Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Obrazki spod róży

Obrazki spod róży

Zjawisko niespotykane. Jastarnia, do tej pory senna i zimna w pierwszej dekadzie czerwca, w tym roku była jedynie zimna. Właściwie muszę uściślić, bo wedle zeznań naszych sąsiadów z Łodzi w ubiegłym roku o tej porze były 30 stopniowe upały. Ale z pewnością senność uleciała z tego niewielkiego kurortu. Już w okolicach pierwszego czerwcowego piątku zjechały tu całe rodziny. Nie, nie, nie chodzi o akcję pla żowej spowiedzi powszechnej. Raczej o koronawirusowy exodus, który wypycha Polaków w mniej chętnie odwiedzane do niedawna rejony. To ciśnienie działa bez względu na pogodę. Byle dalej od zamknięcia. Byle odetchnąć pełną piersią – nawet w maseczkowym gorsecie.

Hunowie na Helu?

Z rozmów z tubylcami wynikało, że złośliwy szkodnik znany jest im jedynie z mediów. Ktoś gdzieś tam słyszał o przypadku zarażenia w Pucku lub okolicy. Ale śmiało można powiedzieć, że półwysep Hel ominęła pandemia. Dlatego przedsezonowe obawy koncentrowały się głównie na potencjalnej możliwości zarażenia. Z jednej strony gospodarze oczekiwali wczasowiczów, a z drugiej czaiła się podświadoma obawa o skutki najazdu. Tym bardziej, że z głębi kraju dochodziły coraz bardziej niepokojące informacje o powracającej fali Covida. Pewne jest, że zainteresowanie wynajmem przekroczyło zwykłą czerwcową średnią i przykładowo nasz gospodarz niemal w 100% zapełnił swoje 6 domków. Sami odczuliśmy to szczególnie ostatniego dnia pobytu, gdy na plaży pojawiło się dość sporo grajdołków, a na głównej ulicy maszerowały niezliczone zastępy rodzin z wózkami, hulajnogami, psami i rowerkami.

Po pierwszym weekendzie czerwca jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać budki z ciuchami, pamiątkami – o zgrozo, głównie chińskimi, otwierały się kolejne kulinarne przystanie rybnych, mięsnych i wegetariańskich smaków. Kursowały samochody dostawcze małe i duże, niekiedy wciskające się w ciasne zaułki nadzatokowych dzielnic. Nie bardzo nam się to wszystko podobało, bo pragnęliśmy ciszy i spokoju, ale w końcu przywykliśmy jakoś do tego, niezbyt jeszcze natarczywego, najazdu ludu polskiego. Tym bardziej, że w kwaterze czekały już spakowane walizki i prowiant na drogę powrotną.

Program „Piasek plus”

Zastanawialiśmy się tylko, co na tym dość wąskim pasku lądu pomiędzy Zatoką Pucką a Bałtykiem będzie się działo w lipcu i sierpniu. Izolacja będzie przypominała pociąg relacji Zakopane – Ełk z lat siedemdziesiątych. Ośmioosobowe przedziały w porywach mieściły tuzin pasażerów. Przejście zatłoczonym korytarzem do toalety wymagało zdolności negocjacyjnych na najwyższym poziomie, a wsiadanie przez okno było podstawową formą łączenia rodzin.

Wyobraźcie sobie zatłoczoną plażę, na której zaludnienie przypomina centrum starego Delhi, a w dodatku co druga rodzina ma ze sobą ulubionego czworonoga.

W trosce o egalitarny dostęp do piasku opracowałem pewną koncepcję.
Należy wprowadzić tzw. sektory pionowe. Na 80% plaży będą obowiązywały miejsca stojące. 10% przeznaczymy na leżące dla inwalidów. Resztę, czyli ogólnodostępne miejsca leżące gmina rozdysponuje w drodze przetargu. Przy czym będzie to dzierżawa krótkoterminowa, ważna jeden dzień. Taka rotacja przyniesie gminie większy dochód, a zarazem wyrówna szansę plażowiczów. Uboższym proponuję program „Piasek plus”, czyli wylegiwanie się na zaimprowizowanych, przyprzedszkolnych piaskownicach, doposażonych muszelkami zwiezionymi znad morza. Piaskownice dla rodzin wielodzietnych będą miały korzystniejszy stosunek piachu plażowego do budowlanego. Rodzinom sprzyjającym opozycji proponuje przydzielić piasek cementowy, polewany co jakiś czas wodą.

Rządowe sorty w plażowych szortach

W sąsiedniej Juracie, ze względu na prestiż, lokalny samorząd urządzi plażę władzom centralnym. Ministerstwa siłowe ( wojsko i policja), otrzymają najatrakcyjniejszy przydział przy Bałtyku. Sprawiedliwość zajmie pas środkowy, wyziobrany przez szefa resortu. Kulturę zepchnie się pod wydmy, żeby sobie podumała. Edukację zostawię tam gdzie jest, czyli w lesie. Cyfryzację dam na platformy dla ratowników, żeby jej nie zamokły chipy. Sport daleko od wejść na plażę, rozczłonkowane ministerstwo infrastruktury rozlokuję tak, żeby mogło kierować przepływem urzędników. Naukę i szkolnictwo wyższe wsadzimy do morza, na plaży mogliby siać niepotrzebnie ferment.
Aktywa państwowe dostaną łódki i skutery wodne. Będą mogły z perspektywy morza oceniać aktualną kondycję psychiczną i fizyczną wiceministrów i podsekretarzy stanu. Ministrami zaopiekuje się bezpośrednio premier.
Grupie prezydenckiej wyznaczam miejsca od strony zatoki. W dobrze pojętym interesie obywateli należy odseparować ich od reszty, w celu przeciwdziałania atakom śmiechu, szczególnie niewskazanym w plażowym negliżu. Poza tym możliwość obserwowania zachodów słońca wyostrzy liryczne nastawienie pana prezydenta.

Myślałem również o sektorze sejmowym w Chałupach, ale uznałem, że mało która posłanka i poseł nadają się do położenia na plaży nudystów vel. naturystów. Młodzież niezorientowaną w aluzji odsyłam do piosenki Zbigniewa Wodeckiego: „Chałupy welcome to”. Koniec końców uznałem, że posłów wyślę na jakąś wiejską plażę w pobliżu Warszawy, tak, aby bez trudu mogli wrócić na nocne obrady. Parlamentarzystom prawicowym prawicy proponuję nieopodal Nowogrodzkiej ie piaszczystą enklawę nad Wisłą.

Teraz z obawą czekam na wybory prezydenckie. Ich nieoczekiwane rozstrzygnięcie może stanowić katastrofę dla powyższej koncepcji, gdyż zajdzie potrzeba relokacji neobelwederczyków nad Bałtyk.
Czemu mimo wszystko nie będę specjalnie przeciwny.

Kolejne „Obrazki spod róży” już wkrótce.
Subskrybujcie bloga, to będziecie na bieżąco. A pod każdym postem fejsbukowy znaczek umożliwia udostępnienie postu na swojej tablicy! Z góry dziękuję za promowanie… W zamian oferuję grajdoł-garsonierę pod zabytkowym bunkrem. Bezpiecznie i zacisznie :).

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę