Nadredaktor.pl

Oferuję profesjonalną pomoc w edycji i redagowaniu prac naukowych

Wujek Marian

Wujek Marian

Tym razem „nasza” ławeczka była pusta. Tragedii nie ma, bo mamy dwie zapasowe, ale tą lubimy najbardziej. Co prawda jest to też stałe miejsce pobytu kloszarda, który zoczywszy nas na „swoim” miejscu, z kwaśną mina potuptał do sąsiedniej sypialni. Ale i tak mamy fory u niego, bo kiedyś zostawiliśmy na ławeczce dwie puszki po pewnym słodkim napoju…

Oprócz wymienionych, ławeczka pełni też funkcje toalety publicznej dla gołębi. Ich zaschnięte ślady wyznaczyły nam miejsca spoczynku. Trudno się dziwić, gdyż namolne gołębie żebrzą nieustannie o spożywcze datki. Czego efektem jest nieżyt jelit i bezustanne kalanie otoczenia.

Tym razem ławeczkową sesję poświęciliśmy ustalaniu szczegółów związanych z mieszkaniem Wujka Mariana – najstarszego brata mojego Taty. Jedynego, który nie miał jedynaków. Dorobił się trzech synów i jednej córki. Bo pozostałe rodzeństwo nie wywiązało się z demograficznych obowiązków, mimo, że w latach powojennych nastąpiła epoka wyżu ludnościowego w Polsce. To – podobnie jak długie i ostre zimy – se ne vrati, bo teraz potomstwo jest „démodé„. Na topie są zwierzaki, ze szczególnym uwzględnieniem piesków. Szkoda – bo fajnie jest mieć dzieci i posiadywać z nimi raz za czas na parkowej ławeczce.

Ale wracając do Wujka M.

Mieszkał ci on z rodziną świeżo poślubionej żony w maleńkim mieszkanku w Krakowie przy ul. Rymarskiej. Takie ciasnoty mieszkaniowe i wielorodzinne były wtedy na porządku dziennym. Na szczęście istniał rodzaj komunistycznego developera, który co prawda nie budował, ale przydzielał mieszkania. Był to urzędnik z tzw. Wydziału Kwaterunkowego, który nie kwaterował wojska, ale jak najbardziej cywilnych, a nawet – jak mój wujek – cywilizowanych obywateli.

Stało się tak, że matka chrzestna mojego Taty, spokrewniona z rodziną Józefczyków, była znajomą takiej persony i dostała przydział mieszkaniowy. Ponieważ lokal miał trzy izby mieszkalne plus kuchnia i łazienka, niepodobnym było zasiedlenie takich metraży przez samotną osobę. Do cioci Marysi dołączył więc wujek z żoną i jej rodziną. Sytuacja trochę jak w komedii Barei „Nie ma róży bez ognia”. Potem rodzina się systematycznie wyprowadzała wraz z kolejnymi ożenkami wujowych szwagrów. ale za to brat Taty nie próbował i dorobił się trzech synów i córki. Czyli miał dzieci więcej niż pozostałe rodzeństwo.

Mieszkanie pozostało w rękach rodziny do momentu – już po śmierci obojga wujostwa – burza dziejowa zmiotła kwaterunek i przywiała właścicieli, którym po wojnie odebrano kamienice. Zmiotła też starą nazwę ulicy – Juliana Marchlewskiego, a na jego miejsce wgalopował pułkownik Belina-Prażmowski. Wielce zasłużony twórca polskiej kawalerii i prezydent miasta Krakowa. Zupełnie słuszna zmiana, ale dla mnie wujek Marian zawsze będzie mieszkał przy Marchlewskiego. W mieszkaniu, z którego najlepiej zapamiętałem radio „Szarotka” i spiżarnię. Ah, jak ja im tej spiżarni zazdrościłem!

Było jeszcze kilka innych historii, o których być może opowiem, ale pora zbierać się z ławeczki, bo czeka na nas pyszne leczo. Oczywiście nie zapominamy o pozostawieniu puszek dla smacznie śpiącego sąsiada.

Na fot. przed tekstem: Rodzice Taty z dziećmi. Babcia – Anna; Dziadek Wawrzyniec. Od lewej :mój Tato – Piotr, Ciocia Tosia, Wujek Marian, Wujek Jasiek. Rok 1932

Na fot. poniżej: od lewej Wujek Jasiek, Ciocia Marysia – wspomniana w tekście, Wujek Marian
Lata 80.

Zostaw odpowiedź

Powrót na górę