Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Seo gratias czyli cenzura po nowemu

Seo gratias czyli cenzura po nowemu

Zaczyna wchodzić mi w krew używanie zwrotów obcojęzycznych. Dominuje łacina. Jak powszechnie wiadomo, wywodzimy się z kręgu kultury zachodniej, która przyszła do nas wraz z chrztem Mieszka I. Był to bardziej akt politycznej dalekowzroczno ści niż religijnego przekonania. Ale stało się. W ówczesnej epoce chrześcijaństwo było raison d’etre , podobnie jak dzisiaj smartfon jest must have :).

Pisałem już tutaj o moich związkach z klasyczną łaciną. Nie był to związek wysoko ceniony, jednak udało mi się zapamiętać króciutki fragment „Pamiętników Cezara” – na żądanie mogę zacytować. Z angielskim było zdecydowanie gorzej. Po 4 latach nauki nie potrafiłem sklecić sensownego zdania. W związku z tym oblałem pisemny egzamin wstępny. Uratowały mnie oceny z polskiego i historii, a następnie poprawka z języka.

Ale zostawmy języki obce z boku. Bo jak wiadomo, Polacy nie gęsi i swój język mają. Też mi się tak wydawało. Myślałem sobie tak: „Świetnie piszesz bracie, błyskotliwe frazy, pomysłowe tytuły – w ogóle jesteść Gość!. Zakładaj bloga i jazda”. Moja skromność trochę mnie przeraziła, ale ego dało mocnego kopa w tyłek: „Jedziesz! Nie obcyndalaj się. Będą czytać”

Gratias

Dzięki, czyli właśnie gratias – odpowiedziałem moim wewnętrznym coachom. A nawet muchas gratias. Wdzięczność moja nie miała granic, jej nieskończoność nie poddawała się żadnym definicjom. I tu zaczął się szkopuł. Bo nie wystarczy dobrze pisać. Nawet nie wystarczy mieć dobre pomysły. Zwykłe pisanie gazetowe podlegało surowej ocenie kierownika działu i jeszcze surowszej sekretarza redakcji. Ale to byli zwykli ludzie, mniej lub bardziej redaktorowi życzliwi.

Był jeszcze cenzor ( a właściwie dlaczego piszę – był?), który z życzliwością nie miał nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, w każdym przejawie publicystyki doszukiwał się aluzji. Był też wyczulony na grafiki. Kiedyś poszliśmy do cenzury, która w Krakowie mieściła się przy ul. Basztowej, na V piętrze z najnowszym wydaniem „Magazynu Studenckiego”. Niepokój cenzora wzbudził rysunek głowy, która emitowała z twarzy jakieś kawałki. „A co to sypie się?” – zapytał. Odpowiedzieliśmy, że literki, że to taki symbol dziennikarski. Pokręcił głową, ale puścił rysunek do druku. Nigdy nie było wiadomo, co się spodoba, a co nie. Toczyła się gra między. Cenzura kontra autorzy.

Ostatni raz z cenzorem spotkałem się już półoficjalnie, gdy zbierałem materiały do pracy magisterskiej. Porównywałem w niej zawartość krakowskiej Kroniki TV z roku 1985 z programem informacyjnym emitowanym 10 lat później. Cenzura była opisana w jednym z rozdziałów. Ciekaw jestem jakie wyniki osiągnąłbym dzisiaj.

Ale dominowały relacje międzyludzkie. Tymczasem, pominąwszy fakt, że pojawił się zawód copywritera, którego osobiście do dzisiaj nie potrafię zdefiniować, to o treści decydują też wyszukiwarki.

SEO cenzura czy pomoc?

I teraz mój tekst jest cenzurowany przez wspomniane w tytule rozdziału SEO. To taki potworek, który ma określone dyspozycje, co powinien zawierać tekst. Zmusza mnie do zmiany sposobu myślenia, podpowiada ile razy mam użyć danej frazy, co zdanie powinno zawiera ć, jak często powinny pojawiać się nagłówki. A wszystko po to, żeby mój blog ,oprócz licznego grona znajomych mogli jeszcze przeczytać internauci niespokrewnieni z autorem więzami krwi i mózgu. Czyli krótko mówiąc ustala pozycję moich tekstów w wyszukiwarkach internetowych.

Proszę Cię, podpowiada SEO, teraz wrzuć nagłówek i powtórz jeszcze słowa zawarte w tytule. A za chwilę pisze – no nie, ile razy mam Ci tłumaczyć, że zdjęcie powinno być odpowiednio opisane. I w pewnym momencie zaczynam sobie wyrywać włosy z głowy, ( a mam ich mimo wizyty u fryzjera nadal sporo), i zamiast błyskotliwego tekstu wynikającego z moich zamierzeń wychodzi jakaś dziwna kolubryna. I nie trzeba już żadnego sekretarza redakcji, o cenzorze nie wspominając.

Ale za to jest duża szansa, że tekst przeczyta dużo więcej osób.

Ale jak wiadomo, ludzie są se(o)ntymentalni i tęsknią do starych rozwiązań. I od czasu do czasu serwują coś w rodzaju cenzury, żeby przypodobać się innemu SEO – Syndromowi Egoistycznej Obrony, zwanej onegdaj autocenzurą. Najprawdopodobniej takim przypadkiem jest nerwowa reakcja dyrektora programu III, Kowalczewskiego, który na wszelki wypadek zdjął z anteny utwór Kazika. „A co mi tam – pomyślał, na pewno nie dostanę po uszach, a Ci na szczebelkach drabiny w górę będą zadowoleni.” Ale jak to mówią – nadgorliwość jest gorsza od sabotażu. Cenzura zadziałała. No i ruszył lawinę po obu stronach barykady.

Źródło „Dziennik Zachodni”

Lawina i krzyk rozpaczy

Prawica się żzyma, że i tak listy przebojów się juz przejadły, że Kazik nie ma racji, bo ktoś powinien w imieniu narodu wieniec złożyć. Portal „w polityce” ogłosił nawet specjalny apel popierający wizytę suwerena na cmentarzu. Przeglądnąłem pokrótce listę i dowiedziałem się z niej, komu nie powinienem absolutnie podawać ręki – nawet po zakończeniu epidemii.

Przeciwnicy PiSu mówią o powrocie cenzury i zamachu na wolność mediów. Dziennikarze rezygnują z pracy w Trójce na znak protestu. Cała sytuacja jest katalizatorem powstania radia „Nowy Świat”, które na pewno życzliwe władzy nie będzie.
Co z tego wyniknie – zobaczymy!

A na razie SEO wrzeszczy na mnie: kończ waść, wstydu oszczędź! Bo zbyt długiego żadna wyszukiwarka nie znajdzie. I wyłączył mi skurczybyk internety… Taka bezduszna cenzura.
SEO GRATIAS 🙂

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę