Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Pandemonium

Pandemonium

To nie jest tak, że z powodu słabej znajomości słów obcego pochodzenia tytuł jest nie na czasie. Miało być właśnie pandemonium. Absolutnie nie. Może tylko trochę niepoprawny politycznie, ponieważ zgodnie z zasadami równouprawnienia powinienem napisać „Panidemonium”. A żeby już było zupełnie bezpiecznie „Państwodemonium”.

To ostatnie akurat jest całkowicie zgodne z prawdą, gdyż ponieważ nasze państwo przybrało nieco demoniczny charakter i wygląd. Ale o tym nie będę pisał, żeby nie zabierać chleba licznym opozycyjnym mediom… Zresztą konia z rzędem temu, kto wskaże w miarę uczciwy tytuł prasowy, którego przeczytanie nie wymaga zaciskania pięści. I mam tutaj na myśli obie strony sceny politycznej.

Oj! Te single…

Dorwałem ostatnio epkę , czyli taki trochę dłuższy singiel. Drogi arcybiskupie Marku – muzyczny, nie obyczajowy. Zawiera cztery piosenki Jana Tadeusza Stanisławskiego. Starszym nie muszę przypominać kto zacz, młodszym napiszę tylko tyle, że był autorem wiekopomnego cyklu wykładów „O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy”, emitowanych w dogorywającym obecni programie III PR w latach siedemdziesiątych. Przyznawszy sobie samozwańczo tytuł Profesora Mniemanologii Stosowanej, stworzył gałąź socjologii, która w rzeczonych wykładach analizowała ówczesne absurdy PRL-u.

Bliski memu sercu satyryk odszedł był 13 lat temu – za pierwszego PiSu.. A szkoda, bo miałby wielkie pole do popisu w obecnym PiSRLu. Ze względu na wspomniane wykłady, a także szereg innych tekstów śmiało mogę JTS zaliczyć do kanonu powojennych satyryków.
Otóż płytka , o której piszę w poprzednim akapicie zawiera jeden tekst erotyczny zatytułowany „Anfisa”, jeden stricte satyryczny „Narzekać jeszcze nie ma na co”. Pozostałe dwa mają charakter nostalgiczno-historiozoficzny. Mam nadzieję, że nie pogubiliście się Państwo w tym pandemonicznym podziale. Gdyby ktoś zapragnął odsłuchać piosenek, mogę je udostępnić całkiem gratis.
Poniżej egzemplifikuję moją ulubioną. Dodam na marginesie, że wtrącanie trudnych słów ma podwójny cel: wyeliminowanie spośród Czytelnikowstwa fanów Zenka Martyniuka i nieskomplikowanych fraz o zielonookich blondynkach, lub tychże fanów podciągniecie intelektualne w celu wydobycia ich ze szponów poetyki disco-polo.

Cytat z piosenki „Narzekać jeszcze nie ma na co”

Zakończenie o satyrze i penicylinie jest samo w sobie mistrzowskie. Kto dzisiaj pisze takie perełki? No kto?

Koniec dygresji 🙂

Oczywiście, podobnie jak dzielny wojak Szwejk zaplątałem się w dygresję. No, może to jednak bardziej strumień świadomości, o którym wspominaliśmy na języku polskim z nieodżałowaną prof. Krengiel. Jak w dzisiejszym pandemonicznym świecie: każdy gada swoje, a mało kto słucha. A jeszcze jak gada głośno i ładnie wygląda, to jest the best. Czyli na tym tle wypadam słabo. To nawet ostatnio laryngolog stwierdził, bo nie potrafiłem wyjąkać zwykłego „yyyy” z lusterkiem w gardle. Po prostu porażka.

Pandemonium u klasyków

Dlatego wziąłem się za czytanie klasyki. Wspominałem jakiś czas temu tutaj o Ruzie Zafonie, którego odkryłem po śmierci ( jego, nie mojej, aż tak perwersyjny nie jestem). Natknąłem się tam na tematykę pandemonium wojny domowej w Hiszpanii. Popchnęło mnie to łagodnie w kierunku Hemingwaya. Przypomniałem sobie „Komu bije dzwon”, a teraz zaczytuję się „49 opowiadaniami”. Autor „Pożegnania z bronią”, (nawiasem mówiąc ma ktoś pożyczyć, bo w bibliotekach się nie natknąłem) odebrał sobie życie w wieku 61 lat. Zafon dożył 65. Z tego wniosek, że lepiej za temat rebelii frankistowskiej lepiej się nie brać.

Oczywiście to autorzy zupełnie odmiennych gatunków literackich. Hemingway swoje pisarstwo opiera na przeżyciach osobistych, a w jego dialogach jest coś, co każe się zastanowić czy nasze pełne materialnego dostatku życia ma jakiś cel. Zresztą dla obydwóch pisarzy temat śmierci jest motywem wiodącym. W słynnym opowiadaniu „Śniegi Kilimandżaro” granicę egzystencji i śmierci przekracza się z błahego powodu. Ot, niezdezynfekowane skaleczenie powoduje gangrenę. A co to oznacza w sercu Afryki poza cywilizacją nie muszę tłumaczyć. Myślę, że proza Hemingwaya to świetny, chociaż niezamierzony komentarz do czasów, w których znaleźliśmy się teraz.

Jakoś nie mogę przekonać się do literatury ostatnich lat. Szczególnie rodzimej. Brakuje mi w niej przede wszystkim umiejętności opisywania przeżyć. Niby słowa są poukładane jak trzeba, ale mnie to zupełnie nie jara. Dlatego sięgam do klasyków, bo czuję w nich jakieś pokrewne soki, które i we mnie krążą.

Miałem jeszcze napisać o „Próbie orkiestry” Felliniego. Bo też film zrobił na mnie wrażenie. I, co ciekawe, jako świetny film rozrywkowy, który bez moralizatorstwa pokazuje śmieszności ludzi i systemów. Ale co tam się będę wysilał. Zobaczcie sami. Naprawdę warto. Najlepsza szczepionka na bolączki pandemonium . O, sorry – pandemii!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę