrazi się za zapożyczenie tytułu z piosenki Starszych Panów. Jako żywo, jam już nie młody, to sobie mogę prawa niejakie rościć. Ale do rzeczy…
Tym razem wybrałem się na szybką wieczorną pętelkę w kierunku Balic. Po drodze kilka podjazdów – serpentyna na Księcia Jóżefa, droga z Przegorzał do Obserwatorium, wreszcie podjazd do Nielepic z Morawicy. Z nowości – pokonywana w odwrotnym kierunku z Pawłem i Tomkiem trasa Brzoskwinia – Chrosna. Podjazd z dość głębokiej doliny ( ok. 297 mnpm. do Chrosnej położonej 46 m wyżej). Średnie nachylenie na dystansie 600 metrów wynosi 7.8% . Krótki moment przed szczytem dochodzi nawet do 20%. Trochę przypomina to podjazd na Sołtysi Dział.
Pogoda sprzyjająca – dość ciepło, ale wieczorna bryza przyjemnie chłodzi rozpędzonego kolarza. Kolejny raz wybieram wariant wału wiślanego od strony Księcia Józefa. Jak to u nas często bywa – ścieżka gotowa, ale w ogóle niespopularyzowana. Sporo rowerzystów pomyka nadal ruchliwą i dość niebezpieczną ulicą. Dojeżdżam do ulicy Mirowskiej, nawrót w kierunku Wodociągów i próba pobicia rekordu podjazdu na serpentynie. Jednak czuję, że po dość długim okresie bezczynności i stresu płuca dostają zadyszki. Obok mnie jedzie chodnikiem mtbowiec i też zatyka go mocno.
Na resztkach tlenu dojeżdżam do szczytu wzniesienia. Czuję, ze czas nie jest najlepszy. do rekordu sprzed miesiąca brakło 6 sekund.
Zawiany Czesiu
Kolejny podjazd jadę spokojniej, trudno na początku treningu mieć od razu parę. Sytuacja się powtarza – notuję niewiele gorszy czas. Potem trochę odpoczynku podczas zjazdu. W Olszanicy skręcam na drogę w kierunku Balic. Mijam lotnisko i zgodnie z wcześniejszym zamysłem skręcam w stronę Aleksandrowic. Zaplanowałem podjazd do Nielepic. Jazda wzdłuż autostrady daje mi dużo satysfakcji, jadę wolniej, ale za darmo:). Cały czas droga jest niezłej jakości, może mały fragmencik przed wiaduktem nieco dziurawy.
Po prawej zostawiam Instytut Zootechniki, w którym niegdyś pracował Czesiu – sąsiad z góry z ul. Prusa. Typ zabawny, czasem nadużywał alkoholu. A raz przez pomyłkę na lekkim rauszu zagarażował w naszym przedpokoju i mocno wystraszył moją Mamę.
Za chwilę skręt w prawo. 1300 metrów średnie nachylenie 6%. Nie wiem czy to kogoś obchodzi, ale może są miłośnicy cyfr, to niech sobie mają. Dla estetów informacja, że droga wiedzie wśród lasów, a w pewnym momencie po prawo pojawia się stadnina koni. Esteci będą jeszcze mieli swoje pięć minut, a ja tymczasem w Brzoskwini skręcam w prawo. Grupa młodzieży gra w piłkę, za chwilę widzę ładnie wyremontowany kościół. W ogóle smaczna ta nazwa i soczysta. Zupełnie jak kolejny podjazd, momentami sztywny, który wyprowadza mnie na główną drogę pośród malowniczych pól. Esteci zadowoleni?. To jeszcze na deser fotka.
U Jędrusia czy Teściowej?

Tu miody się kończą, a skończyły się również unijne pieniądze, bo dziur wiele. Dość ostrożnie zjeżdżam do Morawicy. Trochę się gubię, wjeżdżając nieopatrznie w drogę pooraną pozostałościami po pracach kanalizacyjnych. Zawracam. Podążam za drogowskazem Cholerzyn. Z obiektów godnych odnotowania spora baza cateringowa „U Jędrusia”, który zaczynał swoją karierę od niewielkiego baru? restauracji? przy Stradomiu… Ponieważ goni mnie czas, nie zatrzymuje się na przekąskę.
Jeszcze ładny widoczek na górujący nad okolicą kościół w Liszkach słynących z pysznej kiełbasy. To zresztą miejscowość, z której okolic wywodzą się moi przodkowie ze strony Taty.
Cóż, chyba już nie ma o czym pisać. Piekary – jakiś festyn, bo sporo osób i wóz strażacki. Zamykam pętlę u wylotu ścieżki rowerowej na około 42 km trasy.
Z trudnością doganiam gościa na MTB. Czuje, że łapie moje koło i do stacji Orlenu jedziemy razem.
Trochę wcześnie Garmin odmawia posłuszeństwa, ponieważ pada bateria.
Jazda kończy się u Teściowej kanapką z rybą, szarlotką i sokiem z czarnej porzeczki. Teraz nie żałuję, że „olałem” Jędrusia, bo posiłek wyśmienity.
Jestem zadowolony, bo jak na brak regularnego treningu szło mi nieźle. Tym bardziej, że tęskniłem za jakimiś zdecydowanymi podjazdami.
Może jutro jeszcze coś urwę 🙂
Jakąś szybką poranną pętelkę.