Cóż, koniec stycznia bliski.
Za oknem szaro oraz ciapa.
Pies znów wylizał wszystko z miski.
A kot dzień przespał – taki gapa!
Czuć w kościach zimy tej deficyt,
śniegu w Krakowie na lekarstwo.
Nawet mi nie chce się jeść pizzy.
A w „Wiadomościach” wielkie łgarstwo.
Zamykam się wciąż bardziej w sobie,
by znaleźć trochę zalet u mnie…
Nadziei wielkich ju ż nie robię,
choć pono ć człowiek to brzmi dumnie.
Lecz tu się wkrada optymizmu,
nie wiedzieć skąd, radosna nuta.
Gubiąc podręcznik do taszyzmu,
znalazłem za książkami buta.
But się jesienią zawieruszył,
między Conradem gdzieś a Proustem.
Przez brak ten, w udręczonej duszy
płynęły dni potwornie puste.
Mimo, że bliski stycznia koniec,
za progiem już się czai luty.
Radość Wam niosę – szczęścia goniec.
Ciesząc obuwiem się bez buty!