Myśl napisania współczesnej i zarazem lokalnej wersji „Urzędu” od dawna chodzi mi po głowie. Dlaczego? Konieczność załatwienia czegoś w Urzędzie Miasta Krakowa (UMK) powoduje u mnie gęsią skórkę. Czy będzie kolejka? Czy zadziała system i z moim numerkiem dostanę się do okienka? A może złożyłem niewłaściwe załączniki?
Tutaj odetchnąłem, bo na szczęście publikowanie artykułów kilka razy w tygodniu wystarczy, chociaż były głosy, że i raz dziennie to za mało. No, ale jestem jedynym redaktorem bloga, więc musicie mi wybaczyć, że spełniam również inne obowiązki. Ale proszę tych ośmioro „codziennych” o cierpliwość. Jak rozwinę skrzydła – będzie codziennie…
Jedyne do czego przyznaję się bez bicia, to wyjadanie w nocy z szafki ciastek – z tej prostej przyczyny, że ślady z okruszków prowadzą do mojego łóżka. Za każdym razem odpycham więc jak mogę zarzuty o niedomknięcie drzwi lodówki, głośne ciamkanie podczas jedzenia deseru i zużywanie nadmiernych ilości papieru toaletowego.
Dzisiaj po dwumiesięcznej karencji pojechałem na rolki. W związku z tym nieuświadomionym Czytelnikom proponuje nieco teorii.
Zupełnie niespodziewanie sturlałem się na tematy polityczne, z reguły podejmowane przeze mnie niechętnie, aby nie urazić przekonań moich Czytelniczek i Czytelników. Z drugiej jednak strony wcale nie zależy mi, by zadowolić pełne spektrum poglądów. Co to, to nie…