Oglądając posiedzenia Sejmu, a szczególnie to inaugurujące nową kadencję, zastanawiam się za jakie grzechy robię z siebie na łamach gazetki błazna za darmo, gdy inni, rzekomo w imię interesów wyborców biorą za to ciężkie diety. Ot chociażby poseł, który zgłosił formalny wniosek, aby zwiększyć ilość ( lub długość przerw, dokładnie nie pamiętam), bo parlamentarzyści przeciążeni pracą mogą nie nadążać. Biedactwa. Nie wiem czy poseł zagląda do sejmowych restauracji podczas omawiania mniej ważnych projektów ustaw? Sądząc po frekwencji na sali nie świecą one pustkami.
Nie wiem jak to wygląda na posiedzeniach Rady Dzielnicy, ale zapewne na szczeblu lokalnym wygląda to jeszcze poważniej, bo radni nie mają nawet czasu, żeby poinformować ogół w jakimś ogólnodostępnym serwisie o efektach swojej mrówczej pracy. O przewodniczącym nawet nie wspominam, bo nuż się obrazi po raz drugi, ogłosi strajk głodowy i na terenie Dystryktu VIII zapanuje totalny chaos. Zresztą o urzędnikach, radnych pisać mi się już nie chce, bo to i tak jak kulą w płot. Co oczywiście nie znaczy, że nie ma ludzi sprawie samorządności oddanych…
Dlatego, od razu na bieżąco, proszę Szanowne Kolegium Redakcyjne o zmniejszenie częstotliwości wydawania gazetki do kwartalnej, przyznanie diet felietonowych, jeśli nie w gotówce, to w naturze. Pod tym pojęciem na przykład rozumiem rozgrzeszenie bez konieczności spowiedzi w relacji jeden felieton – jedna absolucja. Grzeszę niewiele, więc absolutnie nie powinno to zachwiać podstawami pychowickiego kościoła.
Może wtedy napięte terminy były by przeze mnie dotrzymywane, a grafik nie wysyłał by mejli z retorycznym pytaniem: „Gdzie felieton”.
A i Czytelnicy, którzy masowo przeglądają prasowy organ naszej parafii mieliby trochę oddechu przed zmierzeniem się z kolejną porcją ważkich tekstów.
Zresztą i felieton, jako forma wielce ulotna, od francuskiego słowa „feuille” – liść pochodząca, w zimowej szacie za bardzo racji bytu nie ma. Chyba, że tematów trochę sobie zasuszę, zanim w czarnym worze wraz jesiennymi liśćmi wylądują. Nie zdziw się więc, drogi Czytelniku, jeśli zimowe wprawki będą nieco soków żywotnych pozbawione.
Nie wiem jak to wygląda na posiedzeniach Rady Dzielnicy, ale zapewne na szczeblu lokalnym wygląda to jeszcze poważniej, bo radni nie mają nawet czasu, żeby poinformować ogół w jakimś ogólnodostępnym serwisie o efektach swojej mrówczej pracy. O przewodniczącym nawet nie wspominam, bo nuż się obrazi po raz drugi, ogłosi strajk głodowy i na terenie Dystryktu VIII zapanuje totalny chaos. Zresztą o urzędnikach, radnych pisać mi się już nie chce, bo to i tak jak kulą w płot. Co oczywiście nie znaczy, że nie ma ludzi sprawie samorządności oddanych…
Dlatego, od razu na bieżąco, proszę Szanowne Kolegium Redakcyjne o zmniejszenie częstotliwości wydawania gazetki do kwartalnej, przyznanie diet felietonowych, jeśli nie w gotówce, to w naturze. Pod tym pojęciem na przykład rozumiem rozgrzeszenie bez konieczności spowiedzi w relacji jeden felieton – jedna absolucja. Grzeszę niewiele, więc absolutnie nie powinno to zachwiać podstawami pychowickiego kościoła.
Może wtedy napięte terminy były by przeze mnie dotrzymywane, a grafik nie wysyłał by mejli z retorycznym pytaniem: „Gdzie felieton”.
A i Czytelnicy, którzy masowo przeglądają prasowy organ naszej parafii mieliby trochę oddechu przed zmierzeniem się z kolejną porcją ważkich tekstów.
Zresztą i felieton, jako forma wielce ulotna, od francuskiego słowa „feuille” – liść pochodząca, w zimowej szacie za bardzo racji bytu nie ma. Chyba, że tematów trochę sobie zasuszę, zanim w czarnym worze wraz jesiennymi liśćmi wylądują. Nie zdziw się więc, drogi Czytelniku, jeśli zimowe wprawki będą nieco soków żywotnych pozbawione.
Jednakowoż liczę na obie izby parlamentu, że próżnować nie będą, i mimo odwrócenia ról polaryzacja stanowisk dostarczy mięsa armatniego do mojej skromnej rubryczki. A jak i prezydent coś od siebie dorzuci, to i takim kąskiem nie pogardzę, tym bardziej, że kończył konkurencyjne Liceum Sobieskiego, którego nasz V zakład ogólnokształcący ze względu na panująca tam atmosferę edukacyjnego terroru absolutnie nie tolerował.
Albowiem Piątka zawsze ceniła niezależność, czego mam nadzieje dowody daje co miesiąc na tych łamach
Albowiem Piątka zawsze ceniła niezależność, czego mam nadzieje dowody daje co miesiąc na tych łamach
Nieznośnie Kapryśny
Przemysław Józefczyk