Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Smart Home czyli życie na krawędzi

Smart Home czyli życie na krawędzi

Smart home nieodmiennie kojarzy mi się ze sztuczną inteligencją. Po raz pierwszy zetknąłem się z nią tuż po urodzeniu, gdy niania nieopatrznie pokazała mi lusterko. Zobaczyłem w nim pucołowatego osobnika z fantazyjnie zakręconym lokiem nad czołem. Już wtedy czyniłem wysiłki, aby otoczenie dostrzegło we mnie ogrom intelektualnego potencjału. Jak się mogę tylko domyślać, grono ciotek i wujków pochylało się nade mną, doszukując się chociażby śladu zdrowego rozsądku. Rodzinne oczekiwania, pielęgnowane przez lata, spełzły na niczym.

Ani kolor kupki, ani układ płatów mózgowych nie wskazywały, iż wyrosnę na filozofa, pisarza lub choćby przyzwoitego kierowcę autobusu. Nawet, gdy wspomniany tutaj Dziadek Wawrzek mówił do mnie: „Leż i śpij!”, odpowiadałem butnie: „Ani leżał nie będę, ani spał nie będę”. Od pacholęctwa charakteryzował mnie zatem ośli upór, właściwy naturom nieskomplikowanym. Wszystko więc zapowiadało, że jedynym ratunkiem będzie pojawienie się sztucznej inteligencji, która wspomoże moje wysiłki zdobycia intelektualnego Parnasu.

Smart home – pierwsze próby

Mogę śmiało napisać, że smart home w moim wykonaniu razczkował dzięki grze w ping-ponga z tak zwanym komputerem. Otóż z braku przeciwnika przystawiałem stół do ściany, układałem jakieś pudełka imitujące siatkę i namiętnie oddawałem się samotnej grze. Ten rodzaj rozrywki nie budził zachwytu mojej Mamy, gdyż powodował obicie ściany i pola gry. Zdarzało się też, że zamieniałem mieszkanie w welodrom. Trasa biegła z kuchni, poprzez pokój przechodni do sypialni. Liczne ślady opon na parkiecie również budziły sprzeciw mojej konserwatywnej Rodzicielki.Poza tym przejawami ekscentryczności wyłączenie światła, telewizora i spuszczenie wody w kiblu nadal odbywało się tradycyjnymi metodami. No może drobny epizod z sąsiadem, który opisałem tutaj nadał naszemu domowi charakter domu grozy jak z Hitchocka.

Zarządzanie domem i zmaganie się z jego złośliwymi przymiotami budzi we mnie lęk. O tym samym pisze Woody Allen w autobiografii, którą skończyłem niedawno czytać. Chciałem coś o tej książce napisać, ale to zadanie równe próbie przytoczenia z pamięci wszystkich haseł z trzynastotomowej Encyklopedii Powszechnej PWN. Którą, nawiasem mówiąc, można uznać jako wczesnogomułkowskiego prekursora smart home… Reżyser przytacza takie ilości nazwisk i faktów ze swojego życia, że tylko lektura z notesem lub dyktafonem może zapewnić wsparcie mojej dziurawej pamięci. Ale pisze też, że kompletnie nie radził sobie z bardziej skomplikowanymi przedmiotami codziennego uzytku. Budziły w nim strach i odrazę!

Smart home czy smartwienia?

U mnie może nie jest tak źle. Od czasu do czasu coś naprawię, ale gdy spytacie mojej Żony, to bez cienia złośliwości powie Wam, że bilans jest na moja niekorzyść. Co prawda udało mi się przy pomocy dodatkowych routerów skonfigurować działającą sieć wi-fi, ale natychmiast po tym sukcesie dałem kilka plam. Dosłownie i w przenośni. Mianowicie wczoraj niosłem kubek z herbatą, potknąłem się w ciemnościach i zalałem pół ściany na klatce schodowej. W pierwszym odruch chciałem zrobić bliźniaczy zaciek vis a vis, by plamy wyglądały na celowe artystycznie działanie. Ale moje zdolności malarskie raczej nie są w cenie, więc odpuściłem.

Nieco wcześniej, podczas mycia łazienki udało mi się stłuc klosz od kinkietu. Jeszcze większym osiągnieciem było wejście na środek ceramicznej deski klozetowej. Błyskawicznie dała dowód na istnienie zmęczenia materiału i rozpadła się pod moim niewielkim ciężarem na kilkadziesiąt kawałków.

Nie trzeba być zatem futurologiem, żeby przewidzieć, że możliwości smart home skończą się dla mojej rodziny tragicznie. Naciśniecie przeze mnie niewłaściwego guzika w aplikacji w najlepszym wypadku spowoduje zaparzenie kawy z płatków owsianych, a w najgorszym wielomiesięczną podróż na Marsa…

Jedyna nadzieja, iż na Czerwonej Planecie istnieje jakowaś inteligencja bardziej rozwinięta od mojej.

W przeciwnym razie czekają nas same SMARTWIENIA!!!

2 komentarze do “Smart Home czyli życie na krawędzi

  1. Nie zgadzam się z moim Szanownym Przedmówcą, bowiem jako Przyjaciel mego skromnego mieszkania wielokrotnie i na różne sposoby używał swej inteligencji w celu ulepszenia i poprawienia jakości życia mego z ogromnym i pozytywnym skutkiem bez najmniejszej szkody dla rzeczy Mu powierzanych ( włącznie z psem- czyli żywym stworzeniem..). Przypuszczam więc, że nasz Ulubiony Wieszcz próbuje kokietować czytelnika..skutecznie zresztą..W.W.

    1. Widocznie „na wyjeździe” idzie mi lepiej :). Zatem bardzo dziękuję za przypomnienie sukcesów i nadal będę próbował niczego nie zepsuć :).

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę