To miał być pomysł na zapiski codzienne. Takie jak robiłem niegdyś. Niegdyś oznacza 18 lat temu. A mnie wydaje się, że to wczoraj – no, góra tydzień temu.
Co ciekawe, wydaje mi się również, że się nie postarzałem. A bardziej, że się postarałem… niewiele pisać.
W tym blogu już dałem cytat z tamtych lat.
– Czy wtedy myślałeś, że będziesz miał 55 lat? – pyta ten młodszy Przemek.
– Absolutnie nie – stwierdzam Ja dzisiejszy – i dalej tak uważam. Metryka nie przesądza sprawy!
– Ale wiesz, oczy się bardziej zapadły, zmarszczek przybyło, schudłeś !- naciera młodszy.
– Wiesz, przeważnie z wiekiem się tyje, z takiego punktu widzenia mogę przyjąć, że mam około 20-ki. Wygląda na to, że wkrótce mój wiek przekroczy wagę… – zażartowałem odważnie.
Jednak młodszy jest bezczelny:
– Przyjrzyj się sobie, wyglądasz okropnie, twoje dobre samopoczucie nie ma uzasadnienia w rzeczywistości.
– Odczep się, jesteś zakałą rodziny, bo nie dorosłeś do mojego wieku. Ani intelektualnie, ani fizycznie
– ripostuję – zresztą przestań, bo to zaczyna być serialowe ble, ble. I tak jesteś tylko moją introspekcją. Za chwilę Cię wyłączę, albo wpuszczę reklamy i będzie po Tobie.
– A poza tym uważaj, bo napuszczę na Ciebie Mnie osiemnastolatka i po Tobie.
Rzucił mi jeszcze złe spojrzenie i schował się do zapisków z 1996 roku.
A ja odetchnąłem, bo nie jest łatwo skonfrontować się z samym sobą.
Tym bardziej, że dzisiaj, a właściwie jeszcze wczoraj, w niedzielę 12 stycznia dotarła smutna wiadomość o śmierci Dorotki Pasek-Kaszok, koleżanki z licealnej ławki. Powiedziała mi o tym Mado przez telefon, a potem potwierdziły maile.
Przypomniałem sobie, jak na którymś z ostatnich spotkań klasowych zakładaliśmy się żartując kto odejdzie pierwszy. Ale to w gronie facetów. Na ostatnim maturalnym „Leciu” Dorotki nie było z powodu operacji biodra. Rozmawialiśmy z nią po kolei przez telefon życząc sobie szybkiego spotkania.
No cóż spotkamy się – 16 stycznia, na cmentarzu w Woli Batorskiej.
A przecież nie zakładałaś się z nami!!!
Z innych spraw.
Wczoraj opłatek wigilijny u Prezentek. Trochę sztucznie, nie znam nikogo, dość sztampowe składanie życzeń. Tak w dwóch trzecich wycofuje się na korytarz, nie żeby mi się nie podobało, ale jakoś tak nijak się czuję. Spaceruje po korytarzu, zaglądam do różnych drzwi, wycofuje się. Nadbiega jedna z sióstr pytając, czy szukam WC. No, na niezłego desperata musiałem wyglądać. Zaprzeczam i grzecznie wracam do sali biologicznej. Atmosfera łagodnieje, bo ciasto i woda, mandarynki i banany, a także kawa i herbata. Zalewam gardło wodą a konto tej miłosiernej siostry z hallu. Bryluje Garapcio ( proszę bez nazwisk), który sypie żarcikami jak z rękawa. Przyglądam się, czy aby nie krótki – ale nie. Wygląda, że żartów ma jeszcze sporo całkiem.
Całość prowadzi w zastępstwie chorej wychowawczyni Janka, p. Kurek ( a miało nie być nazwisk) Pan od informatyki. Po posiłku śpiewanie kolęd przy akompaniamencie dwóch gitar i keyboardu. Idzie całkiem, całkiem, chociaż jedna gitara unosi się i przestaje grać, ponieważ chór rodzicielski nie wszedł w tonację i zszedł za nisko. Może właśnie dlatego się uniosła, żeby wyrównać poziomy.
Wreszcie prawie koniec. Jeszcze siostra Dyrektor z ss. Ritą i Hiacyntą docierają z życzeniami. To najsympatyczniejszy akcent opłatka – wymieniamy kilka ciepłych słów.
I koniec. Jest około 19.
A jeszcze początek – msza św. o 16. Całkiem byłbym zapomniał. ~Ksiądz podczas kazania gestykulował trochę jak raper, uzbrojony w rapier, to wyciągając, to chowając dłonie. W myślach nawet układałem piosenkę, ale nie bardzo cenzuralna, więc nie napiszę.
Albo napiszę jak się napiję.
Lubię pisać nocnie, za okiem ( tak tak, za okiem, nie za oknem) cisza.
W uszach wypasione słuchawki zupełnie niszowej firmy, a aktualnie słucham płyty. To już moja sprawa, jakiej.
Dzisiaj przerobiłem 2 lekcje włoskiego i analizowałem możliwości taniego dojazdu z lotniska na Zatybrze. Rozmawiałem z kilkoma osobami. Przepytałem Janka z układu oddechowego wstrzymując oddech, a Patryka z układu wersalskiego siedząc na kanapie.
Zapiski codzienne mają na razie jeden dzień.
Forza Przemek!
Nobel za progiem…
Tyle, że z dynamitem a nie nagrodą!
Powiało Mrożkiem.