Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Dodaj tytuł

Dodaj tytuł

Gdy zaczynam pisać felieton, wordpress, czyli mój blogowy gospodarz, wyświetla informację: „dodaj tytuł”. I w tym momencie zniechęcam do pisania tak dalece, że nie tylko nie mam ochoty uzupełniać tytułu, ale w ogóle dodawania czegokolwiek mi się odniechciewa. Wstaje wtedy z ulgą od komputera, i rozwalam się na kanapie. Dziwnym trafem na ławie rozwala się pilot TV. Korzystam z okazji i przeczesuję kanały. I tu czeka mnie moc atrakcji. Bo otóż oprócz poczciwego, tradycyjnego programu dostaję możliwość zbadania drugiego dna danej stacji. Czyli korzystania z dobrodziejstw telewizji hybrydowej. Mogę ponaciskać na pilocie kolorowe guziki, żeby włączać różne opcje. Nie znalazłem jednak guzika, który przenosi mnie do stołu z ruletką, albo przynajmniej pozwoli uścisnąć dłonie jednorękiego bandyty. Jedynie serwis „oponeo” nachalnie wciskał mi gumy na różnego rodzaju okazje. Dziękuję, postoję!

Jak na pewno się orientujecie, teraz większość rzeczy jest hybrydowych. Samochody, nauczanie, a w służbie zdrowia też hybryda. Wiem, bo moja żona prawie codziennie marznie obsługując skomplikowane urządzenie do diagnostyki obrazowej. Mimo, że współtworzyliśmy na ten temat konspekty do pracy zdalnej, nie podejmuję się w klarowny sposób odkryć tajników wspomnianej hybrydy. Jeśli będą chętni zorganizujemy na ten temat warsztaty, bo to też popularny ostatnio sposób spędzania czasu przed ekranem.

A propos ekran!

Siedzę przed odbiornikiem i dochodzę do wniosku, że moje rozczarowanie jest również hybrydowe. Dlaczego? Ano z powodu beznadziejnego programu serwowanego przez media z każdej strony sceny politycznej. Transmisje z nabożeństw wszystkich możliwych religii przeplatają się z gadającymi głowami, a te z kolei przenikają z programami reality show wszelkiego autoramentu. Najwcześniej godzinę przed północą można trafić na jakąś sensowną klasykę z końca lat pięćdziesiątych. Z normalnym scenariuszem i aktorami.

Zatem z ulgą wyłączam publikatory,

czyli środki masowego przekazu. Myślę, że ostatnie słowo jest zupełnie na wyraz, bo treści pitraszone obecnie w redakcjach sensownego przekazu zawierają niewiele. Rozwalam się ostatecznie w łóżku, w którym rozrywkę zapewniają mi… Nie, nie, jeśli liczycie z mojej strony na jakiś pikantny przekaz, to grubo się mylicie. A nawet mylicie się hybrydowo. Bo oto zza ściany dobiegają głośne rozmowy sąsiadów, którzy około północy przypomnieli sobie o konieczności kąpieli, po której omawiają ostatnie wydarzenia przygotowując w kuchence mikrofalowej spóźnioną kolację. Zresztą czort ich tam wie! Może to ma być przedwczesne śniadanie. Na domiar złego jedna sąsiadka ma głos, którego częstotliwości nie znalazłem w żadnym podręczniku fizyki. W dodatku wzmocnienie ma ustawione w okolicy końca skali…

Gdy milkną głosy wymytych i doinformowanych lokatorów oddycham z ulgą a następnie uświadamiam sobie, iż właśnie nadeszła pora kłopotów z bezsennością (piszę o niej tutaj). Próby jej zwalczenia przy pomocy zaordynowanego zdalnie leku nasennego zakończyły się atakiem narkotycznych snów. Cud prawdziwy, że nie obudziłem się w skórze jakiegoś monstrualnego, włochatego pająka. Albo, co gorzej, którejś z postaci „Królowych życia”, subtelnego reality show o Polakach w Ziemi Obiecanej za oceanem.

Żeby przypadkiem nie urazić delikatnych sąsiadów, w akcie bezsennej rozpaczy zakładam słuchawki i odtwarzam hipnotyczny poradnik o wymyślaniu tytułów, które dają gwarancję tysięcy kliknięć.

I wtedy przypomniał mi się tytuł z „Echa Krakowa”, lokalnej popołudniówki, sprzed bodaj 50 lat:

„Urwało mu rękę, a mówią, że nie inwalida”

A może jednak inwalida, ale… hybrydowy?

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę