Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Chleba bez igrzysk

Chleba bez igrzysk

Transmisji sportowych, włączając Igrzyska Olimpijskie, nie oglądam już od dobrych kilkunastu lat. I to wcale nie dlatego, że zerwałem ze sportem amatorskim i pogrążyłem się w rozważaniach ontologicznych. Muszę oczywista dodać „onatologicznych”, żeby płeć żeńska nie poczuła się dyskryminowana. Inna sprawa, że trochę mnie bawi ten językowo-emancypacyjny szał. Te różne gościnie, profesory i lekary… Bo o ile lingwiści z powodzeniem próbują zasypać przepaść semantycznej niesprawiedliwości, to mizoginizm szarego dnia codziennego kwitnie w najlepsze. Przykładem mój niewymieniony z imienia i nazwiska znajomy, który darzy niewiasty głęboką niechęcią. Nie może zrozumieć ich kłopotów z obsługą smartfona, rozróżnieniem kontrolek na tablicy rozdzielczej samochodu, czy wreszcie braku orientacji w terenie. Dodam, że szwagier jest singlem przed 50., co może świadczyć o całkowitym deficycie doświadczeń z poligonu zwanego przez niektórych małżeństwem. Inna sprawa, że w rodzinach wielodzietnych też nie zawsze dzieje się najlepiej, o czym pisałem w tym felietonie.

Ale wszakże nie o szwagrze miałem pisać!
Pierwsze udokumentowane Igrzyska Olimpijskie

jak podaje niezastąpiona Wikipedia, odbyły się w 776 roku przed naszą erą. Mam wrażenie, że jedyny wspólny mianownik ze współczesnymi to częstotliwość odbywania się.
Bo np.: „Pierwszym etapem uroczystości, jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk, było złożenie przysięgi przed posągiem Zeusa. Mięso dzika cięto na kawałki, rozsypywano albo rozkładano przed posągiem i każdy uczestnik, wraz z ojcem i swymi braćmi składał przysięgę, że nie dopuści się żadnego oszustwa na zawodach, co potwierdzał drugą przysięgą, w której mówił, że ściśle przykładał się do ćwiczeń przez poprzednie 10 miesięcy.
Normalnie Coubertin by się uśmiał. Oczywiście nie z cięcia dzika, ale wyrzeczenia się oszustwa. I wcale nie twierdzę, że to norma, ale chęć zdobycia medalu motywuje do większych i mniejszych grzeszków. A już zupełnym wynaturzeniem jest obecność substancji dopingowych u 15. letniej łyżwiarki z państwa o egzotycznej nazwie Rosyjski Komitet Olimpijski. To znowu sposób, żeby rozwodnić słusznie nałożone na putinowski reżim sankcje. Bo jeśli MKOL dopuszcza Rosjan do udziału w Olimpiadzie, to tym samym legitymizuje poczynania Kremla i utwierdza obywateli rosyjskich w przekonaniu, że całemu światu można zagrać na nosie.

To ja się teraz pytam, czy w wypadku ewentualnego ataku na Ukrainę nie powinno się mówić: agresja Międzypokoleniowego Klubu Miłośników Chóru imienia Aleksandrowa? Już dawno doszedłem do wniosku, że umiejętność manipulacji ma o wiele większą wartość, niż jakiekolwiek próby przemocy. Mówi się na to teraz „wojna hybrydowa” używając modnego ostatnio przymiotnika….

Udział czystego sportu w sporcie zmniejsza się z każdym rokiem.

Lwia jego część to biznes, który jak wiadomo z fair play ma niewiele wspólnego. Presja sponsorów na wyniki powoduje, że naciskani chwytają się wszelkich sposobów, żeby zdoby ć, trzymając się starożytnej terminologii, wieniec laurowy. Który w przypadku skutków dopingu może zamienić się w wieniec cmentarny. A w tym roku działania Chi ńczyków, którzy poprzez Covid mogli w dowolny sposób eliminować niewygodną dla siebie konkurencję, przeszły wszelkie granice!

Innym przykładem jest organizowanie wielkich zawodów w krajach „naftowych”. Mistrzostwa świata w Dausze w 2016 roku, to najlepszy przykład bezmyślnego dyktatu pieniądza w Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Pisała o tym „Rzeczpospolita” w tym artykule. Kolarze nie są jedynymi ofiarami takiego trendu w świecie sportu. W listopadzie w Katarze, którego stać na korumpowanie działaczy na wielką skalę, zagości piłkarskie mistrzostwa świata. Są ludzie, których fascynują metropolie półwyspu arabskiego. Dla mnie są to odczłowieczone, bezduszne twory nieuzasadnionego wkładem pracy przepychu i pół niewolniczych stosunków społecznych.

Jeszcze akcent humorystyczny, luźno związany ze sportem, tym razem z ogródka TVP. Otóż w filmie o Stanisławie Marusarzu, którego osobiście miała zaszczyt znać moja Mama, jest scena, w której ten wybitny skoczek wraz z siostrą Heleną przekradają się przez granicę. I tu chyba słowo „przekradają się” nie jest adekwatne. Bowiem idąc przez regle, Helenka zawadiacko podśpiewuje sobie „Słonecko juz zasło za górami”, nie zważając na niebezpieczeń stwo niemieckich patroli (19’30”). A zaraz potem jak Stosek ucieko, to sie ino kurzi. Niemcy przewracają się jak nowicjusze. A dodam, że byli to wytrawni żołnierze z formacji strzelców alpejskich!

Znakiem tego nie tylko sportu, ale i filmów o sportowcach nie będę już oglądał.
Gloria victis!

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę