Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Ostatnie 60 minut „Trójki”

Ostatnie 60 minut „Trójki”

Omnes trinum perfectum – wszystko co potrójne doskonałe. Zapamiętują mi się czasem nie wiadomo kiedy i nie wiadomo dlaczego różne powiedzonka. To akurat przyswoiłem w polskiej formie: „Każda trójka doskonała”. Mam mgliste przeczucie, że zadziałał w tym przypadku mój system immunologiczny. Ponieważ oceny, szczególnie z przedmiotów ścisłych miałem dość mierne, moje humanistyczne „ego” podpowiedziało mi, że „deta” to całkiem przyzwoita ocena, a po podstawieniu jej do wspomnianej wyżej sentencji, nabierała jeszcze wartości.

Znajomość łaciny moja licealna profesor zwana „Kobrą” z racji sporych okularów na nosie, wyceniła również na tróję. Ale nie przewidziała, że po 40 latach wyciągnę asa z rękawa i błysnę językiem Horacego jak swoim.

Bo tymczasem okazuje się, że „Trójka” zaczyna być coraz mniej doskonała. Jest to dla mnie temat niesłychanie emocjonalny. Mogę śmiało stwierdzić, że redaktorzy i współpracownicy III PR byli rodzicami chrzestnymi tego bloga.Tak – jako zostałem ukształtowany przez ówczesnych twórców Trójki. Najwyższej klasy gracze tej niegdyś pierwszoligowej drużyny, odchodzą jeden za drugim. I nawet nie są to jakieś transfery, tylko po prostu ordynarny wykop na out przez trenera. To, co dzieje się w radiowej trójce odbieram jak odejście najbliższego mi człowieka!

SZEŚĆDZIESIĄTKA

Wcale nie chwalę się moim wiekiem. Otóż traf chciał, że w niedzielę wpadła mi w ręce książka niezwykła. Wydanie z roku 1980. Chyba jedyne. „60 minut na godzinę”. Audycja emitowana w „Trójce” w drugiej połowie lat 70. Autorów byłe wielu. Na jednym biegunie – Marcin Wolski, pupilek obecnego reżimu. Autor zalegających magazyny wydawnictwa M ( wiem, bo pracowałem tam jako magazynier), wątpliwej wartości „dzieł” . Na drugim człowiek orkiestra – Jacek Fedorowicz, który stworzył kultową postać Kolegi Kierownika. Słowo o roli pana Jacka w „sześćdziesiątce”. W nieprawdopodobny technicznie i intelektualnie sposób stworzył 5 ( słownie pięć!) postaci. Wszystkim użyczał głosu i dla każdego z osobna opracował super zabawny sposób mówienia. Posługiwali się nim kolega spiker, zaufany donosiciel kolegi kierownika, a także koledzy kuchmistrz i tłumacz, którzy byli w opozycji do szefa. Sam Jacek Fedorowicz początkowo sprzyjał oportunistycznie przygłupiemu kierownikowi, a potem przeszedł na zdecydowanie wrogie pozycje. Jak on to nagrywał, jak potem montował – to był majstersztyk. Czekało się na niedzielną premierę bardziej niż obecnie na wystąpienie Zenka :). Kłopoty z cenzurą były ogromne, ale program nie zszedł z anteny do wybuchu stanu wojennego.

60 minut na godzinę

Najchętniej przytoczyłbym rozdział „Moje życie z kolegą kierownikiem” w całości. Jak Federowicz w 1975 roku przewidział, co będzie się działo za 45 lat? No, kurcze, jak! Miał tylko 60 minut na godzinę.

Pamiętajcie, że w latach siedemdziesiątych były tylko trzy programy radiowe i dwa telewizyjne. I PR był, bardzo oficjalny, zachowawczy, natomiast w Dwójce dominowała muzyka klasyczna.. A w PR III? Jego twórcy sugerowali nieodmiennie, że jedną z ważniejszych cech jest myślowa niezależność. Do tego kreatywność i dystans do siebie. Żadnego ponuractwa i tromtadractwa. Bo tylko człowiek z poczuciem humoru mógł przeżyć komunę bez utraty zdrowia psychicznego. Teraz zapowiada się na powtórkę.

Koniec wieńczy dzieło

No i szlag to wszystko trafia! Nie włączę w niedzielę rano Wojtka Manna, Agnieszka nie posłucha „Sjesty” Kydryńskiego, ( za którą ja osobiście nie przepadałem, ale to kwestia gustu), milion ludzi przeniesie się na inne fale eteru. Szkoda. Ukatrupiono fenomen medialny, który w lepszym, lub gorszym stanie przetrwał sześć dekad.

Pytanie kogo uznać za grabarza?
Powiem Wam, ale pod jednym warunkiem – podajcie koniecznie dalej!

Winny jest kolega Kierownik, ale nie ten z 60 minut na godzinę!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę