Na początku było ciasto. A z ciasta wszystko się stało. A żeby się stało wziąłem patelnię. I na patelnię wylałem ciasto. Aż zadymiło:
Naleśnik wygląda jak powierzchnia obcej planety. Ale to jest ziemski naleśnik. A właściwie nieziemski…
Moja ulubiona potrawa.
Naleśniki nauczyłem się robić też we Francji. Na obozie harcerskim, na którym byłem tłumaczem. Zuchy miały bardzo ciekawe zajęcia: robiły rakiety, audycje radiowe i naleśniki. Jakież było moje zaskoczenie, gdy zerknąłem na składniki: Les oeuf ( jajka), La farine ( mąka), Du lait ( mleko), Sel, sucre ( sól, cukier). Wszystko zmieszać i odpowiednią ilość ciasta o odpowiedniej, leistej konsystencji wylać na patelnię. Ale ile wylać? Jak gęste? Żeby placek przypominał pergamin, a nie ścierkę do podłogi.
1. Dobrze mieć patelnię o niskiej krawędzi;
2. Nadmiar ciasta zlać z powrotem do pojemnika
3. Ograniczać ilość tłuszczu – moja Mama, która robiła najlepsze naleśniki na świecie smarowała patelnię skórą słoniny. Bo jak się da tłuszczu za dużo, to naleśniki są niedobre.
U mnie wygląda to mniej więcej tak:
Od wielu miesięcy usilnie pracuję nad regularnością kształtów naleśnika, ale z tym jest na razie krucho. Wychodzi poszarpany i dziurawy, co pozwala porównać go z powszechnie znanymi produktami szwajcarskiego przemysłu nabiałowego. Osiągnięcie jednolitej, okrągłej powierzchni stanowi cel moich bieżących zabiegów.
Ciasto się smaży, czas przygotować, jak ja to nazywam: „nadziwkę”. Może być klasyczna: z twarogiem, śmietaną, rodzynkami lub innymi dodatkami wedle uznania kucharza.
Kiedyś w Toruniu jadłem naleśnika wypchanego warzywami. Bardzo mniam mniam było.
U mnie w domu napycha się czasem naleśnika pokrojonym w podłużną kostkę serem żółtym, by potem zrolowanego włożyć na chwilę do mikrofalówki. Ser roztapia się, naleśnik jest ciepły i pyszniutki. A ile kalorii! żeby nie było zanadto sucho można wzbogacić ser cieniutkim paseczkiem ogórka konserwowego. Wtedy potrawa nabiera zielonych rumieńców.
Wreszcie finał. Składamy kopertę z kulinarnym listem podniebiennym, skąpo, ( żeby nie przesłodzić) pudrujemy cukrem, a zamiast znaczka przyklejamy dowolny owoc cytrusowy. Tym razem Patryk podrzucił mi pomarańczę.
Zrobiłem 15 sztuk. Rozeszły się jak świeże bułeczki. Może następnym razem Was poczęstuję.
Też zacznę od ciasta… A właściwie nie – od jajka. W końcu Wielkanoc.
W następnym odcinku: Mac Donald na Matecznym 🙂



No tak, dalej obiecuj i rób smaka,,, 😉 A,
Trzymam Cię za słowo 🙂 Proszę o odwiedziny z naleśnikami z serem 🙂 Ale mi smaka narobiłeś 🙂
Pracując nad regularnoscią kształtów ruszasz patelnią, zeby ciasto się równomiernie rozlało?