Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Skarby z mojej biblioteczki – post rocznicowy

Zupełnie przypadkiem sięgnąłem po nieco przyprószony egzemplarz „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque. Nie czytałem tej książki dość dawno, nadszedł zatem czas na odświeżenie jej treści. Z grubsza tylko pamiętałem, że opowiada ona o grozie I wojny światowej. Z tym tematem kojarzyłem też „Wychowanie spod Verdun” Arnolda Zweiga. Takie dziwne pozycje książkowe stoją na moich półkach, a ich posiadanie zawdzięczam mojemu Tacie, który gromadził co ciekawsze tytuły.
Ale w przypadku „Na Zachodzie…” nie o treści chcę pisać. Po otwarciu okładki – oczom moim ukazała się złożona w czworo kartka A4 nieco pożółkłego już papieru. Ciekawe co w sobie kryje? Widziałem tylko równo ułożone rzędy drukowanych liter. Raczej nie komputerowych, bo wiek papieru wskazywał na erę przed rozpowszechnieniem się drukarek – ja swoją pierwszą drukarkę HP nabyłem w 1992 roku, ale raczej na maszynopismo…

O rany! Jakiś dokument zapisany na maszynie – do dzisiaj u Janka na półce stoi Łucznik kupiony zamiast wirówki. Po prostu, gdy  staliśmy z Mamą w kolejce po wirówkę, bodaj przed sklepem przy Rondzie Mogilskim przywieźli właśnie maszyny do pisania. Co było robić – po odstaniu kilku godzin w ogonku brało się co dawali. Potem ewentualnie można było wymienić na pożądany towar.
Zresztą maszyna też się przyda na studiach dziennikarskich.
Co jest na tej kartce? Rozkładam starannie złożony dokument 
i oczom własnym nie wierzę: 
w nagłówku imię, nazwisko i mój ówczesny adres, data – nie zgadniecie jaka i wreszcie adresat. Kurcze blade:

NACZELNIK WYDZIAŁU PASZPORTÓW WUSW W KRAKOWIE


Jakaż to szacowna instytucja kryje się pod tym skrótem? Do kogo mogłem pisać w sierpniu 1984 roku?  Dlaczego, na Boga, pismo jest w książce „Na Zachodzie bez zmian”. I to akurat w sprawie paszportów. Przypadek? Chichot losu? Dlaczego nie dałem możliwości jego przeczytania Panu Naczelnikowi? Ze strachu? 
Z konformizmu? A może paszporty już były niepotrzebne?
Może to po prostu niepotwierdzona kopia?
Tyle pytań do takiej jednej, starej kartki papieru. Odpowiedź znajduję częściowo w tekście. Korci mnie, żeby przytoczyć 
w całości. Ale współcześni chyba nie połapią sie o co chodzi. Jakieś dziwaczne sformułowania: „Zwracam się z prośbą o osobistą interwencję Pana Naczelnika w sprawie decyzji dot. wydania paszportu na wyjazd do Francji…”. 
Po co ja do tej Francji jechałem? Musi za chlebem. Małe szanse, że na premiery kabaretów w Folies Bergeres lub Moulin Rouges.
Może mrok niepewności zostanie rozjaśniony przez następny akapit – okropnie długie i pokrętne zdanie:
  „…Brak decyzji do dzisiejszego dnia 
w związku z tym niemożność poinformowania osób zapraszających o terminie mojego przyjazdu powoduje konieczność kolejnego przesunięcia przez nich urlopu, a także komplikacje związane z zaplanowaniem wakacji w mojej rodzinie.”
Majstersztyk. Nowomowa w postaci absolutu. Absolutnie nic z tego nie wynika. Zresztą żadnych wakacji z rodziną nie planowałem. Wyjechać miałem solo, na roboty.
No dobra, ale co z tą decyzją nie tak?
„Termin tej decyzji został określony przy przyjmowaniu wniosku paszportowego na dzień 31.07.1984. Biorąc pod uwagę opóźnienie spowodowane szczytem urlopowym spodziewałem się otrzymania paszportu do dwóch tygodni po wyznaczonym terminie tj. 13.08.1984.”
 Toż to majstersztyk. Zawinił głównie szczyt urlopowy i ten nieznośny pęd Polaków na Zachód, pewnie dlatego, że tam cały czas bez zmian. Czekałem grzecznie dwa tygodnie, no ale teraz to już straciłem cierpliwość. Nie żebym miał coś personalnie do 
p. Naczelnika, ale jednak:
„Proszę więc o wyjaśnienie okoliczności towarzyszących opóźnieniu wydania decyzji w sprawie mojego paszportu i poinformowanie mnie w jak najszybszym terminie.”

Tu następuje mój czytelny podpis piórem.
Absolutnie nie pamiętam co się wokół tego pisma działo. Na pewno wyjechałem. Ale kiedy wydali mi paszport, czy osoby zapraszające, o ile takowe były cokolwiek przesuwały – nic, kompletna pustka.
Jedynie pamiętam, że skrót oznaczał Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych, a Wydział Paszportowy już wtedy przeniesiono na ulicę Józefińską. 
Tylko, że to jeszcze nie koniec. Bomba wybuchła, gdy przyjrzałem się metryczce książki, w którą 30 lat temu wsunąłem papier.
„Na Zachodzie bez zmian” zostało wydane przez oficynę „Śląsk” w 1956 roku ( jak się domyślam na fali odwilży po śmierci Stalina) – i tu uwaga – w STALINOGRODZIE!!! Na dowód załączam zdjęcie. Nie trzeba być historykiem, żeby zorientować się o jakie miasto chodzi, ale ktoś zapytany odparł, że o Petersburg. Nie, to było polskie miasto! I przyszło mi do głowy jeszcze jedno skojarzenie. Pomiędzy rozpoczęciem składu, a oddaniem do druku miał miejsce Poznański Czerwiec.
Książka Remarque’a o charakterze pacyfistycznym ukazała się w Polsce w czasie krwawego stłumienia buntu robotników.
I dalej twierdzicie, że życie książek nie jest fascynujące?
Za dwa lata zapraszam na 60. urodziny dzisiejszej bohaterki 🙂

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę