To najbardziej karpia złości,
że się nim częstuje gości.
Nie przejmując się szczegółem,
że co nieco trąci mułem.
Ten i ów się z ośćmi szarpie,
nucąc: niech nam żyją karpie!
Ryba skromnie na talerzu
nasłuchuje i w hołd wierzy!
Zanim jednak karp na stole,
jeszcze barszczyk na rosole.
Nie potrzebna żadna wróżka,
By odgadnąć: w barszczu – uszka.
Uszek pierwszym jest zadaniem,
by się wstydzić za gadanie,
które się nad nimi toczy.
Mówiąc sobie prawdę w oczy!
Ten i ów do jadłospisu
włącza niechęć swą do PISu.
Inny znów, gdy żuje uszka,
dławiąc się, obraża Tuska!
Karp by chciał złagodzić nieco
inwektywy, które lecą.
By osłabła słów ekstrema.
Cóż, lecz ryba głosu nie ma.
Myśli sobie tylko zatem:
„człowiek człowiekowi bratem”.
I podobnie, jak ja na dnie,
lubi się potaplać w bagnie!
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!