Ostatnio zostałem Dziadkiem.
O tyle jest to ciekawe, że jestem jednym z nielicznych dziadków nie posiadających wnucząt. Nie jestem też Dziadkiem Mrozem ( to taka komunistyczna wersja św. Mikołaja), ani też Dziadkiem do Orzechów ( wyjaśnienie dla muzycznych profanów: to balet Piotra Czajkowskiego). Nie – na Dziady też nie zszedłem – chociaż moi mocodawcy zwalniając mnie z Playa mogą się do tego walnie przyczynić. Ale wygląda na to, że to raczej Play zejdzie na Dziady, utrzymując prezentowany gdzieś od roku styl zarządzania zasobami ludzkimi, żywcem zaczerpnięty z ustawy śmieciowej. Dlaczego – otóż do worka z odpadami do recyklingu wrzuca się tych, którzy robią 130% planu, tych między 100 a 130% umieszcza się w kuble z odpadami komunalnymi, a reszta wędruje na kompost… Żeby przy odrobinie szczęścia użyźnić glebę innych korporacji.
No cóż, już Mickiewicz w Dziadach pisał: „Nazywam się Milijon, bo za milijony kocham i cierpię katusze…”. Konkretnie za 10 milionów, bo tyloma klientami się ostatnio pochwalił czwarty operator.
Wracając do koligacji rodzinnych, które pozostają w ścisłym związku z P4 ( czyli z Playem).
Otóż Dziadkiem nazwał mnie kolega z pracy, nieodrodny przedstawiciel pokolenia lat dziewięćdziesiątych, a konkretnie roku 1990. Na szczęście końcówki tegoż.
W pierwszej chwili zrobiło mi się przykro! Jak to? Ja – Dziadek! Rowerzysta, narciarz, łyżwiarz, oczytany, znam języki – po prostu chodząca inteligencja i skromność. Jak tak można!!!
Ale po chwili refleksji spojrzałem do lustra. No tak. Ma rację. Tu i tam zmarszczki. Okulary na nosie ( tylko do czytania!), mętny wzrok. Wzrok opuściłem niżej. I w dodatku ani śladu brzucha. Faktycznie, teraz tzw. gruczoł piwny to domena ludzi młodych. Uff, może jak zapuszczę brzuch, to się odmłodzę.
Spojrzałem jeszcze niżej – akurat byłem w slipkach. No cóż, tu i ówdzie na udach, podudziach i łydkach widać jakieś mięśnie, pozostałości po treningach narciarskich z czasów studenckich. O zawartości spodenek nie piszę, bo skądinąd mi wiadomo, że bloga czytają również kobiety, i to całkiem młode. Wolałbym więc im oszczędzić pikantnych ( albo raczej ich braku) szczegółów…
O zmianach w mózgu nie mogłem się przekonać patrząc w swoje odbicie, ale tutaj samoświadomość podszeptywała mi, że bycie Dziadkiem to i tak lepsze rozwiązanie niż bycie w niebycie…
A jeśli zostanę Dziadkiem biologicznym, na pewno Was o tym zawiadomię. O ile będę miał siłę wstać z łóżka i o kulach dokuśtykać do komputera. Bo o utrzymaniu w rękach tableta raczej nie będzie mowy.
No cóż, jak śpiewał Wiesław Michnikowski w Kabarecie Starszych Panów:
Wesołe jest życie staruszka
Gdzie spojrzy tam bóstwo co krok
Tu biuścik zachwyci tam nóżka
Bo nie ten, bo nie ten już wzrok
cbdo
PS. Jak kto nie wie co to za skrót to niech pisze na poste restante
Brawo Przemek ! Twój Tata.
Przemek !Dośpiewaj jeszcze swoim młodzieniaszkom z Play'a dalszą częśćpiosenki Michnikowskiego:\” Jeszcze trochę cierpliwości i doczekasz tejstarości\”. Tata,