O czym dobitnie miał się przekonać kolega Adam Furgała prowadzący od lat wielu całkowicie społecznie i z pełnym oddaniem Otwarte Treningi Rowerowe. No i na ostatnim treningu dopadła go jakaś bzycząca, bliżej niezidentyfikowana bestia. I spuchł. Nie w sensie kondycyjnym, bo tutaj Adaś zawsze przoduje, ale w sensie fizjologicznym. Znam ten ból, bowiem kilka dni temu zaatakował mnie wściekły szerszeń. Najprawdopodobniej, uciekając w nocy z gniazda przed zimnem, przylepił się do iluzorycznej żarówki ledowej, która, jak wiadomo, ciepła zbyt wiele nie emituje. Wiedziony instynktem wypracowanym przez wiele pokoleń szerszeni, pielęgnowanych od zarania elektryfikacji i wprowadzenia pod strzechy edisonowskiej żarówki, został w sposób haniebny oszukany. Tyle trudu, żeby dostać się do mojego domowego biura, tyle zachodu ( bo rzecz się działa po zachodzie), żeby przebić się przez firany i zasłony, a tu żarówka ledowa – zimna jak eskimoska kochanka – zignorowała i odepchnęła owada swoją obojętnością. Gdy zorientował się, co się „świeci”, w akcie zemsty za to potworne oszustwo wbił mi swój oręż w przedramię. Bolało. Wrzasnąłem. Ale nie zemdlałem. Syn zagroził, że jeżeli nie pojadę do lekarza, to pewnikiem umrę. Zanim się na to zgodziłem, Patryk eskalując napięcie (220V) urządził na szerszenia śmiertelne polowanie. Zrobił to moim czerwonym notesem, prawdopodobnie pod wpływem emocji chwilowo myląc mojego skrzydlatego oprawcę z bykiem. Zadany bezpardonowo cios pozbawił pozbawionego już wcześniej żądła insekta życia! Został wstawiony do plastikowego pudełka jako dowód dla polskiej służby zdrowia, że opuchnięta ręka to nie efekt ciąży urojonej, lecz straszliwa rana kłuta, po brzegi wypełniona jadem.
Oszczędzę dalszych szczegółów akcji ratunkowej. Na przyszłe potrzeby IPN i innych 3 literowych instytucji dodam tylko, że była to ręka lewa, co bardzo zbliża mnie do kręgu Tajnych Współpracowników. W ciszy Gabinetu (lekarskiego) zostałem poddany wnikliwej obserwacji i po zmierzeniu tętna i wypisaniu recepty wypuszczony na wolność. A dowód rzeczowy wylądował w koszu.
A co u Adama? Po zaopatrzeniu opuchlizny w aptece, zaczęła maleć, Adam nabrała ludzkiego wyglądu ( tzn. sprzed spuchnięcia). Mnie zaś Jego przygoda zainspirowała do napisania bzdurnych wierszyków, których publikacja dla taniego poklasku zawsze budzi obrzydzenie do siebie samego. Wychodzi ze mnie wtedy leniwy truteń, który żerując na uczuciach innych zbija własny kapitał emocjonalny, nie oglądając się na społeczne skutki takiego postępowania!
Ale cóż, pokajawszy się, przystępuję do cytatów:
Taki już Adama los,
że ma w gębie gniazdo os.
Nawet jeśliś królem szos
możesz stać się celem os.
„Jak się pięknie toczą koła
Rzekła lecąc z ula pszczoła.
By użądleń zrobić target ,
Wbiła chłopu żądło w warge.
Ginąc myśli: nie tak wielu
żądli szefa OTRu.
Więc przy ulu jest nagrobek
gdzie wyryto jej dorobek.”
Najprawdopodobniej w kołach ulnych, (nie mylić z unijnymi), zrobi się wielkie bzyczenie i brzęczenie, a ichniejsza telewizja zrealizuje serię programów publicystycznych zatytułowanych: „PiS czyli Pszczoła i Szerszeń na tapecie totalnej żądłozycji”.
Leworęcznym żądłożercom nasze zdecydowane NIE!
