Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Wakacje z duchami

Starsze Czytelnikowstwo ( nadal usilnie poszukuję uniwersalnej formy, która zwolni mnie od numeratywnego wymieniania wszystkich płci, tak aby nie narazić się na zarzut niewłaściwego jej określenia), zapewne pamięta film o takim właśnie tytule. „Wakacje z duchami” to jeden z wielu świetnych filmów dla młodzieży, które powstały w latach 70. Ten akurat był ekranizacją prozy Adama Bahdaja. Do perełek można zaliczyć również serię o Panu Samochodziku. A „Podróż za jeden uśmiech”?

Nie wiem czy dlatego, że już młodzieżą nie jestem, czy też straciłem zainteresowanie tego typu produkcją, ale mam wrażenie, iż współczesna kinematografia cierpi na brak odpowiedników wymienionego gatunku!

Duchy w TV

Teraz młodzież – i nie tylko – dokarmiana jest idiotycznymi reality show w guście „Dlaczego ja”, „Szpital”, „Szkoła” i inne tego typu pierdoły. Konia z rzędem, kto znajdzie jakiś sensowny program dla młodzieży. W dodatku nadawany o akceptowalnej porze. Rozumiem media prywatne – są po to, żeby zarabiać, ewentualnie przywalić przeciwnikom politycznym. Ale media tzw. „publiczne”? Albo serwują niskich lotów biografię Zenona okraszoną jego poetyckimi piosenkami, albo pakują miliony w festiwale piosenki tanecznej. Ja wiem, lud żąda igrzysk. Jeśli władza chce mieć lud za sobą, to musi dać im rozrywkę, która nie nadweręży ich poziomu intelektualnego. Proszę mnie dobrze rozumieć. Nie mam zamiaru wyśmiewać się z tego zjawiska. O gustach się nie dyskutuje. Jednak powinno równać się w górę! Wakacje z duchami bylejakości są nie do przyjęcia!!!

W TVP oprócz ordynarnej propagandy, uprawianej również za pieniądze przeciwników PiSu, dominują 3 nurty. Właśnie nurt biesiadny, o którym powyżej.

Potem nurt narodowo-patriotyczny, ale w takiej dawce, iż młodemu człowiekowi wylewa się uszami.
Wydaję mi się, że lepiej uczyć miłości do ojczyzny zachęcaniem do solidnej, uczciwej i cierpliwej pracy niż do nadstawiania karku i rzucania się z szablami na czołgi. W filmie o generale Nilu jeden z jego młodych podkomendnych deklaruje walkę z bolszewikami do upadłego. Na co Fieldorf studzi jego gorącą krew i sugeruje skupienie się na nauce. Bo, jak wynika z jego słów, większy będzie pożytek z wykształconego obywatela niż dumnego napisu na nagrobku.

Wreszcie nurt serialowy, którego jestem gorącym przeciwnikiem, ze względu na iście Oskarowe dialogi… O ile Jan III Sobieski obronił chrześcijaństwo przed turecką nawałą, to współczesne seriale rodem ze Stambułu raczej nie znajdą pogromcy. Nasze „M jak Miłość” jawi się przy nich jak najlepsza szkoła scenariuszowa…

Literackie wakacje z duchami

Jak to często bywa, kiedy (bie)siada się do pisania bez gotowego planu, brakło mi już miejsca i czasu, żeby rozwinąć myśl tytułową. I napisać o fantastycznej prozie hiszpańskiego autora Ruiza Zafona. Odkryłem go – o zgrozo! dzięki nekrologowi, ponieważ odszedł był kilka miesięcy temu. Sławny na cały świat, nie dotarł jeszcze do mojej prowincjonalnej biblioteki. Rzuciłem się nadrabiać zaległości. A jest ich w sumie kilka tysięcy stron.

Powieści, z których najbardziej znana – „Cień wiatru”, rozpoczęła moją barcelońską przygodę – bowiem w tym mieście niemal w 100% rozgrywa się akcja książek. I o ile bohaterów z krwi i kości mamy tutaj całe mnóstwo, to moja uwagę zwróciła mistrzowskie naszkicowanie frankistowskiego totalitaryzmu. Zacząłem łapać się za głowę do czego może prowadzić dyktatura i totalitaryzm. Z autopsji znałem komunizm, a właściwie jego łagodniejszą, polską odmianę. Nazistowskie Niemcy również były obecne w literaturze i historii jako bezpośredni agresor Polski. A Hiszpania Franco to było właściwie tylko „Komu bije dzwon” Hemingwaya.

Zafon jest skrajnie krytyczny wobec reżimu Franko. Poprzez losy bohaterów, związanych z Cmentarzem Zapomnianych Książek ukazuje brutalne metody śledztwa. Celuje w nich Hendaya, którego ręce plami mnóstwo krwi. Na drugim biegunie jest b łyskotliwy gaduła – Fermin Romero de Torres, kobieciarz i birbant, którego poczucie humoru oświetla nieco ponurą Hiszpanię pierwszej połowy XX wieku.

Przyznam, że szczególnie przy „Labiryncie Duchów”, zacząłem nieco gubić wątki. Autor jest mistrzem w budowaniu fabuły. Jednak jeśli masz słabszy dzień, albo jesteś trochę niewyspany, to dość łatwo się w tym labiryncie zgubić.

Jedno jest pewne! Po przeczytaniu kilku powieści Ruiza Zafona bardzo gorąco zapragnąłem odwiedzić Barcelonę. Wakacje z duchami Jego bohaterów bardzo mi odpowiadają.

Czytajcie a znajdziecie!!!

A młodzież z całą mocą zachęcam do czytania. Może któraś z lektur również zainspiruje Was do podróżniczych postanowień? Co prawda wakacje się kończą, ale biblioteki i księgarnie są wciąż otwarte. A nawet przeciętna literatura jest sto razy lepsza od najdoskonalszego instagrama :).

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę