Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Erotyk

Erotyk

Napisałem erotyk. Erotyk dobrze komponuje się ze słowem „sklerotyk”. Czas najwyższy napisać, póki jeszcze coś pamietam. Skleroza postępuje, a sił witalnych ubywa. Erotyk ma bardziej charakter wspomnieniowy niż reportażowy…
Ponieważ zamierzam zadbać o zachowanie mojej spuścizny, postanowiłem zainteresować media moim pomysłem. Pierwsze kroki skierowałem do Telewizji.

Telewizja po krótkim namyśle odpowiedziała, ze promocją erotyku nie jest zainteresowana, ponieważ i tak jest już, excusez le mot – do dupy. Dodała jeszcze, że mnożenie treści zmysłowych nie mieści się w aktualnej polityce programowej. Tym bardziej, że jest już „W tyle wizji”, które jest przedstawicielem umysłowej pornografii. Pomyślałem sobie – trudno. Spróbuję w prasie.
Do „Wyborczej” wysłałem maila o treści:
„Droga Gazeto, jestem zdolnym, dobrze zapowiadającym się twórcą, który do tej pory zajmował się głównie satyrą. Przyszedł czas pomyśleć poważnie o życiu i zaprezentować się jakimś wyszukanym gatunkiem”.
W dalszej części maila zapewniłem Gazetę, że nie pożałuje swojego wsparcia i po opublikowaniu erotyku zwiększy nakład. Ponieważ Gazeta nie zająknęła się z odpowiedzią, domyśliłem się, że ma na głowie ważniejsze sprawy. Rozgoryczony, wrzuciłem archiwalny numer do kanalizacji.

Ponieważ organ opozycji zlekceważył mój erotyk,

mimo głebokiej odrazy do samego siebie, udałem się do Gdyni, na ulicę Legionów 126, gdzie mieści się siedziba Fratrii – wydawcy „Sieci”. Najpierw portier sprawdził moje świadectwo chrztu i bierzmowania, a następnie dyskretnie zaglądnął w spodnie. Trochę mnie to zdziwiło, bo Redakcja promuje wartości heteroseksualne, a tu facet bezczelnie grzebie mi w portkach!
Zgubiłem cały mój animusz, wsiadłem w Pendolino i popędziłem wprost do krakowskiej Kurii, gdzie spodziewałem się audiencji. Pomny doświadczeń znad morza, zawczasu przygotowałem stosowne zdjęcie oraz pokazowy egzemplarz gazetki parafialnej, z którą miałem przyjemność współpracować zupełnie nietajnie. Tym razem odźwierny nie robił mi trudności, ale utknąłem w sekretariacie. Obiecano mi wprawdzie, że sprawę popchną wyżej, ale wydaje mi się, że oni tam bardzo skorzy do popychania nie są, a popychaczy czym prędzej odstawiają na boczny tor… Pomyślałem, że mają tu kopalnie tematów do erotyków.

Co było robić. Pozostało mi jeszcze radio albo Speakers Corner w londyńskim Hyde Parku. Ale tutaj szanse również miałem niewielkie od czasu, gdy wraz z kolegą miotaliśmy polskie przekleństwa nad naszymi ciągle psującymi się rowerami, które przytaszczyliśmy promem ze Świnoujścia. Nawet tolerancyjni anglosasi patrzyli na nas z dezaprobatą, a przecież Speakers Corner to miejsce świętej wolności słowa.

Może w radiu pójdzie mi lepiej,

raz, że mnie nie widać, a dwa, że już puścili coś tu i tam. Czyli, można powiedzieć śmiało, że jestem autorem zapoznanym. Jednak nie na tyle zapoznanym, aby zechcieli otworzyć antenę dla moich poetyckich z(a)mysłów. Radio, ustosunkowując się do mojej prośby, oddzwoniło z informacją, że nie widzi słuchacza, i nie może zagwarantować prawidłowego procesu przeżywania mojego erotyku.

Oburzony, tym razem ja wypiąłem się na Radio. Zacząłem je regularnie zagłuszać, śpiewając przy goleniu przekornie „O! Radio Mio”. Natychmiast przybiegli sąsiedzi z pretensjami i podsunęli kilka cichych piosenek w języku migowym.

Zdruzgotany, postanowiłem rzucić erotyk jako gatunek. Jedyny wyjątek możecie przeczytać tutaj.

Zabieram się za psalmy. Pewniejszy chleb, a przy okazji zbawienie od kopa!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę