Pienimy się nad jeziorem

Pienimy się nad jeziorem

Tym razem wzięliśmy na cel malownicze okolice jeziora Czorsztyńskiego.

Zaraz, zaraz? Malownicze? No, bez przesady! Trochę wody, parę hektarów lasów, jakieś ruiny zamczysk… Co w tym malowniczego? Czy koniecznie musimy odwiedzić osobiście te przereklamowane rejony małopolski.
Nie lepiej poszwędać się po Krupówkach, skoczyć na shopping czy w końcu cieszyć się netfliksowymi serialami.

W dodatku zachciało nam się penetrować tę okolicę na rolkach. Przecież łatwo o kontuzję, nie daj Boże zderzymy się z jakimś nieostrożnym rowerzystą albo potrącimy dzieciaka w nie dość dobrze oznakowanej przyczepce. A jak się odkręci któreś kółko? Przed sezonem letnim gotowe blizny na skórze!!!

Ucieszyłem się, że w końcu jakieś rozsądne myśli zaczęły mi przychodzić do głowy. Bo ileż można turlać się po Polsce i krajach ościennych, żeby w efekcie wracać z tych wypraw z poobcieranymi stopami i skórą spaloną dewizowym słońcem. Albo maraton w Berlinie, albo pielgrzymki rolkowe, albo karkołomne wyprawy przez Podhale. Że nie wspomnę o nadmorskich trasach ścieżkami rowerowymi. Kołobrzeg, Krokowa i jakieś lubuskie zadupia w okolicach Nowej Soli.

No, naprawdę…

Popatrzyliśmy sobie z żoną w oczy – to co? Pakujemy się.
I tyle było naszych rozterek.
Ponieważ trasa pod kątem rolek była dla nas kompletnie nieznana, a informacje w necie są niesłychanie skąpe, doszliśmy do wniosku, że na początek obadamy jedną stronę zalewu Czorsztyńskiego. Tę z pozoru łatwiejszą, czyli północną. Tym bardziej,  że na mostach na Białce i Dunajcu czyhają niespodzianki, o których napiszę później…

Fiacik-osiołek

Zwykle sam wybór miejsca startu nie nastręcza większych kłopotów, logistyka komplikuje się, gdy konieczne jest wyszukanie miejsca parkingowego. Najlepiej gratisowego. Naszemu osiołkowi spokojnie wystarcza skrawek pobocza, żeby spokojnie czekać na właścicieli. Często jednak miejsce postoku, które wybrałem obwarowane jest różnymi zakazami. Tak było i w tym przypadku. Musiałem o kilkadziesiąt metrów przesunąć parametry punktu „P”. O! Nie zdradzę szczegółów, dodam tylko, że zaparkowaliśmy w jednym z przysiółków wsi Maniowy. Tak, to ta słynna wieś, która w całości została przeniesiona w nowe miejsce.

Podczas wkładania rolek przejeżdżały koło nas nieliczne grupki rowerzystów. Napawało to optymizmem, że nasza nowa ziemia obiecana nie będzie bardzo przeludniona.

Wreszcie Start!

Widać, że asfalt świeży, co daje oczywiście komfort jazdy. Spory minus to drobne kamyczki, które dostają się na ścieżkę. Nawet przy większych kółkach – żona ma 100 mm – rodzi to poczucie sporego dyskomfortu i psuje przyjemność delektowania się krajobrazem.
No bo jednak mimo moich początkowych, przekornych uwag – widoki są, no po prostu zarąbiste. I ten śpiew ptaków! Podpływają też kaczuszki, ciekawe zachowania intruzów. Co jakiś czas ścieżka troszeczkę oddala się od jeziora, aby w dogodnym miejscu ominąć niewielki ciek wodny. Tutaj też ostrożnie – napotkaliśmy w asfalcie szczeliny poprzeczne, w których zaczęła już wyrastać trawa. Piszę o tych szczegółach, bo szczególnie przy dużym natężeniu ruchu moga one utrudniać sprawne i sybkie poruszanie się na rolkach.

