
Sezon rolkowy powoli dobiega końca. Po ostatnich ulewnych opadach deszczu zrobiło sie już sucho, ale na alejkach i ścieżkach rowerowych pokazały się liście i patyki, które utrudniają jazdę.
Dokładnie rok temu znależliśmy sie na Maderze, o której pisałem już w poprzednich postach.
Obiecałem też, że będzie coś o rolkach. Niestety, nie wziąłem ich ze sobą, trochę ze względu na brak wiary, że znajdę tam odpowiednie tereny do rolkowania, a trochę też ze względu na ograniczone możliwości transportu lotniczego. Była przez chwilę taka myśl wynikająca z założenia, że rolki powinno brać się zawsze i wszędzie. Ale pomny na doświadczenia Agi, która podczas urlopu w Portugalii nie znalazła chociaż kawałka płaskiego miejsca, tym razem postanowiłem odpuścić.
No i, jak mawia młodzież – żal.pl. A właściwie żal.pt ( pt – jak Portugalia).
Sprawa rypła się w niedzielę. Bo wcześniej w hotelu i jego okolicach diagnoza była taka: skały, podjazdy i zjazdy, równej powierzchni może 50 metrów – głównie na tarasie hotelowym. No i korytarze hotelu Roca Mar. Ale tu obsługa nie byłaby raczej zadowolona.
Spacerujemy sobie zatem w niedzielne przedpołudnie spokojnie Avenida Arriaga, a tu Zosia nagle mówi mi, że widzi rolkarzy.
Coś nie tak. Specjalnie pojechaliśmy na przełomie września i pażdziernika, żeby upał specjalnie nie doskwierał, a tymczasem efekt promieniowania słonecznego powoduje u mojej żony fatamorganę. Ale cóż to – u mnie też występuja objawy porażenia słonecznego.
Widzę sylwetki ubrane w sportowe stroje, typowe dla rolkarzy. Na głowach kaski. No, proszę Was. Tylko nie to. Czyżby jakieś zawody? Tu, w Funchal, na wybrzeżu skalistej wyspy, na której różnice wzniesień sięgają tysiąc metrów, a nachylenie podjazdów przekracza 25%? Jeżdżą na rolkach! I to beze mnie!!! W pierwszej chwili zazdrość chwyciła mnie za gardło, ale ciągoty poznawcze pchnęły mnie w kierunku tego niezwykłego zjawiska.
Cała rzecz odbywała się na nadmorskiej promenadzie, a właściwie aleją wzdłuż tejże.
Rolkarze w wieku dziecięcym, młodzieńczym, dojrzałym i tym najbardziej słusznym, czyli seniorzy rozgrzewali się na Avenido do Mar, trenując w cieniu palm.
No, ja rozumiem, że pod palmami moge spotkac małpki, że pod nogi zatoczy mi się orzech kokosowy, ale rolkarze.
Uwierzcie, moje zdumienie ustępowało bardzo powoli, aby w końcu przekształcić się w zainteresowanie co też się tutaj wyprawia. Zresztą zanim całkowicie ochłonąłem zrobiłem ze sto zdjęć, żeby mieć dowód, że nie śnię. Sorry, że tak podkreślam stan mojego ducha, ale byłem totalnie zaskoczony.
Po kilku minutach bardziej trzeźwo zacząłem badać to niezwykłe zjawisko.
Okazało się, że za kilka minut rozpoczną się zawody – Biosfera Roller Skate, organizowane na Maderze po raz czwarty. W Funchal odbywała się ich część uliczna, czyli sprinty, dystanse średnie i wreszcie klasyczny maraton.
Natomiast w Faial, o czym dowiedziałem się póżniej z rozmowy z jednym z rolkarzy, po drugiej stronie wyspy, na torze do jazdy szybkiej odbywała się część speedskatowa. Bardzo chciałem zobaczyć ten tor. Niestey brakło czasu. Byliśmy w pobliżu, w słynącej z charakterystycznych domków Santanie, ale na tyle póżno, że do Faial nie było sensu już jechać.
Na marginesie uwaga, że przejazd 40 km odcinka wybrzeża pozbawionego autostrady zajął nam ponad półtorej godziny. Pokonywanie setek zakrętów, w dodatku w ciemnościach było prawdziwą męczarnią. Błogosławiłem automatyczną skrzynię biegów. Bez niej prawdopodobnie nabawiłbym się skurczów nogi i dłoni. Jeżdżąc po Maderze poza autostradami oznaczonymi symbolem VR, średnia prędkość podróży wynosi właśnie około 30 km/h. Warto wypożyczyć odpowiednio mocny samochód, żeby silnik nie mulił pokonując strome podjazdy. Nasze Renault Clio z dieslowskim silnikiem znakomicie dawało sobie radę.
Miało być o 8 ( względnie 6) kółkach, a tymczasem jak zwykle u Polaków zgadało się o motoryzacji. O piłce nożnej też by wypadało coś napisać, bo przecież z Madery pochodzi bożyszcze fanów futbolu – Christiano Ronaldo. No, ale tu już zupełnie nie czuję się ekspertem. Wracam do mojej ulubionej dyscypliny.
Jest mniej więcej południe. Odbyło sie juz kilka wyścigów krótszych. Dzieciaki fantastycznie wyglądają w swoich ubiorach.
Są bardzo przejęte startem. Jadą naprawdę bardzo szybko i stylowo. No tak, ale przecież klimat w Portugalii taki, że można śmigać cały rok. A u nas ledwo sezon się zacznie, to już trzeba wieszać rolki na kołku.
Podchodzę do jednego z zawodników. Nazywa się Jorge Oliveira, jest trenerem i zawodnikiem zarazem. Jego klub mieści się w Alenquer na przedmieściach Lizbony. Nie przeszkadzam zbyt długo, daję swoją wizytówkę i proszę o maila z informacjami o portugalskim rolkarstwie.
To strona internetowa klubu Jorge, tylko po portugalsku, ale wujek Google daje sobie z tym językiem świetnie radę. A tutaj fejsbukowy fanpage.
Kurcze, zaczynam sobie ostrzyć zęby na rolkowy wyjazd do Portugalii. A póki co łapie aparat i pstrykam dalsze fotki z tego niezwykłego dla mnie wydarzenia.Tekst tekstem, ale przyjemnie popatrzeć na te obrazki z urokliwym Funchal w tle.