Dzisiaj niedziela. Wypadałoby jakieś kazanie strzelić. Coś o moralności, współczuciu i miłosierdziu. O prawdzie i uczciwości. Tylko, że ja nie mam przygotowania teoretycznego. Widziałem ostatnio na Instagramie kursy homiletyki, ale się nie zapisałem. Homilie mnie nie kręcą. Gadanie to jedno, a czyny to drugie. Mamy tego najlepszy dowód, że naszą sytuacją wcale nie zainteresowali się ci najbardziej „wierzący”. Owszem, dostałem maila od szafarza parafialnego, który zatroszczył się o los księży i chciał szafować moją gotówką. Zapomniał dodać, że tutejsi wikarzy mają etaty nauczycielskie w szkole, a zamówione msze święte odbywają się bez przeszkód. Nie przyszło mu do głowy przy okazji zapytać, jak moja żona daje sobie radę w szpitalu, czy się może nie zaraziła, czy w ogóle jeszcze żyje. Czy ja, lub któryś z moich synów nie stracili pracy, w związku z czym nie mamy czego do gara włożyć.
Proszę tego nie traktować jako atak na kościół, wiarę lub religię. Matki w modlitwie, róże różańcowe – to tylko pewne elementy kultu, z których, moim zdaniem nie wynika jakaś moralna odnowa. Są, bo wymaga tego proboszcz, biskup, kardynał, papież. Chociaż jednak Franciszek wymaga dużo więcej. Rozglądania się dookoła. Pomocy dla ubogich. Tylko to się zachowawczej części hierarchii nie podoba. Jak mantrę powtarzają bajeczki o zagrożeniach ekologizmem, lewactwem, LGBT. I ciągle żądają mnożenia różnych wspólnot. Kiedyś daliśmy się z żoną skusić na tzw. Kościół Domowy. Wyglądało to tak, że większość uczestników chwaliła się sukcesami swoimi lub swoich dzieci, nie było mowy o jakimkolwiek wsparciu. Rzeczywiście – był to kościół do mowy… Szybciutko uciekliśmy z tego towarzystwa wzajemnej adoracji. Dajemy jakoś radę bez nich.

Żeby obraz był pełny, muszę przyznać, że poprzedni proboszcz wystartował ostro. Oratorium, spotkania biblijne, na których bez obawy można było prezentować swoje wątpliwości wobec Biblii. Wycieczki, wzajemne poznawanie parafian. Byliśmy zachwyceni. Potem na ks. Jacka spadł obowiązek budowy kościoła – tego fizycznego. Przytłoczony tym ciężarem, przestał tak intensywnie jednoczyć parafian. Spotkania wspólnotowe przestały się odbywać, podczas wizytacji bpa Szkodonia w parafii nie otrzymaliśmy żadnego moralnego wsparcia. Wyłącznie żądania: nowy kościół, więcej nabożeństw. Wiem, bo byłem wtedy Radzie Parafialnej. Na prośbę proboszcza zapytałem wizytatota o sugestię odnośnie gromadzenia funduszy.. Szkodoń raczył mi dać jakąś wymijającą odpowiedź…
Wyglada na to, że niedługo nowy kościół stanie, ale będzie w nim mniej wiernych niż w starym.
Już po rozpoczęciu kwarantanny, o której informowaliśmy kartkami na bramie, również żadnego zainteresowania ze strony róż różańcowych, matek i innych wspólnot. Sąsiadka dwie furtki dalej, osoba głęboko, wręcz zabobonnie wierząca, nawet nie podeszła i nie zaproponowała pomocy. Ja się więc pytam co to jest wspólnota? Czy działa wtedy, kiedy my jesteśmy potrzebni, czy także wtedy, gdy jesteśmy w potrzebie? Na szczęście sporo było tych, którzy wyciągnęli do nas pomocną dłoń. Te gesty nas bardzo ucieszyły, mimo, że byliśmy we wszystko zaopatrzeni. Karolina niespodziewanie przyjechała specjalnie i przywiozła pyszne babeczki, Piotrek zadzwonił, bo akurat przejeżdżał, Mateusz zza płota również zadeklarował pomoc. Bardzo wszystkim, oczywiście także niewymienionym dziękujemy!
