Usiadłem dzisiaj na kanapie
I w sercu mym poczułem smutek.
I powiem to, choć w gardle drapie:
Jam społeczeństwa jest wyrzutek.
Nie robię sobie tatuaży,
które skór wielu są ozdobą.
Mimo, że jeden mi się marzy:
kaczor, zdobiący skroń czołową.
Taki z pazurem tuż nad okiem,
Z dziobem szepczącym mi do ucha:
„Walcz razem ze mną z ryżym wrogiem,
walcz póki nie wyzionie ducha!”
Co gorsza, psów też nie hoduję,
jakiejś akurat rasy modnej.
Wierzcie, fatalnie się z tym czuję!
Schudłem, że mi aż lecą spodnie.
Na spacer z żoną wstyd iść przecież,
Gdy w dłoni się nie dzierży smyczy.
Lub gdy nie możesz poszczuć w lecie
sąsiada, co się z piwem byczy!
Futbol też nie jest w moim stylu,
Nie kręci mnie kopanie w kostki.
Mimo od lat sukcesów tylu,
sport dla mnie to specjalnej troski.
Piwa nie piję, wódki takoż,
grill mi zardzewiał sto lat temu!
Jedyna słabość – kawy-m smakosz.
Szczerze – do dzisiaj nie wiem czemu?
Być może – myślę – to przyczyna,
i w tym jest optymizmu nutka,
że łyk rannego cappuccina,
to na wyrzutka los – odtrutka!
A kto przeczytał już „Wyrzutka”
i śmieje rozbawioną michę.
To już na niego czeka Zrzutka,
żeby zostawił na niej dychę!
Tu możesz postawić mi cappuccino(a). Dziękuję :))