Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Szansa na chassé.

Szansa na chassé.

Zapisaliśmy się z żoną na kurs. Nie bardzo wiedzieliśmy na który się zapisać. Chodził nam po głowie narciarski czyli kursski. Został jednak z niewiadomych przyczyn odwołany. Zostaliśmy na lodzie.

Niemniej jednak kurs nadal chodził nam po głowach.

Kroju i szycia odpadał, bo ja mam kłopot z utrzymaniem w rękach nie tylko igły, ale czegokolwiek . Ostatnio zadrżała mi ręka i wylałem na świeżo pomalowaną ścianę kawę z fusami. Pozostawiłem malownicze, brązowe zacieki, Zastanawiam się czy nie poczęstować „fusiarą” Damy z Gronostajem. Podobno nie przepada za zupą pomidorową!

Co do żony, to odradziłem jej kurs szycia, gdyż co jakiś czas przeszywa mnie wzrokiem. Czyni to na przykład przy okazji odkładania przeze mnie okularów w miejsca absolutnie do tego nieprzeznaczone. Na przykład do lodówki. Być może dlatego, że w rewanżu za przeszywanie chcę małżonkę zmrozić spojrzeniem. A jako, że wzrok mam łagodny jak baranek, to schłodzenie okularów jest koniecznym warunkiem osiągnięcia zamierzonego efektu!

W akcie kursowej rozpaczy spojrzeliśmy na kalendarz. Of kurs! Niedługo karnawał i warto pomyśleć o potańcówkach. Najchętniej wybralibyśmy się na jakiś bal dla elit politycznych. Ale tutaj rozsądkiem wykazała się żona. Stwierdziła, że nie nauczymy się tak sprawnie wirować w prawo, jak czynią to elity. A jeżeli nawet, to zawróci się jej, (żonie, elicie się już dawno zawróciło), w głowie i będziemy musieli odkręcać w przeciwną. Czyli w lewo. I wtedy nas z balu wyproszą. Daliśmy zatem spokój wyższym sferom i zapisaliśmy się na kurs tańca użytkowego.

Taki dla przeciętnego Polaka, któremu nie urosła za bardzo stopa, a i w kroku jest za mały, żeby za zmianami na lepsze nadążyć.

Pozostała nadzieja, że zakwalifikujemy się do talent show! Największą atrakcją takich konkursów są wypowiedzi jurorów, liczymy więc, że nikt nie dostrzeże mankamentów naszej sztuki tanecznej. Przecież w końcu idzie o pokazanie jakim talentem krasomówczym dysponuje jury. Reszta to zaledwie cicha msza przy bocznym ołtarzu.

Kurs tańca bardzo nam się podobał. Do momentu jego rozpoczęcia.

Bo tam okazało się, że musimy naśladować instruktora. Wraz z nami pojawiło się na kursie 7 par nieświadomych desperatów, którzy również nie potrafili dobrać dla siebie właściwego kursu. Jedna pani założyła nawet czerwone szpilki, ale na polecenie instruktora musiała się ich pozbyć. Widocznie do szpilek trzeba dorosnąć. My na szczęście nie musieliśmy się niczego, oprócz kasy za kurs, pozbywać. No, przepraszam. Stopniowo pozbywaliśmy się złudzeń, że mamy talent do tańca z gwiazdami. Na początku nawet szło nam nieźle. Tylko ten początek był zdumiewająco krótki. Potem okazało się, że figur jest bardzo dużo i nie są wcale tak użyteczne, jak zapowiadała nazwa kursu.

Raz, dwa, cza cza cza. Raz, dwa, cza cza cza. Chassé było w porządku. I nam wystarczało. Ale nie! Instruktor się uparł. Obroty w lewo, w prawo, jakieś promenady jak u Musorgskiego. I to jeszcze w takt muzyki. Kto to słyszał. Przecież na sucho jest fajniej. O ile taniej by takie wesele bez muzyki kosztowało. Każdy buja się po swojemu, panowie spożywają bez stresu alkohole. Panie nie spożywają, bo zostały surowo przez narodowego guru w Ełku upomniane. Koniec z chlaniem. Mają się dobrze prowadzić i być kobietami wszechstronnymi, czyli Odrodzenia.

Natomiast taniec jest dopuszczalny, byle skutkował prokreacją.

Cha cha cha ?.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę