Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

28.04.2020 Dzień siódmy

28.04.2020 Dzień siódmy

System się przeprosił, ale za to aplikacja strzeliła focha. Nie chce moich selfie. Znowu zostałem przyłapany w ogrodzie. ” W ciągu dwóch minut…” Eee, nie chcę mi się pisać. Macie na obrazku:

Gdy to przeczytałem, stoper już został włączony – „pozostało ci 22 minuty”. Spoko wodza, jak mawiali na winobraniu zaprzyjaźnieni studenci ze Słupska. Co oznaczało, że wszelki pośpiech jest zbyteczny, a nadwerężanie swoich zasobów umysłowych i fizycznych mocno niewskazane. Poszedłem za tą radą sprzed lat. Leniwie odpaliłem aplikację, wyszukałem biblioteczkę z ciekawymi książkami, żeby sobie w ministerstwie cyfryzacji nie pomyśleli, że wypadłem koronawirusowi spod ogona. „Dzieje operetki”, ( tytuł jak najbardziej na czasie); „Wielcy artyści małych scen” Sempolińskiego, ( tutaj zamiana pod kątem polityków: mali artyści wielkich scen); i wreszcie „O szczęściu” Tatarkiewicza, ( nieosiągalne w erze COVID-19). No chwalę się księgozbiorem, chwalę. Może ministerstwo cyfryzacji przekaże zdjęcie ministrowi kultury i dostanę dotację na rozbudowanie biblioteki i prowadzenie bloga. Muszę próbować. Raz już wysłałem moje fraszki do dziwnej instytucji, o dumnej nazwie Instytut Literatury, mieszczącej się w Krakowie, w prywatnym mieszkaniu przy ulicy Smoleńsk. Nie sprawdziłem czy kamienica należy do Mariana Banasia, ale wiem, że rzeczony instytut jest dotowany przez ministra kultury. Moje fraszki za literaturę uznane nie zostały. I słusznie. Podejmując jakieś błahe tematy erotyczno-obyczajowe, nie miałem szans zaistnieć obok poezji zaangażowanej uczuciowo. Nie zaproponowałem żadnej elegii o romantycznych bohaterach na szańcach, ani eposu wyklętego. Z drugiej strony czytając niektóre utwory zaliczone do literatury instytucjonalnej, mogę śmiało powiedzieć, że autorzy polegli na elegii.

MOja biblioteczka – a właściwie jej fragmen.

Rozmarzyłem się tak o dotacjach robiąc selfie, a tu tymczasem ze smartfona wyjrzała gęba Murphy’ego ze swoimi prawami i wyskoczył komunikat: „Aplikacja została zatrzymana. Czy zakończyć? Tak.Nie” . Dobrze jej tak, tej aplikacji. Że ją zatrzymali. NIech posiedzi dwa tygodnie na kwarantannie.
Zrobiło się krucho z czasem. Po ponownym włączeniu apka zażądała kodu, ten z ostatniego smsa był błędny. Zadysponowałem kolejny kod. A zegar cały czas tyka. Nowy kod absolutnie aplikacji nie odpowiadał. Naciskanie klawisza „Dalej” wywoływało pogardliwą obojęność ze strony „Domowej kwarantanny”. Po kolejnej próbie zezłościłem się i programik odinstalowałem. A kysz, duszo niemyta! Wracaj do piekła.

Żeby jednak nie zawieść ministra cyfryzacji, sanepidu i ogółu obywateli pozostających na uwięzi, ponownie zainstalowałem apkę. Był znowu problem z kodem. Odmówiłem koronkę do wirusa i… poszło. Teraz szybko selfie, które tym razem bez przeszkód wylądowało u ministerialnego adresata. Co za ulga!!!

Tytułem rekompenstay za poniesione krzywdy moralne, zjawiły się dzisiaj u mnie dwa radiowozy. Pierwszy, około godziny jedenastej – z policjantem za kierownicą i żołnierzem terytorialnym w moro na siedzeniu pasażera. Żołnierz był uprzejmy, aczkolwiek nie bardzo wiedział co ma robić. Zapytał jak się czuję, czy może w czymś pomóc i w końcu pożyczył zdrowia. Dublerzy przyjechali gdzieś koło 17. Policjant wcale nie był zaskoczony moją informacją, że nie jest jedyny dzisiejszego dnia. „Sanepid nie radzi sobie z tym wszystkim i ogólnie jest bałagan. Wie Pan – są różne listy„. Uff! Kamień spadł mi z serca. To krótkie zdanie przekonało mnie, żeby nie głosować w żaden sposób. Ujawniona przez przedstawiciela władzy w tak otwarty sposób prawda o dwóch listach była bolesna, ale wiarygodna.

JAK MYŚLICIE, KTÓRA LISTA WYGRA?

Jeśli jutro nie będzie kolejnego postu to oznacza, że zostałem poddany kolejnemu stopniowi ograniczenia wolności…

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę