Powróciłem na taflę.
Dawno, dawno temu miałem dziewczynę, która była łyżwiarką figurową. Była moją parą prywatną, ale służbowo wycinała figury z innym. Figury łyżwiarskie rzecz jasna…
Nieczęsto jeździłem na łyżwach, bo jakoś nie przepadałem za tłumem kręcącym się w kółko. Trochę jak z motoryzacją, tylko tam jest kółko kręcące się w tłumie 🙂
Wczoraj łyżwy przeżyły renesans. Dzięki Anecie i Ani wybrałem się na lodowisko. Zaopatrzony w Quick User Guide wiedziałem gdzie trzeba iść, i co zrobić, żeby nie dać plamy.
Tu okienko z biletem, tam wypożyczalnia łyżew. Trzeba być wcześniej, żeby nie stać w kolejce, mieć 2 zł na szafkę. Spoko. Bicykla zostawiłem pod Galerią, plecak w Playu i gnam na lodowisko.
Jeszcze pustawo, kilkanaście osób okupuje ławki. Wypożyczam łyżwy 41, ździebko za małe, biorę o numer większe, gratis woreczki foliowe dla zachowania higieny. Mozolnie zawiązuje sznurówki. Pojawia się Ania z kolegą. Wymieniamy luźne uwagi na temat szatni, przygotowania do jazdy i inne takie Tam. Aneta jest gdzieś w drodze, przyjeżdża dwadzieścia po dwudziestej. Iście kobieca precyzja.
Pierwsze kroki na lodowisku dość pewne. Pomimo, że nie ślizgałem się jakieś dwa lata dobre nawyki pozostają. Trochę mi się jeszcze nogi rozjeżdżają, ale nie padam raz po raz na lód. Ogólnie poziom dość niski, tylko kilka osób jeździ szybciej i pewnie. Należy do nich Aneta, która holuje swoją koleżankę. Ja chwilę trzymam się obok, sądząc, że w dobrym tonie będzie nawiązać konwersacje. Dość trudno się jednak rozmawia zważywszy na głośną muzykę, zimny lód i szelest ostrzy łyżew o taflę. Puszczam się wiec wkoło, próbując utrzymać stałe tempo i nie wpaść na wolniejszych łyżwiarzy. Nieźle to wygląda, krok łyżwowy na przyzwoitym poziomie, przekładanka też trzyma się kupy. Jedynie jazda w tył kończy się klaśnięciem dupy o lód. Trochę przez to, że zawadziłem o sąsiada.
Na lodowisku niespodzianka – komunikat o urodzinach, śpiewamy sto lat. Potem „łapie się” na tort bezowy. Mniam, mniam.
Spalam go w dość błyskawicznym tempie. Robi się tak gorąco, że jakieś 10 minut „kręcę” w samej koszuli. Gdzieś po godzinie jazdy przykry wypadek. Stojąca na środku para blokuje przejazd i Ania wywraca się nieszczęśliwie na nadgarstek, który boli i puchnie.
Zbliża się 22, a ja wcale nie mam ochoty kończyć. Nawet z kondycją nie najgorzej. NO dobra, dość tego samochwalstwa. Koniec końców zapomniałem zabrać rękawiczek.
Uratowała mnie Aga, która oddała mi swoje. Cienko bym wyglądał wracając na rowerze przy minusowej temperaturze. Najprawdopodobniej nie byłbym w stanie wstukać tego postu przemrożonymi paluchami.
Mam zamiar powtórzyć ślizgawkę.
Chociaż szansa na ponowną znajomość z atrakcyjną łyżwiarką nader marna. Tempus fugit…
No, ale może czas na rolki?
baaardzo podobały mi się niektóre frazy:Była moją parągratis woreczki foliowe dla zachowania higienyPuszczam się wiec wkoło,przekładanka też trzyma się kupyjazda w tył kończy się klaśnięciem dupywidzę dla Ciebie przyszłość w Słowie.dwuznacznośc to Twoja specjalność.koniecznie pisz teksty do kabaretów (rozmawialiśmy o tym w Ropkach ale możesz nie pamietać ze względu na orzechy w płynie :).