„Zimowy wierszyk” dedykuję wszystkim piecuchom.
Zima wrzuciła piąty bieg.
Nadrabia stare zaległości!
Od rana sypie gęsty śnieg.
Dla mnie to powód do radości.
Bo choćby nie wiesz co się działo,
i toniesz w gęstym deszczu łez.
Rozglądnij się i popatrz: biało!.
Więc uśmiech włącz do życia tez.
Nie płacz, że w zadek szczypie mróz,
i kalesony ciasne z deka.
Smaruj na spacer, i to już.
Zima uczyni z ciebie człeka.
Przestań smartfona ekran mazać
i stu seriali śledzić tok!
Najwyższy czas, by się wykazać.
By nie kapcanieć cały rok.
Utocz ze śniegu trzy bałwany,
na sanki wsadź swojego psa.
Rusz bracie z zimą w białe tany,
póki ta piękna pora trwa.
Zamiast oglądać polo disco
i „Wiadomości” pasków czar,
pomóż staruszce, boć jest ślisko,
masz przecież altruizmu dar!
Więc duszaj rupą*, póki pora,
od żony ciepłe kapcie zrzuć.
Niech cię nie dręczy zimna zmora.
Do zimy poczuj silną chuć!
*Gra półsłówek – o jej zasadach koniecznie przeczytajcie w poście: „Nocna zmiana”, ponieważ bez tej wiedzy będziecie poddani towarzyskiemu ostracyzmowi.
Dwie pierwsze zwrotki napisałem dwa lata temu, ale było mi mało. Dzisiaj po solidnym spacerze przez piękny Zakrzówek przyszedł mi do głowy „Zimowy wierszyk”. I dopisałem resztę, gdyż poczułem, ze zima traktowana jest po macoszemu :). A jak przeczyta ten zimowy wierszyk to od razu jeszcze sypnie śniegiem
Swoją drogą na okolicznych górkach było całe mnóstwo dzieciaków z rodzicami i sankami. Nie licząc z piesków, z których jeden – młody wilczek bardzo chciał się ze mną zaprzyjaźnić, ale zjadła go trema 🙂 Pewnie w celu przełamania lodów powinienem mu wyrecytować mój zimowy wiersz.