Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Zrujnowana sobota

Wrażeń, jakie zrobiły na mnie rzymskie ruiny po prostu nie podejmuję się opisać. Powiem nawet więcej, stopień zagubienia był wprost proporcjonalny do ilości stopni prowadzących na Wzgórze Kapitolińskie.  To, czego dokonaliśmy wczoraj, absolutnie nie można nazwać zwiedzaniem. To było tylko zapoznanie się z materią starożytnego Rzymu. Tym bardziej, że towarzyszymy z Patrykiem osobie, która porusza się niezbyt szybko. Wszystko jest zaplanowane tak, żeby przemarsz nie przekraczał 3-4 km.
Do Piazza Venezia docieramy z naszej kwatery ósemką, która tam właśnie ma końcowy przystanek. Bilet ATAC pojedynczy, ważny 100 minut kosztuje 1,5 Euro. Niedużo, nawet jak na polskie warunki. W Krakowie za 90 minutowy trzeba zaplacic 6 zł, a w Warszawie 7. Mniej korzystne są relacje cen dziennych: Rzym 24 zl. Krakow 15. Tyle, że w stolicy Włoch jest jeszcze do dyspozycji metro. Dość rachityczne, bo liczące zaledwie 2 linie ( trzecia w budowie), zawsze to jednak dodaje miastu splendoru. Tyle ekonomii.
Co do historii wypowiadał się nie będę, jedynie wspomnę, że obecna wizyta przypomniała mi dość ciekawe relacje Kleopatry z władcami Rzymu. I tu refleksja. Choćby mężczyzna wygrał niezliczoną ilość bitew i odniósł cały szereg ran, to i tak pokona go jedno spojrzenie spod rzęs zgrabnej brunetki o szlachetnych rysach… 
Dlaczego nie blondynki? Wyobrażacie sobie królową Egiptu z utlenionymi włosami… Brrr.

Chodząc wokół Forum Romanum pomyślałem sobie, że sterczy z ziemi sporo materiału na dobrą książkę. O ludzkiej próżności, rozpasaniu. Ale i o potrzebie pozostawienia po sobie trwałego śladu na ziemi. Za chwilę Koloseum. Potężne. Przecież i po polsku mówi się kolosalny. A powszechnie znany jest Kolos z Rodos. No i tu dochodzimy do źródeł naszego pięknego języka, którym często tak niechlujnie i nieumiejętnie się posługujemy. Brak greki i łaciny, ostatecznie wyrzuconych ze szkoły, zastąpionych mnóstwem niepotrzebnych szczegółów z innych przedmiotów, powoduje, że żyjemy w czymś w rodzaju rezerwatu  językowego. Papka słowna nie ma nic wspólnego z Papkinem, a jedynie z marnym kinem, pełnym wulgaryzmów. Stop! Wracam na ziemię. 
Circus Maximus to połeć ziemi między Palatynem a Awentynem, na którym za Juliusza Cezara odbywały się wyścigi rydwanów. Teraz po trawiastej kotlince spacerują turyści, a my rydwanem linii 44 wracamy na Zatybrze. I dybrze, bo robi się nudnawo.
W niedzielę Angelus Dei. Według idei jeszcze z Krakowa.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę