Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Zmęczenie materiału

Zmęczenie materiału

Wszyscy są już zmęczeni. Partole policyjno-żołnierskie, aplikacja i my – Przemek i Patryk.

A propos patroli trochę historii. Na krakowskim Rondzie Mogilskim, które w grudniu 1981 roku wyglądało zupełnie inaczej, nieliczni przechodnie przemykali w sobie tylko wiadomym kierunku. Przypominam, że był stan wojenny, godzina policyjna, czyli coś w rodzaju politycznej kwarantanny dla całego narodu, urządzonej przez Jaruzelskiego.

Patrole przeważnie składały się z Zomowca ( ZOMO – Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) i żołnierza. Obie te formacje bardzo się nie lubiły, przy czym z reguły zomowiec reprezentował o wiele niższy poziom intelektualny – o ile w ogóle jakiś reprezentował. Przedstawicielem wojska często był podchorąży, czyli absolwent wyższej uczelni, któremu akurat wypadła obowiązkowa po studiach służba w armii. Otóż mój znajomy ( pseudo: Kotek) opowiadał mi, że zatrzymał go jeden z takich patroli, w którym część wojskową reprezentował jego znajomy. Kotek zapytał go, co tutaj robi. Wtedy podchorąży z wyraźną niechęcią spojrzał na zomowca i bez żenady stwierdził: „Pilnuję tego skur…., żeby przypadkiem kogoś nie zabił”. Proszę, broń Boże nie dopatrywać się jakichś analogii, sporo wody upłynęło w Wiśle od tamtych czasów, ale ja jakoś do dzisiaj czuję awersję do wszelkich służb mundurowych, niezależnie od tego czy mają kolor stalowy, zielony, czy czarny. Jako jednostka krnąbrna i niezdyscyplinowana zawsze miałem kłopoty z podporządkowaniem się hierarchii, nieważne – zawodowej, państwowej czy religijnej. Stąd wynikały moje kłopoty w wojsku – jako ostatni z podchorążych w jednostce dostałem przepustkę. Nie mogłem się też zaaklimatyzować w korporacjach, które w osobach moich kierowników wytykały mi brak realizacji planów i nadmierne zainteresowanie problemami klientów. Należało sprzedawać, a nie pomagać! Co tu dużo mówić i pisać, dzisiejsze media, to też w przeważającej części korporacje, które realizują swoje cele polityczne lub sprzedażowe. Wartościowych treści w nich tyle, co mięsa na obgryzionej przez psa kostce…

Wracam do zmęczenia. Wniosek mój wziął się stąd, że wczoraj pod naszym domem nie pojawił się radiowóz. Przeżyliśmy srogi zawód, że nie obudził nas telefon weryfikacyjny. Spoglądaliśmy przez okno, przejeżdżały różne samochody, ale partolu ani widu, ani słychu. Albo się w centrali jakiś trybik zaciął, albo mamy założoną zdalną inwigilację przez kamerki telefonów. Tak czy siak stwierdziliśmy, że będzie nam bardzo trudno żyć bez tej codziennej, życzliwej asysty panów mundurowych. Myślę też już z niepokojem, co też będą robić, gdy zakończy się izolacja. Aż mi skóra cierpnie na myśl, że znowu będą łapać przestępców i eskortować bandy kiboli. Co by nie powiedzieć, nawet moje skandaliczne ekscesy balkonowe mają się nijak do groźnego świata zorganizowanej przestępczości. Jedyne, co można o mnie powiedzieć, to że jestem przedstawicielem świata niezorganizowanej łagodności. Idąc śladem Mahatmy Ghandiego wybieram z reguły opcję negocjacji, a nie konfrontacji. Tematu rozwijał nie będę, bo na pisanie pamiętników jestem za mało znany, a na polityka zbyt wesoły… O tyle bym się sprawdził na salonach, że lubię tańczyć, tyle, że niekoniecznie, jak mi grają.

Wtorek jest ostatnim dniem kwarantanny. Logistyka dotycząca sprawdzania obywateli pozostanie dla mnie równie niezgłębiona, jak teorie Hawkinga powstania wszechświata. Dzisiaj zostałem zaskoczony osobistą wizytą „terytorialsa”, który na mój pełen wyrzutu wzrok, że nie zachowuje dystansu, odrzekł z rozbrajającą szczerością, że nie dysponuje moim numerem telefonu. Odstąpił od jego zapisania, gdy dowiedział się, że dziś bój to jest nasz ostatni i od środy, jak Tygrysek z książki A.A.Milne, wybrykniemy się poza dom. Zresztą cała sytuacja, jako żywo ma coś z Kubusia Puchatka, który zawsze pełen szlachetnych intencji pakował się w nieliche kłopoty. Nawet uczona Sowa Przemądrzała posiadająca umiejętność pisania, przekręcała wszystko i na urodzinowym słoiku miodu napisała: „Z powiąszowaniem urorurodzin”. Z całym szacunkiem, ale przypomina to niektóre wypowiedzi Miłościwie nam panującego Prezydenta. Zwolenników PADa uprasza się o opuszczenie poprzedniego zdania, tym bardziej, że może zostać odczytane jako anty agitka wyborcza. Jak wiadomo Puchatek doniósł jubilatowi pusty słoik, co także poniekąd symbolizuje poczynania naszych władz. Dodam, że Prosiaczkowi pękł urodzinowy balonik, co wprawiło defetystycznie nastawionego Kłapouchego w nastrój bezdennej rezygnacji.

U nas to samo. Patryk grozi, że każdy kolejny dzień zbliża go do psychiatryka, ja popadam w pandermie, czyli wysychanie skóry na skutek przeciążenia szarych komórek. Zaczynamy wpadać na hiper inwencję twórczą, pomalowane już pół domu, przemeblowania w trakcie, zwolniona z „kwaranki” ( ah! te tendencje do skrótów) żona dla świętego spokoju zgadza się na wszystkie nasze wariactwa, byle utrzymać gasnący płomień domowego ogniska.

Krótko mówiąc – zmęczony ludzki materiał wyżywa się na materii nieożywionej, której chwile zapewne też są już policzone!

Wysłanie sygnału SOS – Sami Ogarniajcie System jest tylko kwestią czasu…

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę