Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Dzień jak codzień

Wczoraj miałem wolny dzień.
Rano zadzwoniła pani z gimnazjum, że Janek się źle czuje i trzeba go odebrać. Spojrzałem na zegarek: nieźle 8.40. Dzień zaczyna się ciekawie. Zapytałem tylko Janka, czy mogę podjechac na rowerze, podprowadzić do przystanku, a sam pojedzie dalej.
Odparł, że tak.
Przejazd na św. Jana w zimowej szacie. Scieżka rowerowa wzdłuż Wisły przejezdna, aczkolwiek wąsko i musiałem nacierać na przechodniów. Jeden z żółta teczką nie ustąpił, w związku z cztm wymieniliśmy uprzejmości.
W Rynku Głównym, jak to rano mnóstwo samochodów dostawczych, trudno się przecisnąć.
W drodze powrotnej wypłąciłem pieniądze i zrobiłem drobne zakupy do naleśników w sklepie nabiałowym. Od Pani uzyskałem przepis na nadzienie szpinakowe.
Na wysokości posterunku policji wodnej cyknąłem kilka fotek.

 Z widokiem na Klasztor Norbertanek.

 Z widokiem w stronę Centrum.
Na śniegu, jak to na śniegu, troszkę mnie wytyrpało.
W domu zrobiłem Jankowi herbatę, dałem chleb dietetyczny, chwilę odpocząłem.
Koło 12 znowu załatwiania. tym razem zawodówka Patryka, muszę odwiedzić Panią od EDB ( Edukacja dla Bezpieczeństwa) i chemii, żeby wyjaśnić pewne rzeczy. Zajmuje mi to czas gdzieś do 15.
W domu smażenie naleśników, nie bardzo udane, bo przez pomyłkę, zamiast osobno sporządzić mleko i wodę, oraz mąkę z jajami, połączyłem to wszystko od razu.
Ciasto nie bardzo chciało się smażyć, albo się przypalało, albo przywierało do patelni. Albo było za rzadkie, albo za gęste.
W końcu dodałem jajko i sytuacja się w miarę ustabilizowała.
Naleśniki były zapiekane z żółtym serem i na słodko z twarogiem i rodzynkami.
Zdjęć nie robiłem 🙁
Znowu chwila odpoczynku, kawa maschiato przygotowana przez Patryka i lekcje z Jankiem.
Przerobiliśmy angielski tekst o bezpłatnym wypożyczaniu książek, sole z chemii i ćwiczenia z francuskiego.
Patryk miał mocne postanowienie odwiedzenia siłowni, ale ostatecznie tym razem jego zamiar spełzł na niczym. Wobec tego ja wybrałem się z Pawłem i Frankiem ( sąsiedzi) na basen. Było sporo osób, ale i tak udało mi się moim rozpaczliwym stylem przepłynąć 30 długości w trzech turach.
W sumie dość udany dzień, bo wypełniony różnymi zajęciami.

o i pierwszy tak naprawdę zimowy.
PS. Mam jeszcze refleksje na temat relacji tenis ziemny- życie na bazie turnieju Australian OPen, ale teraz już nie zdążę. Czas do pracy.

Jeden komentarz do “Dzień jak codzień

  1. Ja mam ostatnio same bardzo aktywne dni. Aż marzy mi się, żeby poleniuchować w łóżku i nie musieć nigdzie wychodzić.Już myślałam, że jutro się uda, ale jednak nie … Także może w przyszłym miesiącu uda mi się wyrwać jeden dzień na beztroskie leniuchowanie 🙂

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę