Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Skleroza

Skleroza

Pisywałem kiedyś do gazetki parafialnej felietony pod wspólną etykietą: „Pół żartem, pół serią”. Ten zgrabny, a zarazem przewrotny tytuł dawał do zrozumienia, że owszem, będzie wesoło, ale jak już coś palnę na poważnie, to jak z automatu – serią. Teksty, napiszę nieskromnie, cieszyły się sporą popularnością, poruszały szerokie obszary życia codziennego i nie były absolutnie cenzurowane. Nawet spotykałem się czasem z zarzutami co bardziej ortodoksyjnych współredaktorów, o nietrzymanie się zasadniczej linii partii! Część z moich „prac” zamieszczę na tym blogu, znajdziecie je w dziale „Życie to nie bajka”.
Po kilku latach pisania ogłosiłem strajk intelektualny, a teraz pomyślałem sobie – dlaczego nie kontynuować tego udanego pomysłu na własnym podwórku?
Tym bardziej, że wkrótce mogę o całym przedsięwzięciu zapomnieć…

Oprócz rozlicznych zalet towarzyszących wiekowi 50+, takich jak zadyszka, bóle kręgosłupa i bezsenność, są i wady. Niewątpliwie należą do nich zaniki pamięci, popularnie zwane sklerozą. Co do naukowo-medycznego zaplecza związanego z tą przypadłością wypowiadał się nie będę, przypuszczam, że sieć pełna jest prawdziwych i zmyślonych szczegółów na ten temat. Gdy mojemu Tacie zwierzyłem się, że nie zawsze pamiętam nazwy, które do tej pory przytaczałem bez problemu, zaordynował mi bez wahania Buerlecytynę. Ponieważ nie zapisałem tej nazwy, w aptece nie mogłem wyjąkać, czego poszukuję!
Trochę jak w tej historyjce, w której ktoś mówi: „No czego ja to nie mam? No, kurcze, czego ja to nie mam! Aaaa, sklerozy”.
No właśnie. Co tu dużo mówić, pożywką dla zaniku pamięci są wszelkie podpowiadacze typu Google czy wikipedia. Zapomniałem? Bach, odpowiednio formułuję zapytanie i – jest odpowiedź. Łatwo jak diabli, bo częściej dysponujemy smartfonem niż chusteczką do nosa, nazwaną przeze mnie roboczo „smarkfonem” – gdy jej używamy w wiadomym celu, wydobywają się dźwięki, które w obecnej sytuacji zagrożenia koronawirusem wywołują objawy paniki. Wszechobecny więc internet zabija wszelki wysiłek intelektualny.
Mam na to taki sposób. Nawet jeśli w danej chwili, mimo natężania umysłu nie przypomnim sobie jak się nazywał proboszcz naszej parafii w 1997 roku, to temat odpuszczam. Nic na siłę. Szare komórki przestawiam na inne tory dla zmylenia przeciwnika, czyli właśnie sklerozy. Niech sobie głupia myśli, że wcale, ale to wcale nie zależy mi na uzupełnieniu pamięciowej luki. Mały problem jest wtedy, gdy taka luka pojawia się w trakcie jakiejś rozmowy. Nic to! Sprytnie zmieniam temat, żeby rozmówca nie zorientował się, że coś jest nie tak… I po chwili – proszę: jest. Krawiec. Jakie to proste. Teraz wiem, żeby nazwisko kojarzyć z deficytowym zawodem i wracając do głównego nurtu konwersacji rzucamy je interlokutorowi prosto w twarz!

Absolutnie niedozwolone jest pukanie się w takiej chwili głowę. Na pewno po takim „Stuk,puk”, z wnętrza czaszki rozlegnie się „Kto tam” wyartykułowane przez sklerozę.
To było zupełnie żartem, serio nie pisze, ponieważ robią to wszyscy dookoła!
Post Scriptum: serdecznie przepraszam za wszystkie suchary. Po prostu zapomniałem, że je już tysiąc razy przytaczłem.

2 komentarze do “Skleroza

  1. Przemku! Byle tak dalej. Uśmiałam się co niemiara. Gratuluję pomysłu. Czekam na następne. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę