Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Pierdoły o rolkach

Kończę ten sezon rolkowy otarciami w dolej części obu stóp, lekkim bólem  okolicy prawej strony klatki piersiowej po zepchnięciu na pobocze przez czarne BMW, i pokaźną jak na człowieka pracującego liczbą przejechanych kilometrów.
Piszę o tym, bo chociaż to połowa października i szansa na jazdy jeszcze niemała, to nie wygląda, ze na sportowym torcie uda się umieścić jeszcze jakąś wisienkę. Czuje się więc uprawniony do małego podsumowania.
 
Właściwie przebyty dystans kładę na dalszy plan moich osiągnięć. Najważniejsze jest to, że zyskałem mnóstwo nowych znajomych – 
a może i przyjaciół. Myślę, ze więcej niż podczas kilku sezonów ścigania się na rowerze.
No i wyjechałem poza trasy krakowskie.
Rolkowa z dziennym przebiegiem ponad 70 km i sumarycznym 270 km, warszawskie kursy Mokotów – Ursynów i nocna jazda głównymi arteriami, wreszcie śląskie rolkowanie spod archikatedry…
 
Kurde, co ja za pierdoły wypisuje!!!
Roleczki to jest radość jazdy nie podlegająca statystykom.
To rozpędzanie się mimo patyczków, garbów i nierównych chodników.
To jazda w towarzystwie takich samych pomyleńców, którzy zamiast grzać tyłki na plażach i basenach ogarniętej  kryzysem Grecji, uparcie odkrywają kolejne miasta, wsie i przysiółki.
To samotna, nocna eksploracja nieznanych miast z duszą na ramieniu, że za chwilę wylądujesz w podobnie nieznanym szpitalu.
To adrenalina najtskejtingów wśród setek i tysięcy rolkowych kółek, shellów i linerów. Obawa, że za chwilę ktoś z Twojej dupy zrobi sobie garaż, a Ty z czyjejś wygodne mieszkanko!
To wszystko co nie jest endomondem, stravą, Garminem, średnią prędkością i kolejnym zestawem rekordów na 5, 10, 20 i 40 kilometrów.
To wreszcie mnóstwo nowych miejsc – od sławnego Pola Mokotowskiego po bieruński Rynek, od Bemowa po Jasną Górę.
 
Cio tu dużo gadać – warto było się o to wszystko otrzeć,  żeby teraz zakładać sobie opatrunki wspomnień i wrażeń z pozarolkowych szaleństw – śmichów, chichów, parkietowych wygibasów i różnorakich wierszyków. 
I podziękować wszystkim zapaleńcom, którzy ściągnęli mnie swoim urokiem osobistym tu i ówdzie. Nieważne, ze jeździłem z urwaną sznurówką, że nowe łożyska zatarłem na amen, że zamiast do Żelazowej zajechaliśmy na Pragie. Ważne, że gotów jestem pojechać z Wami na rolki do Norwegii, na Saharę, ale i na Gassy, czy do Konstancina.
CBDO.

2 komentarze do “Pierdoły o rolkach

  1. Cóz, trzeba mieć jakąś pasję. Ale to pikuś w porównaniu z nurkowaniem. Za nic bym nie wszedł do wody! A do sezonu będę sie intensywnie przygotowywał zimą… MOże jakiś maraton obskoczę?

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę