„Ty kozubalcu jeden!”
Wykrzyknął do mnie przypadkowo spotkany na ulicy, lekko i niedbale odziany przechodzień. Zdziwiłem się. Po pierwsze dlatego, że z reguły słowo, które zaczyna się na literę „k”, zgoła inne ma zakończenie. Przyjąłem to jako afront i jawnie antypolskie wystąpienie. Żeby w miejsce sympatycznej „kurwy”, cisnąć we mnie takim dziwolągiem.
Po drugie, okazało się, iż mój zasób słów jednak zawiera spore braki, z czego do tej pory nie zdawałem sobie w pełni sprawy. Szybko zorientowałem się, że wymierzona we mnie inwektywa sięgnęła celu. Trudno było dociec, czy terrorysta świadomie zastawił na mnie lingwistyczną pułapkę, aby wzbudzić poczucie braku intelektualnej satysfakcji i narcystycznego spełnienia?
Czy jednakowoż atak miał znamiona incydentalnego i zupełnie przypadkowego ataku bezradnej histerii?
Trudno mi było zasięgnąć informacji u źródła,
gdyż napastnik jak szybko się pojawił, tak równie szybko zniknął. Przez moment nawet myślałem, że padłem ofiarą nieudolnej autoagresji, ale co jak co, sam siebie z pewnością kozubalcem bym nie nazwał.
Wzbierająca w pierwszej chwili złość, minęła mi po chwili. Poczułem do niego nawet coś w rodzaju sympatii, że akurat mnie obdarzył tym niezwykłym określeniem. Przecież mógł nim poczęstować kogoś znaczniejszego: jakiegoś posła lub przynajmniej radnego. Przecież to ludzie zasłużeni, przelewający swój pot dla kraju lub miasta. Obywatele, którzy nie bacząc na znój służby publicznej, uparcie trwają na posterunku! W dodatku narażając się na o wiele gorsze, niż zacytowane, słowa krytyki! Nie poszedł pod Belweder. Ani na Żoliborz. Nie zbładził pod pcimskie strzechy!!!
Wiecie – nawet się ucieszyłem, że to mnie spotkał ten afront. Człowieka biernego, który chowa się po kątach przed odpowiedzialnością za sprawy kraju. Bo przecież nie obchodzą mnie ani wierzby płaczące, ani brzozy śmiejące. Obojętny mi jest los i zdrowie Naczelnika i Podnaczelników. Uderzam się w piersi – częstokroć szydzę z nich i naśmiewam się. Nie dostrzegam poświęcenia całej rzeszy ludzi, którzy opuścili domowe, wygodne pielesze i nara żają się na trudy dla takiego kozubalca jak ja!
Wreszcie znalazł się ktoś, kto odważnie wytknął mi moją kunktatorską postawę, nie bacząc na ryzyko odwetu!!! Współczesny Leonidas, który samotrzeć, bez wsparcia 300 Spartan, odgryza się Kserksesowi konformizmu. Czyli mnie.
Ogłaszam niniejszym zbiórkę funduszy na budowę Pomnika Impulsywnego Spartanina, nieznanego dobroczyńcy ludzkości!
Jakem kozubalec.