Coraz mniej mi do śmiechu. Jedyna nadzieja w tym, że Wszechświat skurczy się ponownie do objętości początkowej, a zgęstniała materia zgniecie nas bez pardonu. Nastąpi Wielki Wbuch ( „y” opuszczam z premedytacją). I po herbacie. Jednak widoki są marne, mój ścienny kalendarz wskazuję datę za 10 miliardów lat. A zatem wcześniej zgaśnie Słońce, chyba, że wymyślimy jakąś metodę na wkręcenie nowego.
Na razie wygląda na to, że oprócz niespodziewanego ciemiężcy, którym niewątpliwie jest Covid-19, sami robimy sobie nawzajem kuku. Nie wiem jak w innych krajach, ale w Polsce dokonuje się to w sposób modelowy. Podziały przebiegają we wszelkich możliwych kierunkach. Kościół kontra LGBT, cywile przeciwko mundurowym, kierowcy w opozycji do rowerzystów. Księża skaczą sobie do oczu, kolarze szosowi wykpiwają rowery miejskie a aspiranci z Brzeska wytykają niedostatki tym z Piły.
Z reguły winni są cykliści…
Internetu właściwie nie da się już czytać. I to nie tylko agresywnych, pozbawionych kultury komentarzy. Również dziennikarze, domyślam się, że z obawy o utratę pracy, pisują tendencyjne teksty.
Myślę, że większość już zna wybryk młodego kierowcy na Spiszu, rejon Nidzicy, który zepchnął z szosy kolarza, a jego żonie przyhamował przed samym rowerem. No i czytam w „Auto-Świat”, że owszem, kara się należy, ale gdzieś między wierszami czai się sugestia, że to był efekt prowokacji.
Redaktor nie broni kierowcy wprost. W tytule wyraża się o nim per „szeryf”, co dla mnie jest zupełnie nie na miejscu. Czuję w tym „szeryfie” ciche przyzwolenie – no, ukarałeś tego bezczelnego rowerzystę. Tym bardziej, że chwilę później autor sugeruje, jakoby kolarz wygrażał kierowcy, a nawet „krzyknął coś do niego”. Na mój gust z tekstu między wierszami wynika współwina kolarza. Bardzo mi się takie podejście dziennikarza nie podoba. Powinien mieć świadomość, że cokolwiek by się działo. człowiek na rowerze ma zerowe szanse w zetknięciu z toną blachy. To od silniejszego wymaga się opanowania i umiejętności stłumienia agresji. Przypomina mi się dość słaby kawał o tym jak w rasistowskiej RPA na czarnoskórego najechał biały. Policjant pyta kierowcę: proszę mi powiedzieć z jaką prędkością wpadł na pana ten Murzyn!
Absolutnie nie uważam, że kolarze są święci. Sam kilkakrotnie jechałem w peletonie, który był ze trzy razy dłuższy niż pozwalają na to przepisy. Widziałem też nagminne przekraczanie linii środkowej. Ale edukacja na pewno nie polega na przemocy!!!
Miedza nami Polakami
Co ciekawe walka o „moją rację” często jest wynikiem walki o każdą piędź ziemi. Przez prawie dwadzieścia lat byłem świadkiem ( w sensie przenośnym i dosłownym – w sądzie), walki sióstr o kilka metrów dojazdu i parę centymetrów szerokości drogi. Żal było patrzeć, jak przyjeżdżają z sądu kolejne wizje lokalne, adwokaci zdzierają ze stron skórę, a o porozumieniu nie ma mowy. Doszło do takiego napięcia i rękoczynów, że końcu jedna rodzina musiała się wyprowadzić. Zaściankowa tradycja zajazdów przetrwała do dzisiejszych czasów. Słowo „kompromis” jest dla Polaka czymś zdecydowanie niepopularnym. A nawet wstydliwym…
A jeśli ktoś nie dysponuje miedzą, to bez żenady wylewa pomyje gdzie popadnie na necie, kurczowo trzymając się tasiemcowych dyskusji o niczym. Może lepiej by w tym czasie było dowiedzieć się, które miasto jest stolicą Portugalii, albo wydedukować wzór na objętość graniastosłupa? Ale nie, szkołę mamy za sobą, a ciekawość świata schowaliśmy pod grubym kożuchem emocji!
No i jak tu być optymistą, gdy pokrzywy sąsiada włażą mi na róże, a pies z drugiego końca wsi obsikuje mi bramę. Już ja ich zaraz pogonię!
„Chłop żywemu nie przepuści, chłop żywemu nie przepuści.
Jak się żywe napatoczy, nie pożyje se, a juści”