Około 4 kilometrowy odcinek biegnie nad samym jeziorem i pozwala w pełni cieszyć się walorami okolicy. Można też dojrzeć fragment trasy Velo Dunajec, która zmierza z Falsztyna w kierunku Frydmana. Potem na długości około 2 km oddalamy się od brzegu, by powrócić do niego już do samego Czorsztyna.Ten fragment prowadzi tzw. drogą wewnętrzną, czyli spodziewajcie się niewielkiego ruchu kołowego. Ścieżka przebiega przeważnie poziomicą na wysokości 530 metrów, a maksymalna wysokość, którą osiąga to 560 w. npm.

Istotny dla rolkarzy moment następuje na około 13 km ( licząc od naszego startu).

Ścieżka rozwidla się – jeden jej odcinek prowadzi ostro pod górę na wprost, drugi skręca w dół pod kątem 90 stopni. W ciemno wybraliśmy drugi wariant – okazał sie łatwiejszy, mimo, że napotkaliśmy nardziej niż dotychczasowe wymagający podjazd i zjazd. Wersja „na wprost” jest krótsza, ale wymaga sporych umiejętności zjazdowych i zdecydowanie bardziej polecam ją rowerzystom.

To właśnie zjazd z tego trudniejszego wariantu.

Pełni emocji i watpliwości co do drogi powrotnej dotarliśmy w pobliże przystani, z której można dostać się na drugi brzeg jeziora – do Nidzicy. Dla rolkarzy przeprawa wodna to jedyna możliwość zamknięcia całej pętli, bowiem Pieniński Park Narodowy nie zgodził się na przeprowadzenie ścieżki rowerowej przez swój teren. Trochę się spieniliśmy, bo kto jak kto, ale rowerzyści nie zagrażają tak bardzo Pieninom jak ruch samochodowy. Ale widocznie dyrekcja ma lepsze rozeznanie…

Dlatego rowerzystom pozostaje przedostanie się przez zaporę w Sromowcach ruchliwymi drogami lub pójście w ślady rolkarzy. A wątpliwości pojawiły się, bo trasa na pierwszy rzut oka była trudniejsza niż oczekiwaliśmy. Byż może zresztą było to odczucie subiektywne, które wynikało z tego, że wcześniej odbyliśmy dość forsowną wycieczkę ścieżką nad reglami, a potem długi spacer wokół Zakopanego.

Po lewo Czorsztyn – po prawo Nidzicia

A jak wiadomo kryzys przychodzi z reguły trzeciego dnia!

Ponieważ udało nam się solidnie odpocząć na ławeczce, droga powrotna to była bułeczka z masłem. Pewnie dlatego, że już ją ugryźliśmy. Udało się nawet skręcić krótki film, który pobieżnie pokazuje uroki tej okolicy, nie zapominając o naszych osobistych :).

Trzyminutowa podróż do raju!!!

Podsumowanie

Całość zajęła nam około 4 godzin, przy czym „czystej” jazdy mieliśmy 2,5h. Przejechaliśmy 25 km – średnią obliczcie sobie sami, a przewyższenie wyniosło 186 metrów. Temperatura – około 25 st. C. nie dawała się we znaki ze względu na bliskość wody i w dużej części ocienioną trasę. Na trasie minęliśmy kilka przystani, jedną autochtonkę na rowerze z psem-biegaczem, kilkanaścioro rowerzystów w różnych konfiguracjach sprzętowych i ani jednej pokrewnej rolkarskiej duszy.

Naszym zdaniem wybranie się na Velo Czorsztyn, bo taka nieoficjalna nazwa przylgnęła do tej ścieżki, w wakacyjny weekend mija się z celem. Ścieżka nie jest zbyt szeroka, więc tłum może popsuć przyjemność zarówno z jazdy jak i podziwiania – jednak malowniczych, i to bardzo – widoków!

My postanowiliśmy wrócić tutaj we wrześniu, mając na uwadze fakt, że póki co mosty, które wymieniłem na początku są dopiero przystosowywane do odseparowanego ruchu rowerowo-pieszego. Dlatego postanowiliśmy zabrać ze sobą buty, żeby w razie czego przemknąć przez nie per pedes!

Tak czy siak kolejną rolkarską przygodę mamy za sobą., ale nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Czekajcie zatem na kolejne relacje!!!

Poniżej ślad trasy w serwisie Strava oraz galeryjka 🙂

https://www.strava.com/activities/7313966497

Leave a Reply

Powrót na górę