Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Kaparki czy jakoś tak

Kaparki czy jakoś tak

Od pewnego czasu chodziła mi po głowie myśl, żeby się pochwalić. Nie było to proste, ponieważ w polityce się nie sprawdziłem, w balecie szło mi również średnio, a nagrody literackie wciąż czekają na mój późny debiut. Przypominam, jak podczas eliminacji Festiwalu Piosenki Studenckiej produkował się podstarzały, brodaty student koło trzydziestki. Komisja zaintrygowana jego statusem edukacyjnym zapytała, na którym roku jest aktualnie. Na piątym – odparł bez wahania. „A który rok jesteś na tym piątym? Też piąty?” – rzucił ktoś przytomnie z publiczności. 

Mnie się udało skończyć studia jakiś czas temu, również ze sporym opóźnieniem, o czym piszę w felietonie: „Dla przyjaciół jestem megi” .
Bodaj dwa lata temu próbowałem siłą wedrzeć się na literacki Parnas, skuszony konkursem ogłoszonym na Facebooku przez Instytut Literatury. Wysłałem im plik z moimi wierszykami i fraszkami, których część już znacie dzięki blogowi. Poniewczasie zorientowałem się, że niekoniecznie chrześcijańska, a na pewno antyrządowa twórczość pogrążyła mnie już w blokach startowych. Przyczyna – Instytut w dużej mierze dotowany jest przez Ministerstwo Kultury. Cóż, wśród członków Rady Programowej, pracowników i autorów przeważają konserwatyści. A ze mnie taki konserwatysta, jak   z mojego ogrodowego kreta astronom…

Przebolałem jakoś brak laurów i po głębokim przemyśleniu postanowiłem wziąć się za siebie. Ponieważ funkcjonowanie polskiej służby zdrowia przypomina film puszczany w zwolnionym tempie, podjąłem leczenie jeszcze zanim na dobre zacząłem chorować. W lutym 2022 zarezerwowałem sobie termin u naczyniowca, zaś w maju zapisałem się do urologa. Nie miałem powodów do narzekań – obydwaj lekarze przyjęli mnie w tym samym roku. Urolog w listopadzie, zaś specjalista chorób naczyń w grudniu, i to dwa dni przed wyznaczoną datą. 

No, może trochę bujam, że jestem całkiem zdrowy. 

Marzną mi dłonie. Szczególnie zimą. Jeszcze przed wizytą w odpowiedniej przychodni żartowaliśmy z żoną, że najlepszym rozwiązaniem będzie umówienie mnie na kolejny termin w lecie, tak żebym już na wspomnianą dolegliwość przestał się skarżyć. W dniu wizyty zaopatrzyłem się w komplet badań i do pobrania krwi zgłosiłem się na czczo. Odpowiednimi przyrządami pomierzono mi ciśnienie kończyn górnych i dolnych, ukłuto żyłę i utoczono stosowną ilość krwi. 

Po mniej więcej dwóch godzinach został wywołany mój numerek i oto stanąłem oko w oko z naczyniowcem. Zapytał co mi dolega, wcześniej zerknął na skierowanie, z którego wynikało, że mam miażdżycę. Cholera – pomyślałem. Nie jest dobrze! Z drugiej jednak strony człowiekiem chorszym na coś więcej niż lodowate dłonie zajmą się szczególnie troskliwie.

Kiedy w geście służalczego lizusostwa próbowałem panu doktorowi podsunąć zrobione wcześniej wyniki badań, bardzo się obruszył. „Co Pan myśli, że ja się dowiem z nich co Panu dolega? Zrobimy Panu kapilaroskopię i wtedy zadecyduję co dalej!” – obrugał mnie z niesmakiem.

Marzę o kapilaroskopii

Ucieszyłem się, bo już w podstawówce marzyłem o kapilaroskopii ( patrz zdjęcie). Nawet dostałem zabawkowy mikroskop, ale nie udało się go na kapilaroskop przerobić. Dlatego dopóki się nie zepsuł, systematycznie robiłem mikroskopię, czyli rozdzielałem kolegom niewielkie kopniaki.

Pomyślałem, że po dogłębnym skapilaroskopowaniu i interwencje doktora moje ręce zamienią się w biblijne, gorejące krzewy. Z zadumy wyrwało mnie polecenie lekarza, który polecił udać się do pielęgniarki celem ustalenia terminu tego zbawiennego badania.

Po krótkiej eksploracji monitora padła data – 22 czerwca. Upewniłem się, że chodzi o najbliższy rok i uradowany podziękowałem. Sprawdziły się nasze przewidywania. W lecie będę zdrowszy, cieplejsze dłonie odciążą przepracowanego specjalistę. Może zresztą podaruję moją kapilaroskopię bardziej potrzebującemu pacjentowi. Z drugiej strony, żeby nie wyjść na naciągacza może lepiej będzie włożyć ręce na jakiś czas przed kolejną wizytą do zamrażarki. Bo jednak miażdżyca solo mi nie odpowiada.

Na wszelki wypadek nie sprawdzam tej kapilarsokopii, żebym nie musiał ustalać terminu do psychiatry. Bo mogę nie zdążyć! 

Urologa pominę w dzisiejszym poście, bo lecę do toalety za potrzebą…

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę