Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Relacja z rekreacji

Za oknem ziąb, (przynajmniej w chwili, gdy piszę te słowa), wiatr wieje z każdej możliwej strony, tylko patrzeć jak kwietniowe płatki śniegu osiądą na żądnych słońca różnokolorowych kielichach wczesnowiosennych kwiatów…
Nie narzekam na brak fantazji (patrz wyżej), ale jakoś nie mogę przywołać obrazu „na krótko” odzianych miłośników rowerowania, którzy beztrosko przemierzają zatłoczoną do granic niemożliwości asfaltową alejkę, rozpięta między mostem Dębnickim a torem kajakowym. Trudno oczami wyobraźni zobaczyć przeciskających się zygzakiem kolarzy, bijących rekordy prędkości czy spacerowiczów z pieskami na 10 metrowych smyczach łapiących w swoje sidła nieostrożnych uczestników tego wariackiego exodusu z parnego Krakowa. Poważny kłopot sprawia przywołanie do pamięci rolkarzy, wykorzystujących każdy centymetr kwadratowy szerokości nawierzchni w celu nadania swojej jeździe niespotykanej dynamiki.
A jeśli drogi Czytelniku dołożysz do tego swoje 3 grosze i podsuniesz widok szacownych Pań i Panów z kijami w dłoniach, którzy wytrwale trenują nordic-walking, to wtedy pozostanie tylko nadzieja, że bieżąca temperatura nie podniesie się ani o stopień. Wtedy większość tłumów, żądnych zajęcia na Kolnej miejsca z widokiem na atrakcyjną, roznegliżowaną sportsmenkę lub umięśnionego macho bez t-shirta, pozostanie w domach.
Autor myśli nad następnym felietonem…
Zresztą przedsmak tej trochę apokacyklicznej wizji miałem już w którąś cieplejszą sobotę, gdy w okolicach Mostu Zwierzynieckiego ujrzałem zakochaną parę na rowerach. Dlaczego zakochaną? Bo trzymali się za ręce, byli śmiertelnie zagadani i jechali naprzeciwko mnie całą szerokością niezbyt szerokiego w tym miejscu asfaltu. Szybko oceniłem sytuację: z prawej skarpa, z lewej murek, jedyne co mi pozostało to rozerwać ten idylliczny splot dwóch istot frontalnym atakiem na splecione dłonie. Ale wtedy błysnęła mi w głowie metoda, którą czasami stosuje, aby rozgonić blokujący drogę tłum niesfornych turystów, lub zagadanych użytkowników DDR. Otóż niezwłocznie okrzyknąłem ich obco brzmiącym słowem „achtung”, na które prawidłowo reaguje większość adresatów mojego komunikatu werbalnego. (Uprasza się dzieci i młodzież o pominięcie lektury kolejnych dwóch zdań). Żadne tam „uwaga” lub „przepraszam”. To jak kulą w płot . W tym przypadku język niemiecki znakomicie spełnia swoją funkcję. Zdumiona para najpierw wstępnie, jak jakaś zygota, podzieliła się na dwie komórki macierzyste, a potem dla pewności rozjechała się, robiąc sporą lukę na moje niewielkie fizyczne jestestwo…
A tytułem podsumowania i nieco poważniejszej refleksji napiszę , że niezależnie od ilości ścieżek rowerowych i zagęszczenia ich użytkowników, najlepszym antidotum na wszelkie spięcia i wypadki są dwie rzeczy na „u”: uśmiech oraz umiejętność przewidywania. Wtedy wszystkie wymienione przeze mnie grupy będą znakomicie ze sobą koegzystowały, a co najważniejsze – powrócą z pozamiejskiego wypoczynku zadowolone i zrelaksowane.
pejot

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę