OFIARA
O listopadzie! Liści kacie,
który mą duszę gnębisz mrokiem.
Słowo! Ostatnie oddam gacie,
by przyszły rok był lepszym rokiem.
By narodowców wściekła zgraja
przestała bawić się racami.
By mróz im w styczniu tak ściął jaja,
żeby nakryli się nogami.
I byś Ty Boże, co się Dziwisz,
że na tej ziemi fałsz i ruja,
zrobił swej trzódce w końcu kipisz,
wytrzebił ją z każdego… zbója.
CUD
Cóż.
Za oknem trwa listopad dżdżysty.
Choć ciepły jak na porę roku.
Z kąpieli pian wychodzę czysty
Covida bojąc się amoku.
I mimo żem jest zdrów jak ryba,
to na mnie, maleńkiego pionka
spada – za łaską niebios chyba,
przeciw zarazy złu – szczepionka.
Za sprawą to ministra zdrowia,
który wciąż nie śpi dnie i ranki?
Czy może laborantów mrowia
oskrzydlających Covid z flanki.
ZEMSTA
Jedno jest pewne – żem miernota,
który nic nie wart w państwie prawa.
Mniej znaczę ja od Arcykota,
więc wkrótce czeka mnie naprawa.
Bo bierze ich na mnie cholera,
że myśl wyrazić składnie umiem.
Najpewniej zrobią mi Orwella!
Zechcą namieszać znów w rozumie.
I zrobią z niego kaszkę mannę
kłamstw zapuszczając weń legiony.
Aż wieczór ujrzę zorze ranne,
pawia na drzewie zamiast wrony.
CODA
Litości! Listopadzie drogi,
bądź sprzymierzeńcem moich myśli.
Wymieć to szambo za me progi.
Niech wiatr z zarazy dom oczyści.
Ha, bardzo dobre. Dzięki ? Pozdrawiam.
Dziękuję Ewcia. Mnie, zupełnie wyjatkowo, się też podoba ?.
Jak to dobrze, ze Wieszcz grzeszy skromnością. Wierna wielbicielka?
Jak to mówią: jestem mądry, ale za to skromny :). Dziękuję WW.