Pamiętacie, jakiś czas temu w wierszu „Forbidden love” opisałem spotkanie z człowiekiem, który zwierzył się ze swoich rozterek. Zostawiłem mu wtedy swoją wizytówkę, gdyby chciał się podzielić swoimi dalszymi losami.
Zakończyłem tamten post słowami:
„Nie znam historii dalszego ciągu,
oby się dobrze skończyła.
Oby nie musiał skakać z pociągu,
gdyby go zostawiła!„
I oto ostatni piątek wyjąłem ze skrzynki list, który zawierał co następuje:
„Jedni dostają skarpetki, inni znów ciepłe gatki,
komuś trafi się książka, ktoś dostanie pół litra.
Lecz nigdy nie zgadniecie prezentu mego zagadki,
i lepiej nad nią nie myślcie, bo będzie Wam bardzo przykro.
Jestem nawet dość grzeczny, choć czasem grzeszę, nie przeczę!
I jabłka z drzewa rajskiego kęs łakomie nadgryzę.
I zdarzy mi się, a jakże, gdy złośliwie się cieszę,
gdy ktoś zamiast wiatr w żagle, ledwie załapie bryzę!
Na ogół jednak mnie lubią, gdy empatią wytrysnę,
gdy gdzieś rodzi się konflikt, lub emocje w nadmiarze.
Czasem dłoń komuś podam, czasem pomysłem błysnę.
Tak, żeby go wesprzeć w projekcji własnych marzeń!”
Tu prawdę wam objawię, że prezent dostałem awansem.
Jakoś pod koniec lata, w drugiej dekadzie września.
Z dołączoną doń kartką: „Wykorzystaj tę szansę,
tak, by ton nowy zabrzmiał w twojego życia treściach”.
Przyznacie, że to niezwykłe, dostać prezent tak wcześnie,
Chociaż gdy klimat zmienny, rzecz bardziej jest na miejscu!
Takie nastały czasy, że grudzień stał się wrześniem…
A to co dostałem wtedy, wciąż zostaje w mym sercu…”
Tu wiersza nadszedł KONIEC, THE END, FIN oraz FINE.
Na końcu nie ma verte, odnośnika czy glossy.
I teraz bądź tu mądry czy chodzi o dziewczynę?
Czy jakiś inny dar losu, jak twierdzą liczne głosy!
No i kto zgadnie co ów jegomość dostał?