Prezydent puścił do narodu oczko. PAD okrasił je przymiotnikiem – „wodne”. Dał tym samym do zrozumienia, że wiedzie prym w laniu wody . Z góry przepraszam zwolenników wyżej wymienionego za ironiczny ton, ale przecież nie obiecywałem, że będę felietonistą wszystkich Polaków. Mam pełne prawo do prywatnych sympatii politycznych, czy się to komuś podoba, czy nie.
Zapewne co bardziej spostrzegawczy zauważyli ostatnio małą aktywność na blogu. Jeśli traktowali nieobecność nowych tekstów jako nieusprawiedliwioną, to wytłumaczę się, że udałem się na Półwysep Helski na wyoczynek. W poczekalni leżą dwa szkice, ale żaden z nich nie jest godzien publikacji. Jakieś takie toporne i bez polotu. Nie twierdzę, że moja dotychczasowa twórczość jest błyskotliwa, ale statystyki majowe bloga pokazują, że ilość odsłon osiągnęła circa about 2000. Czyli więcej niż w kwietniu. Przyjmuję, że pewna ich ilość była wynikiem tragicznych pomyłek Czytelników, którzy z niesmakiem przebiegali zdumionymi oczkami przez moje pokrętne teksty. Szczęście w nieszczęściu, że nie podlegam cenzurze i nie otrzymuje smsów z wytycznymi na temat zawartości bloga.
Atencja retencji
Z wywodów Andrzeja Dudy wynika, że oczka są sposobem na polepszenie stosunków wodnych w naszym kraju. W pierwszej chwili, z wrażenia nie doczytawszy do końca, myślałem że chodzi o zwiększenie populacji żab. To, że słowo „stosunek” kojarzy mi się jednoznacznie, jest wynikiem braków w edukacji seksualnej, systematycznie zaniedbywanej za komuny. Po prostu myślałem, że pan Prezydent chce ułatwić żabom kopulacje, tworząc dla nich intymne warunki w oczkach wodnych. Dopiero potem dowiedziałem się, że jego intencją była poprawa małej retencji, co przyjąłem z pełną atencją. Pomysł przedni, tym bardziej, że w przypadku nieogłoszenia wyborów do 6 sierpnia, Polsce będzie grozić regencja. A jak wiadomo retencja regencji nie służy prewencji demokracji.
Moje doświadczenia historyczne wskazują, że oczko wodne może być źródłem sąsiedzkich niesnasek. Otóż kilkanaście lat temu podczas gry w piłkę została uszkodzona pompa wodna zasilająca oczko sąsiada. Do dzisiaj nie udało się ustalić kto był sprawcą – jeden z moich synów, czy też ich kolega zza dwóch miedz. Naprawienie szkody wziąłem na siebie i odkupiłem pompę. ale od tamtej pory mam do oczek stosunek ambiwalentny. Nawiasem mówiąc ten niewielki zbiornik wodny wkrótce zarósł i został zlikwidowany.
Moja wóda
Tak czy inaczej z wielkim wzruszeniem przyjąłem fakt, że oczkiem w głowie prezydenta jest zaopatrzenie naszego, wkrótce stepowego kraju, w odpowiednią ilość życiodajnego płynu. Pewnym odważnym novum jest to, że w programie „Moja woda” zostało wyrugowane „ó”, która to zmiana z pewnością zmartwi sporą część Polaków. Jestem pewien, że propozycja małej retencji wódki spotkałaby się z dużo głośniejszym echem wśród popierających Andrzeja Dudę rodaków. Wyobraźmy sobie, iż dostajemy dotacje na stworzenie małej, przydomowej bimbrowni. Dostęp do programu będą mieli nie tylko posiadacze domków jednorodzinnych, ale wszyscy mieszkający w blokach Polacy. Program „Wóda od Dudy” uniezależni nas od nieustających podwyżek cen alkoholu, umożliwi tworzenie zindywidualizowanego smaku napoju, aż wreszcie, w połączeniu z disco polo, wprowadzi społeczeństwo w stan nieustającego błogostanu.
Straty, poniesione przez budżet, będą niczym w porównaniu z aplauzem, z którym na każdym kroku będzie się spotykał pomysłodawca programu.
Przyznam, że moje wywody mogą być sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale to co obserwuję w mediach i na scenie politycznej w dużej mierze nosi znamiona mózgowego oczopląsu. Z którym walczę przyglądając się spokojnym wodom Zatoki Puckiej z mola w Juracie. Nieopodal prezydenckiej posiadłości :).
Jak zawsze w samo sedno!
Gratuluję i zgadzam się w pełni.
To z sympatii do prezydenta. I nie w sedno, tylko w oczko ?. Dziękuję Ewa za słowa sympatii.