System się przeprosił, ale za to aplikacja strzeliła focha. Nie chce moich selfie. Znowu zostałem przyłapany w ogrodzie. ” W ciągu dwóch minut…” Eee, nie chcę mi się pisać. Macie na obrazku:

Gdy to przeczytałem, stoper już został włączony – „pozostało ci 22 minuty”. Spoko wodza, jak mawiali na winobraniu zaprzyjaźnieni studenci ze Słupska. Co oznaczało, że wszelki pośpiech jest zbyteczny, a nadwerężanie swoich zasobów umysłowych i fizycznych mocno niewskazane. Poszedłem za tą radą sprzed lat. Leniwie odpaliłem aplikację, wyszukałem biblioteczkę z ciekawymi książkami, żeby sobie w ministerstwie cyfryzacji nie pomyśleli, że wypadłem koronawirusowi spod ogona. „Dzieje operetki”, ( tytuł jak najbardziej na czasie); „Wielcy artyści małych scen” Sempolińskiego, ( tutaj zamiana pod kątem polityków: mali artyści wielkich scen); i wreszcie „O szczęściu” Tatarkiewicza, ( nieosiągalne w erze COVID-19). No chwalę się księgozbiorem, chwalę. Może ministerstwo cyfryzacji przekaże zdjęcie ministrowi kultury i dostanę dotację na rozbudowanie biblioteki i prowadzenie bloga. Muszę próbować. Raz już wysłałem moje fraszki do dziwnej instytucji, o dumnej nazwie Instytut Literatury, mieszczącej się w Krakowie, w prywatnym mieszkaniu przy ulicy Smoleńsk. Nie sprawdziłem czy kamienica należy do Mariana Banasia, ale wiem, że rzeczony instytut jest dotowany przez ministra kultury. Moje fraszki za literaturę uznane nie zostały. I słusznie. Podejmując jakieś błahe tematy erotyczno-obyczajowe, nie miałem szans zaistnieć obok poezji zaangażowanej uczuciowo. Nie zaproponowałem żadnej elegii o romantycznych bohaterach na szańcach, ani eposu wyklętego. Z drugiej strony czytając niektóre utwory zaliczone do literatury instytucjonalnej, mogę śmiało powiedzieć, że autorzy polegli na elegii.

Rozmarzyłem się tak o dotacjach robiąc selfie, a tu tymczasem ze smartfona wyjrzała gęba Murphy’ego ze swoimi prawami i wyskoczył komunikat: „Aplikacja została zatrzymana. Czy zakończyć? Tak.Nie” . Dobrze jej tak, tej aplikacji. Że ją zatrzymali. NIech posiedzi dwa tygodnie na kwarantannie.
Zrobiło się krucho z czasem. Po ponownym włączeniu apka zażądała kodu, ten z ostatniego smsa był błędny. Zadysponowałem kolejny kod. A zegar cały czas tyka. Nowy kod absolutnie aplikacji nie odpowiadał. Naciskanie klawisza „Dalej” wywoływało pogardliwą obojęność ze strony „Domowej kwarantanny”. Po kolejnej próbie zezłościłem się i programik odinstalowałem. A kysz, duszo niemyta! Wracaj do piekła.
Żeby jednak nie zawieść ministra cyfryzacji, sanepidu i ogółu obywateli pozostających na uwięzi, ponownie zainstalowałem apkę. Był znowu problem z kodem. Odmówiłem koronkę do wirusa i… poszło. Teraz szybko selfie, które tym razem bez przeszkód wylądowało u ministerialnego adresata. Co za ulga!!!
Tytułem rekompenstay za poniesione krzywdy moralne, zjawiły się dzisiaj u mnie dwa radiowozy. Pierwszy, około godziny jedenastej – z policjantem za kierownicą i żołnierzem terytorialnym w moro na siedzeniu pasażera. Żołnierz był uprzejmy, aczkolwiek nie bardzo wiedział co ma robić. Zapytał jak się czuję, czy może w czymś pomóc i w końcu pożyczył zdrowia. Dublerzy przyjechali gdzieś koło 17. Policjant wcale nie był zaskoczony moją informacją, że nie jest jedyny dzisiejszego dnia. „Sanepid nie radzi sobie z tym wszystkim i ogólnie jest bałagan. Wie Pan – są różne listy„. Uff! Kamień spadł mi z serca. To krótkie zdanie przekonało mnie, żeby nie głosować w żaden sposób. Ujawniona przez przedstawiciela władzy w tak otwarty sposób prawda o dwóch listach była bolesna, ale wiarygodna.
JAK MYŚLICIE, KTÓRA LISTA WYGRA?
Jeśli jutro nie będzie kolejnego postu to oznacza, że zostałem poddany kolejnemu stopniowi ograniczenia wolności…