Przeglądając ostatnio historię cywilizacji natknąłem się na notkę, że mój blog, jeszcze jako „Blogistan”, wystartował 11 lat temu. Ale tak naprawdę w miarę regularnie publikowałem swoje teksty od 17 stycznia 2011 roku.
Dało mi to okazję do wypicia urodzinowego kieliszka aroniówki i zadumania się nad czasu szalonym upływem. Żeby chociaż troszku – jak mawiają Krakusy – zwolnić jego bieg, zacytuję felieton zupełnie bez sensu zatytułowany:
Nowa twarz Face Booka
Pomimo wgryzienia się w treść, zupełnie nie mogę skojarzyć myśli, która przyświecała tak wyszukanemu równoważnikowi zdania. Ot, autor chciał popisać się oryginalnością formy! Ciekawe, że sporo uwag z postu jest aktualnych do dzisiaj, w tym te dotyczące Stanisława Dziwisza. Stwierdziłem to z dużym ukontentowaniem, gdyż nie spodziewałem się, iż ponadczasowość jest mocną stroną mojej pisaniny. I, jak wynika z poprzedniego zdania: autoreklama połączona z megalomanią :).
Dość ględzenia, przejdźmy do postu z 17 stycznia 2011 roku:
„Stwierdzenie, że książki żyją własnym życiem jest mało odkrywcze...
A jednak znowu trafiłem na smaczek z mojej niedawno odzyskanej z pudeł biblioteki. Pomyślałem sobie, że skoro JP II ma zostać beatyfikowany, to warto co nieco o Kurii Rzymskiej poczytać. Automatycznie nasuwa się google, ale nie, przecież mam „Spiżową Bramę” Tadeusza Brezy. Kiedyś w czasach prehistorycznych czytałem tą książkę. Ale to jeszcze za komuny. Trochę się obawiałem, że to nachalna propaganda. Rzecz pisana w latach 56-59 ubiegłego stulecia ( ależ to brzmi !!!) przez Tadeusza Brezę. Wiedziałem o nim tyle, że napisał jeszcze „Urząd” ( niegdyś lektura”) i „Ucztę Baltazara”, którą filmowcy skopali do imentu.
Nawet krążył wierszyk o twórcach adaptacji: „Nie sztuka ucztować, uczta się filmować”. A górnik o imieniu Baltazar, który zobaczył afisz z filmem, skwitował tytuł krótko: „Sami się uczta!”. Takie to anegdoty wokół poważnego tematu krążyły. Postanowiłem przypomnieć sobie kim jest autor, głównie w celu dania ewentualnego odporu teściowi, który na dźwięk nazwiska Szymborska wyburczał: pisała wiersze o Stalinie. Wicie, rozumiecie, taki ciemny ten Komitet Noblowski, nie poznał się kto zacz.
Tu pozwalam sobie wtrącić współczesny odnośnik do mojego wierszyka o literackim Noblu dla Olgi Tokarczuk. Dodam jeszcze, że Teść odszedł już z tego świata i mimo różnic, które nas dzieliły, darzę go pełnym szacunkiem za to, czego w życiu dokonał.

Wracając do „Spiżowej Bramy”, ze zdumieniem przeczytałem, że Breza urodzony w 1905 roku na Ukrainie, studiował prawo, otarł się o benedyktyński nowicjat, by w końcu wylądować na filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. A po wojnie był w Rzymie attache kulturalnym, wtedy też robił notatki, z których powstała książka.
A dlaczego książka żyje swoim życiem?
Bo Breza napisał w niej ciekawe słowa: „Tak samo jak każda rzecz, której się tknął Midas, stawała się złota, podobnie każda osoba naznaczona na coś przy osobie papieża, od razu urasta i fioletowieje.” I tak sobie pomyślałem, że pisarz, który zmarł w 1970 roku, jakimś dziwnym trafem przewidział karierę kardynała Dziwisza, który dostąpił zaszczytów właśnie w aureoli papieskiego sekretarza. A moim skromnym zdaniem gospodarz Pałacu Biskupiego przy Franciszkańskiej dość blado wypada na tle innych hierarchów krakowskiej diecezji. Osobiście zetknąłem się z Janem Zającem i uważam go za bardzo sympatycznego, rzeczowego biskupa. Także o Nyczu słyszałem wiele dobrego.
Co do książki, miłym zaskoczeniem jest fakt, że praktycznie nie znalazłem w ideologicznych ataków na religie, czy papiestwo. Ciekawe, jakie mechanizmy spowodowały wydanie tej książki w rządzonej przez ateistów Polsce.
Na marginesie kapitalnie czyta się wplecione w treść eseje o sztuce Tycjana, czy Veronese… Nabieram przy nich apetytu na odwiedzanie włoskich i francuskich galerii sztuki…
Pomyślałem sobie przy tym jak krótki żywot mają różne gadżety, którymi się otaczamy. Rok, dwa i pojawiają się nowe. A tu pięćdziesięcioletnia przyjaciółka w eleganckiej płóciennej oprawie trzyma się prawie jak Miss Universum.
Jak mawiali starożytni: „Czytajcie a znajdziecie”.
Post Scriptum: do grona biskupów wartych pochwalenia dodaję Grzegorza Rysia. A galerie sztuki? Cóż, muszą jeszcze na mnie chwilkę poczekać…