No i proszę. Ci, którzy oczekiwali kolejnego zabawnego felietonu są rozczarowani. Inni, którzy czekali, aż wbiję szpilę w aparat władzy – również. Satysfakcję mają tylko kontestatorzy katolicyzmu z zewnątrz i wewnątrz tej instytucji. Ale im dołożył! Nie Moi Drodzy – nie chodzi o dołożenie. Chodzi o zbudzenie świadomości. Bo jeśli moja żona mówi z żalem przez telefon żonie szafarza, parafialnej szefowej wspólnoty matek w modlitwie, o braku zainteresowania z jej strony i słyszy: ” to trzeba było do mnie zadzwonić…”, to coś tu nie gra. Chyba, że jak w średniowieczu, matki obawiają się trądu. Wtedy tylko wypada skalkulować pojawienie się nowej św. Teresy z Kalkuty.
W nagrodę za przebrnięcie powyższego tekstu zacytuję własny wierszyk, zainspirowany propozycją wstąpienia do wojowników Maryji.
POKUSA
Zawsze, gdy przyjdzie pora czekania na Jezusa,
budzi się we mnie diabeł i zżera mnie taka pokusa:
miast na roraty bieżyć ze świecą i lśniącym lampionem,
ja sobie w duszy śpiewam, że w tańcu będę czempionem!
I gdy inni biczują ciało za grzechów zastęp,
zaczynam mnożyć grzechy, nie obawiając się następstw.
Oglądam frywolne filmy, oraz zdjęcia takież,
nie bacząc na zdanie biskupa i jak mnie oceni papież.
Alkohol, choć piję go mało, smakuje lepiej jakby,
i ładniejsze są wokół Ewy, Agnieszki i Magdy.
W nocy, zamiast zasnąć, chytrze obmyślam bigamię,
tworząc spis licznych wrogów, których obdarzę rogami.
A gdy te słowa czytała niedawno moja żona,
przycichła jakby trochę i była mocno strwożona.
„Ty przestań pisać bzdury, bo nie unikniesz chryjii
zapisz się czem prędzej do wojowników Maryji!”
Pomysł mi się spodobał, bo zamiast w domu sprzątać,
z innymi rycerzami po górach się będę krzątać…
i modląc się przykładnie, jak innych knechtów hufiec,
pod płaszczykiem krucjaty z domu zdołam uciec!
Tu wiersz krótko ucinam, bo dopala się świeca.
Pakuję manatki, do pochwy chowam miecza!
Czekajcie mili wojowie, jestem już od was blisko.
Najpierw pójdziem do knajpy, potem na jakieś disco :).
Serdeczności dla sąsiada szafarza i jego małżonki. To jest to!??
Ściskam (y) Was, na razie wirtualnie.
Wierszyk – Mistrzowski!
Serdeczności nie przekażemy, bo ja osobiście unikam ich jak ognia i doradzam to Zosi. Uścisków i pochwał odwrotnie – nie unikamy. Wierszyków będzie więcej!
Przykre, to co piszesz,ale jakież prawdziwe. No cóż, też się zawiodłam na tychże ludziach, którzy mówili, że są ze mną , ale byli przezroczyści. Chętnie wpadnę na kawkę, jak zgadniesz kim jestem ????
Pióro masz super. A może książkę napiszesz ? Już kupuję kilka egzemplarzy. Jestem z Wami sercem a z Zosią w kontakcie. Pozdrawiam
Wpadaj, wpadaj ?. Pewnie, że wiem kim jesteś! Książkę? Był taki plan. Ale muszę zmienić nawyki i być bardziej systematyczny.
Świetny tekst.
Pozdrawiam i ściskam wszystkich!
Dziękuję bardzo za pochlebną recenzję i uściski :0. Zapraszam do dalszej lektury i udostępniania…