Postanowiłem zaprzeczyć prawom fizyki i zupełnie samotnie kontynuować masę krytyczną.
Mimo, żem cyklista dość cherlawy i swobodnie można uczyć na mnie anatomii układu kostnego, to jednak masa – i to sporego kalibru – będzie ze mnie będzie pierwszorzędna. Po pierwsze – – – -jestem wybuchowy. Po drugie – łatwo wpadam w reakcję łańcuchową, szczególnie podczas jazdy rowerem. A po trzecie – z racji, hm… wieku i temperamentu zarazem – nietrudno utworzyć ze mnie grzyb atomowy.
Można się więc spodziewać, że w każdy ostatni piątek miesiąca jako malutka, indywidualna masa krytyczna, będę przemierzał te najbardziej rowerowo niedoinwestowane ulice. Falą uderzeniową zjadliwej krytyki zmiotę radnych dzielnicy VIII, którzy od co najmniej 8 lat nie mogą poradzić sobie z problemem wyszukania funduszy na budowę ciągu pieszo-rowerowego wzdłuż ulicy Norymberskiej. Latarnie – owszem – udało się uruchomić, jednak cóż po nich, gdy jazda tą coraz bardziej zatłoczoną ulica tranzytową przypomina bardziej kolejny sequel filmu „Szybcy i wściekli”, niż trasę dojazdową z bulwaru wiślanego w rejon osiedli Ruczaj i Podwawelskiego. Bakteriami językowego wąglika wyśmieje kierowców, czyniących z kontrpasów i DDR-ów miejsca parkingowe. Bronią biologicznej degrengolady zniszczę pieszych, którzy pasami dla rowerzystów skracają sobie drogę w zawiłym labiryncie Ronda Mogilskiego.
Można się więc spodziewać, że w każdy ostatni piątek miesiąca jako malutka, indywidualna masa krytyczna, będę przemierzał te najbardziej rowerowo niedoinwestowane ulice. Falą uderzeniową zjadliwej krytyki zmiotę radnych dzielnicy VIII, którzy od co najmniej 8 lat nie mogą poradzić sobie z problemem wyszukania funduszy na budowę ciągu pieszo-rowerowego wzdłuż ulicy Norymberskiej. Latarnie – owszem – udało się uruchomić, jednak cóż po nich, gdy jazda tą coraz bardziej zatłoczoną ulica tranzytową przypomina bardziej kolejny sequel filmu „Szybcy i wściekli”, niż trasę dojazdową z bulwaru wiślanego w rejon osiedli Ruczaj i Podwawelskiego. Bakteriami językowego wąglika wyśmieje kierowców, czyniących z kontrpasów i DDR-ów miejsca parkingowe. Bronią biologicznej degrengolady zniszczę pieszych, którzy pasami dla rowerzystów skracają sobie drogę w zawiłym labiryncie Ronda Mogilskiego.
Promieniowaniem przenikliwym podstępnie zaatakuję projektantów ścieżek rowerowych pozostawiających niewysokie, acz dokuczliwe dla roweru szosowego krawężniczki. Drżyjcie przed promieniami gamma zikitowi urzędnicy zaniedbujący malowanie poziomych oznaczeń dla rowerzystów.
Moją moc objawię w zabójczej temperaturze fali cieplnej, która roztopi ciała i umysły bezmyślnych rowerzystów znienacka wyskakujących pod samochody, albo niebezpiecznie szarżujących na czerwonych światłach. Nie wspominając o tych, którzy jak duchy wyłaniają się po zmroku z czeluści nieoświetlonych fragmentów krakowskich ulic.
Moją moc objawię w zabójczej temperaturze fali cieplnej, która roztopi ciała i umysły bezmyślnych rowerzystów znienacka wyskakujących pod samochody, albo niebezpiecznie szarżujących na czerwonych światłach. Nie wspominając o tych, którzy jak duchy wyłaniają się po zmroku z czeluści nieoświetlonych fragmentów krakowskich ulic.
Widzisz więc Drogi Czytelniku, że piątkowa Masa Krytyczna indywidualizuje się jeno, przekształcając w jednośladowego bojownika o równość, wolność i braterstwo wszystkich uczestników dróg.
Równocześnie mam nadzieję, że okazji do niekontrolowanych wybuchów będzie coraz mniej, a ostatnia Kwartalna Masa przejedzie wygodną DDR wiodącą obok wspomnianej na początku ulicy Norymberskiej.
I jedynym skutkiem tej manifestacji będzie choroba popromiennych uśmiechów wymienianych między dotychczas zwaśnionymi użytkownikami komunikacyjnego labiryntu Krakowa.
Równocześnie mam nadzieję, że okazji do niekontrolowanych wybuchów będzie coraz mniej, a ostatnia Kwartalna Masa przejedzie wygodną DDR wiodącą obok wspomnianej na początku ulicy Norymberskiej.
I jedynym skutkiem tej manifestacji będzie choroba popromiennych uśmiechów wymienianych między dotychczas zwaśnionymi użytkownikami komunikacyjnego labiryntu Krakowa.
pejot
