Sprzątałem dziś pod łóżkiem, klękając na kolanach.
I nagle coś poczułem. Pod ręką. Jakby granat!
E, nie. To niemożliwe. To musi być pomyłka.
Może to śmieć jest duży, pomidor albo piłka.
Wyciągam dłoń jak mogę, dotykam go i macam!
Może to sztuczna szczęka, zegarek, świetlna raca?
Mogła też moja Mruczka okocić się w tym kącie.
Byle to nie był głośnik! Mój Panie Boże Broń Cię!!!
Ktoś mi podrzucił świnię, bym strachu przeżył katusz?
Najpewniej ci z Urzędu, bom zelżył niegdyś Ratusz!
A może Żona z troski, kochany mój pomocnik,
wsunęła mi pod łóżko, żeliwny, stary nocnik?
Dylemat się nawarstwia, rośnie potworna groza.
Natrętna myśl jest taka, że to smoleńska brzoza.
Trudno jest mi odepchnąć obaw wisielczych natłok!
Mimo, że pesymizmem obarczam się dość rzadko.
By się odprężyć nieco, włączam pilotem radio.
I nagle wiadomości. I z ust lektora padło:
„Obywatele! Błagam! Wyłączcie swe blutufy.
bo z niewiadomych przyczyn wszystkie dostały lufy!!!
I ta niezwykła armia z sekundą każdą rośnie.
Wiec wy wyrzućcie lepiej z blutufem trefny głośnik.
A gdy zechcecie kiedyś, by grała znów muzyka,
to jedno Wam doradzę – szukajcie granatnika!!!„