„Człowiek na człowieku, na człowieku człowiek, a na tym człowieku jeszcze jeden człowiek„. To słowa piosenki z gatunku folkloru miejskiego, której dalszej części nie pamietam. Za to potrafię zanucić jej melodię. Zresztą moje nucenie niewiele pomoże Czytelnikom, a wręcz przeciwnie, może im zaszkodzić. Mam w tym temacie autorytatywną opinię żony, która obrzuciła mnie muzyczną ekskomuniką w efekcie wspólnego występu w scholi parafialnej. Teraz nie ważę się śpiewać nawet przy goleniu, dlatego przeważnie jestem z lekka zarośnięty – bo co to za golenie bez nucenia…
Wracając do rzeczonej liryki. Próbowałem zmusić Googla, żeby podał całość tekstu. Bez skutku. Próbował wykpić się sformułowaniami typu: uczciwy człowiek, człowiek rozumny, homo erectus, a nawet wyrzucił jakąś stronkę o nauce zawodu. Bezduszny bot potraktował mnie bardzo per noga. W rewanżu wymyśliłem nowy zwrot: głubota. Czyli niski poziom sztucznej inteligencji. Niezorientowanym wyjaśnię, że bot to programik, który wykonuje bardzo szybko różne czynności w internecie, miedzy innymi para się wyszukiwaniem. Jeśli ktoś jednak pomyślał, że botwinka to program, który zapewni mu stałą dostawę alkoholu z winogron, ten znacznie przecenił stopień rozwoju współczesnej informatyki.
Pokusa wirusa
Pora wrócić do adremu, jak mawiał kolega kierownik w wiekopomnym dziele Jacka Federowicza, czyli redakcyjnym zespole „60 minut na godzinę”, o którym pisałem tutaj.
Ostatni dzień naszego pobytu w Jastarni był równocześnie wigilią Bożego Ciała. To początek jednego z najdłuższych weekendów w naszym zapracowanym kraju. Można go przyrównać tylko do wędrówek ludów z zamierzchłych czasów. Ambicją zmotoryzowanych Polaków jest zaliczenie kilku sążnistych korków. Jak ćmy do ognia, tak nasi kierowcy wraz z rodzinami pchają się w samochodowe epicentra. Ich celem jest dojechanie w możliwie długim czasie w góry lub nad morze. Podobnie jak Francuzi, którzy chyba tylko w czasie wojny zrezygnowali z wyruszania w pierwszy piątek sierpnia na swoje „grand vacances”. Autostrada Słońca przypomina w ten dzień węża, który jadowitym języczkiem dotyka Cannes, brzuchem szoruje okolice Lyonu, a pup ą kokosi się jeszcze w paryskich pieleszach.
W każdym razie już we środę w Jastarni zaroiło się od wczasowiczów. Pani Ania, właścicielka wynajmowanego przez nas lokalu doniosła mi po powrocie do Krakowa, że już teraz półwysep helski jest zatkany na amen, a ona ma zarezerwowane niemal wszystkie miejsca do końca sezonu. Co więcej, nawet pociągi są przepełnione. Błogosławiliśmy nasz pomysł wyjazdu na początku czerwca, bo chociaż pogoda nas nie rozpieszczała, to całe połacie plaży były bezludne. Restauracje w miarę szybko obsługiwały gości, nie zdarzyło nam się czekać na wolny stolik. Serdecznie współczuję tym, którzy uciekają w zatłoczone miejsca zmęczeni kwarantannami i nadpobudliwym koronawirusem. O tym, że można w sezonie znaleźć miejsca bardzo urokliwe, ale za to bliżej domu, będę (zapewne) pisał w kolejnym felietonie.
Plaża dzika plaża…
…w dniu naszego wyjazdu była już zawalona płotkami i grajdołkami. Nie bardzo podobało się to Marcelemu, który mógł sobie do tej pory bez ograniczeń hasać po piaszczystym raju. Nagle zaroiło się od psów i nasz czworonóg poczuł zagrożenie dla swojej wolności. Jak to się teraz modnie pisze? Sytuacja stała się dla Marcelego nieoczywista. Musiał dzielić się pianą i falami morskimi ze swoimi pobratymcami. Chociaż to piesek ze wszech miar dobrze wychowany i kulturalny, to na pewno psia dusza przeżywała rozterki.
Trudno mi sobie wyobrazić co będzie się działo w szczycie sezonu i jak definicje dystansu społecznego przeformułuje rząd. Może sprowadzimy z Chin, zamiast kolejnej partii bezużytecznych masek jakiś wzorzec zachowań dyscypliny Chi nczyków? Zresztą co tu dużo gadać, im jest łatwiej na plaży. Są ni źsi i lepiej przystosowani kolorystycznie. I od wielu lat bardziej przeludnieni!
PS. Na koniec mam prośbę gorącą! Gdyby ktoś kojarzył przytoczoną we wstępie piosenkę, proszę koniecznie napisać w komentarzu. A ja w zamian zanucę jakąś jej najkrótszą wersję. Byż może nawet poproszę zaprzyjaźnioną rodzinę o wersję językową Państwa Środka. I zrobimy z tego przebój Lata z Radiem. A może lepiej Leży z Radiem, bo na latanie miejsca na plaży na pewno nie będzie.





