Mijają grudnie, maje.
Rok za rokiem się cieli.
Coraz rzadziej mi staje,
Za oknem widok bieli.
Śniegu jak na lekarstwo.
Za to leków wciąż więcej.
Gdyż wątrobę mam marską.
Mocniej drżą mi już ręce.
Szybciej bije me serce,
na widok ładnych blondi.
Lecz cóż z tego, gdy wielce
już z nimi nie porządzę…
Sercowca mam dylemat.
Przypomnę, Drogie Panie.
By rozwinąć ten temat:
Nie wiem co pierwsze stanie!
Pamięć też mi nie służy.
Nie umiem pisać greką.
Kto pisał „Imię Róży”,
nie pomnę, choć był eko.
Mijają stycznie, wrześnie.
Rok po roku się sypie.
Być może jest za wcześnie
Na własnej płakać stypie!
Może któraś mnie zechce,
los mnie obdarzy fartem.
Może tym ją połechce,
że błysnę lekkim żartem.
Zachłyśnij się więc celem,
I szczęście swoje złap.
A razem z Gabrielem
Zdeklaruj: don’t give up!
Fotografia:
Odlew z brązu Apollo Belvederskiego.
Oryginał w Watykanie.
Muzeum Johna Soana, Londyn.
Fot. Agnieszka G.
Jak zawsze sztoss
Dziękuję, Patryku…